Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Sortowanie: Dzień pierwszy 23.09
I Sesja plenarna: Przestrzenie twórczości
Agnieszka Holland
Kondycja kultury dwadzieścia lat po odzyskaniu wolności


Odbywający się dwadzieścia lat po odzyskaniu wolności Kongres ma być refleksją nad stanem polskiej kultury, ma zakreślić podstawowe ramy debaty o niej, postawić najważniejsze pytania, pokusić się o diagnozę stanu rzeczy, zastanowić się nad jej znaczeniem i ewentualnym remedium. Znajdujemy się w szczególnym momencie – można powiedzieć, że romantyzm i niepewności związane z transformacją są za nami, sytuacja niby się ustabilizowała, ale różne sposoby myślenia o funkcji i celach kultury, o miejscu twórczości w przestrzeni społecznej, a także i o zarządzaniu i finansowaniu kultury współegzystują, wzajemnie się nie przenikając – jak byśmy żyli w różnych miejscach i epokach równocześnie.

Niewątpliwie kultura pełni dziś inną rolę niż dwadzieścia lat temu, zmieniła się również ocena jej użyteczności i wagi w życiu społecznym i narodowym. Ta zmiana stosunku do kultury i jej twórców dotyczy zarówno władz, polityków, jak i społeczeństwa. Coraz częstsze jest przekonanie, że bez kultury można obyć się, w każdym razie bez kultury wysokiej, brakuje również oddolnych mechanizmów pobudzających innowacyjność, kreacyjność, podwyższanie poziomu warsztatu i rzemiosła. W szerszym odbiorze ostaje się niemal wyłącznie twórczość o charakterze ludycznym – jakbyśmy nie mieli cierpliwości i odwagi do zadawania pytań istotnych i penetrowania nieznanych obszarów – ludzie chcą być bowiem zabawiani i tego oczekują od kultury.

W tej nowej przestrzeni społecznej poszczególne dziedziny twórczości różnie funkcjonują, część z nich (teatr, orkiestry symfoniczne, muzea, opery, w pewnym stopniu kino, galerie, media publiczne, domy kultury…) realizuje się – tak jest w większości wypadków – wciąż poprzez instytