Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Sortowanie: Dzień drugi 24.09
Sympozjum 24: Instytucja, firma czy wydarzenie – jak organizować, wartościować i finansować kulturę
Sympozjum 17: Kultura w życiu codziennym Polaków. Jak trafić „pod strzechy”?
Sympozjum 14: Kultura a tożsamość Polaków: narodowa, europejska czy uniwersalna?
Sympozjum 18: Przemiany kulturotwórczej i etycznej roli katolicyzmu polskiego: dziedzictwo Jana Pawła II
Sympozjum 20: Kultura języka i debaty publicznej
Sympozjum 25: Rynek dzieł sztuki. Komercjalizacja i prywatyzacja w obszarze kultury. Artysta czy menager? Dzieło czy produkt?
Sympozjum 26: Edukacja artystyczna. Tworzymy artystów czy uczymy rzemiosła?
Sympozjum 16: Pamięć społeczna, rola symboli i polityka historyczna w obszarze kultury
Sympozjum 23: Wymiana międzynarodowa: strategie promocji kultury zagranicą
IV Sesja plenarna: Dwie kultury: wysoka i popularna, elitarna i masowa, lokalna i globalna. Czy podziały mają jeszcze sens?
Henryk Woźniakowski
Dwie kultury: wysoka i popularna, elitarna i masowa, lokalna i globalna. Czy podziały mają jeszcze sens?


„Przed Panią leży książeczka, która właśnie się ukazała. Zbiór esejów o mojej twórczości i parę moich tekstów. Wszystko razem nosi tytuł „Arystokratyzm ducha”. Tak się nazywa program, który głoszę. Można go streścić w jednym zdaniu: nie dać się życiu zdegradować, nie zejść nigdy poniżej własnych najwyższych aspiracji. (…) Naturalnie, jest to trudne. Nie twierdzę, że potrafię ten program w pełni zrealizować, ale przynajmniej go sobie wybrałem. Stąd mój całkowity rozbrat z kulturą masową. Kiedyś podejrzewałem, że jest toksyczna, dziś to już wiem na pewno. (…) Nie mam tolerancji dla tych, którzy chcą kulturę wysoką ściągać na dół albo nią pomiatać dlatego, że nie ma wystarczającej oglądalności. Odpowiadam im spostrzeżeniem: wszystko co średnie jest byle jakie” .

„Większość nieporozumień wokół kultury masowej bierze się z przeoczenia jej istoty. Tego, że jest ona po prostu wesoła. Oraz że stworzenie wiecznie pełnego źródła radości jest osiągnięciem na miarę rozpalenia pierwszego ogniska. Bierzemy telewizyjnego pilota i w zależności od upodobań komedią, romansem, gołą babką lub sportem przenosimy się do świata naszych marzeń. Że jest w tym jakaś słabość? Oczywiście. Że nie zawsze są to wyszukane radości? I to jest prawdą. Ale te prawdy układają się w banał – człowiek nie jest istotą doskonałą.

Mało tego. Kultura wysoka nie może zgłaszać pretensji wobec jakości masowej rozrywki, odkąd sama zrezygnowała z dostarczania rozrywki. Nie ma już Molierów, Szekspirów, Arystofanesów. Przy czym zatem ludzkość ma się bawić – przy wierszach Miłosza, przy mszach Pendereckiego, przy filmach Wajdy? Mamy dziś podział pracy – kultura wysoka jest śmiertelnie poważna, a kultura masowa ostentacyjnie rozrywkowa. Wszyscy dobrze się z tym czują, poza krytykami. Ich jednak chciałem zapytać, czy pamiętają jeszcze tę kulturę wysoką, która starała się bawić ludzi? Czy pamiętają Gargantuę i dziesiątki sposobów na podcieranie zadka, szczegóły spółkowania z Brantôme’a, dowcipy Falstaffa, albo pewnego porucznika z Haška, który wsadzał sobie rybę do dupy i udawał syrenę? Naprawdę trzeba mieć krótką pamięć, by postrzegać historię kultury jako grę subtelności i wyrafinowania” .

Oto dwie wypowiedzi współczesnych polskich inteligentów, niewątpliwie – twórców kultury we właściwych sobie dziedzinach. Nasuwa się natychmiast szereg pytań: czy kultura masowa nieuchronnie ściąga w dół kulturę jako taką? Czy proces historycznego przechodzenia tworów i autorów kultury popularnej do elitarnej (Szekspir, jazz) i vice versa (van Gogh, Nigel Kennedy) jest procesem naturalnym i wciąż dokonującym się, czy zamkniętym – a pola elitarności i masowości są rozgraniczone? Czy – jak głosiło kiedyś hasło na okładce „Res publiki” podpisane „Harlequin” – kultura popularna może coś ofiarować kulturze elitarnej – poza pieniędzmi? Czy zjawisko gwiazdorstwa niektórych twórców kultury wysokiej (np. Zanussiego) jest pozytywne czy negatywne dla odbioru ich sztuki? Czy – jeśli kultura wysoka eksploruje pewne pola (np. psychologię głębi) popularyzowane później przez kulturę popularną w filmie i powieści – to któraś z „kultur” na tym traci – czy obie zyskują? Czy poszukiwanie dzieł kanonicznych dla kultury – tak częste ostatnio w Polsce – jest zjawiskiem z poziomu elitarnego czy masowego? Czy należy zatem zaprzęgać rynek i marketing w służbę kultury wysokiej – czy przenigdy? Czy kolejne awangardy, twórczość offowa – są raczej zjawiskiem marketingowym czy przejawem elitaryzmu? Czy w kulturze masowej jest możliwe arcydzieło?

Te i inne pytania pokazują trudność wykreślenia granic pomiędzy kulturą popularną i masową – a kulturą elitarną, ambitną czy wysoką. Wydaje się, że żywią się one sobą wzajemnie zarówno jako obszary tworzenia kodów komunikacyjnych, jak i tereny działania rynku i jego mechanizmów. Istotny, tj. egzystencjalny konflikt wystąpił jedynie pomiędzy kulturą ludową a kulturą masową: ta pierwsza, jako słabsza i lokalna, niedysponująca środkami przekazu, zeszła nieodwracalnie ze sceny, pielęgnowana jedynie w sztucznych rezerwatach – choć jej umasowione potomstwo (np. disco polo albo piosenki Kayah i Bregovicia) żyje i ma się dobrze.


więcej »

Sympozjum 22: W stronę systemu ochrony dziedzictwa kulturowego w Polsce
Sympozjum 15: Kultura polska. Perspektywa międzynarodowa
III Sesja plenarna: Kultura nośnikiem wartości i fundamentem tożsamości.
Edmund Wnuk-Lipiński
Kultura nośnikiem wartości i fundamentem tożsamości

Tytuł trzeciej sesji plenarnej zawiera pewną tezę. Niezbyt odkrywczą, przyznajmy, by nie powiedzieć – banalną. Każdy student pierwszego roku, przynajmniej nauk humanistycznych, już wie, że kultura jest nośnikiem wartości i że pod jej przemożnym wpływem kształtuje się nasze indywidualne i zbiorowe poczucie tożsamości. Tezy banalne nie przestają jednak być prawdziwe i stanowią – niczym aksjomaty w matematyce – solidny fundament konstrukcji teoretycznych lub nawet luźniejszych refleksji, które już oczywiste być nie muszą i które stanowić mogą przedmiot intelektualnego sporu, posadowionego na niekwestionowanych założeniach wyjściowych.

Skoro więc kultura jest nośnikiem wartości, to pojawia się cała seria ważnych pytań. Na przykład, czy nasza kultura niesie jedynie wartości lokalne, zrozumiałe i uznawane tylko w kręgu tej właśnie kultury, czy też była ona (i być może nadal jest) źródłem wartości, które się zuniwersalizowały i weszły na trwałe przynajmniej do europejskiego dziedzictwa kulturowego. Odpowiedź pozytywna na pierwszy człon alternatywy oznaczałaby, iż nasza kultura skazana jest na hermetyczność i pewien prowincjonalizm, a jej otwarcie na świat prowadzi do imitacji wartości niesionych przez inne kultury. Pozytywna odpowiedź na drugi człon alternatywy skłaniałaby do kolejnego pytania, które to mianowicie wartości, wytworzone przez naszą kulturę zuniwersalizowały się i czy w kontaktach z innymi kulturami mamy obustronną wymianę, która owocuje wzajemnym wzbogacaniem, czy też jednak owa wymiana ma mocno asymetryczny charakter. Dalej – czy można by sobie wyobrazić zmniejszenie owej asymetryczności, gdyby promieniowanie naszej kultury na zewnątrz było wsparte działaniami organizacyjnymi (jak to robią zresztą inne kraje). Innym ważnym – jak sądzę – pytaniem jest kwestia, na ile wartości niesione przez naszą kulturę stały się jednym z istotnych czynników pozwalających najpierw nielicznym, a później rzeszom obalić opresyjny system. Istnieją teorie, odwołujące się np. do koncepcji etycznego społeczeństwa obywatelskiego, na gruncie których ruchy dysydenckie, a także wywołane przez ich aktywność masowe ruchy społeczne indukują radykalną zmianę społeczną, która jednak nie zawsze prowadzi do ładu liberalno-demokratycznego (niech za przykład posłuży tu radykalna zmiana społeczna w Iranie związana z upadkiem reżimu szacha Rezy Pahlawiego). Czy więc wartości niesione przez naszą kulturę mają taki charakter, że są czynnikiem przesądzającym o tym, iż na gruzach autorytaryzmu komunistycznego pojawiła się i skonsolidowała demokracja liberalna, a nie jakaś nowa forma autorytaryzmu?

Historia Polski ostatnich wieków szczególnie ostro przetestowała tezę, iż kultura jest fundamentem tożsamości, zwłaszcza – tożsamości narodowej. Wynik testu, jak wiemy, zdecydowanie przemawiał na rzecz tej tezy: Polska bez państwowości i Polacy bez polskiego obywatelstwa przetrwali rozbiory jako naród dzięki kulturze. Dziwią więc dzisiejsze lęki, widoczne w pewnych segmentach społeczeństwa polskiego, że otwarcie się naszego kraju i kultury na świat zewnętrzny niesie zagrożenia dla tożsamości narodowej. Jeśli jednak przede wszystkim kultura, a nie instytucje obywatelskie są fundamentem tożsamości narodowej, to pojawia się pytanie, skąd bierze się pewne pęknięcie w świadomości społecznej, skwapliwie eksploatowane przez polityków. Z jednej bowiem strony, mamy tych, głównie młodszych i bardziej wykształconych, którzy, mając silne poczucie tożsamości narodowej, są otwarci na nabywanie nowych tożsamości zbiorowych, wynikających np. z postępów integracji europejskiej. Z drugiej strony, mamy wcale niemałą grupę Polaków płci obojga, którzy traktują otwarcie się Polski na świat jako śmiertelne zagrożenie dla polskiej tożsamości narodowej i którzy najchętniej widzieliby nasz kraj jako fortecę oddzieloną od reszty świata zasiekami i głęboką fosą. Z badań przeprowadzonych pod koniec 2007 roku na próbie ogólnopolskiej wynika, że 17% badanych czyje się wyłącznie Polakami, 55% czuje się przede wszystkim Polakami, ale ma także poczucie tożsamości szerszej, bo europejskiej, 25% czuje się w równym stopniu Polakami, co Europejczykami, zaś niespełna 2% przyznaje się przede wszystkim do tożsamości europejskiej, a w mniejszym stopniu ma poczucie tożsamości polskiej. Jak widać z tego krótkiego zestawienia, co czwarty respondent ma poczucie tożsamości europejskiej równie ważne, jak poczucie tożsamości polskiej, a zdecydowana większość odczuwa także jakieś identyfikacje tożsamościowe z Europą, choć ich podstawą jest poczucie tożsamości narodowej. Zapewne w części owo poczucie wyrasta z faktu, iż polska kultura jest częścią kultury europejskiej i jest spleciona z nią wzajemnie przenikającymi się wpływami. Pojawia się jednak pytanie, czy – wraz z integracją europejską – proces ten będzie się nasilał, czy – właśnie na skutek integracji – polska kultura skorzysta z rysującej się możliwości i zostanie pełniej włączona do europejskiego obiegu dóbr, wartości i idei? Czy wreszcie odzyskana przestrzeń wolności nie zostanie zmarnowana przez zapełnienie jej jedynie imitacjami dóbr wartości i idei importowanych z zewnątrz?

Zarysowałem tutaj zaledwie niewielką część spraw, które pojawiają się w związku z odzyskaną wolnością. Sądzę, iż Kongres Kultury jest właściwym miejscem, aby zastanowić się, czy tradycyjna funkcja kultury jako swoistego schronu dla tożsamości narodowej i wartości nie powinna być przedefiniowana w sposób bardziej spójny z obecnym geopolitycznym położeniem Polski.


więcej »

Sympozjum 19: Kultura organizacji i etos pracy
Sympozjum 21: Kulturotwórcza rola mediów
« Październik 2019 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo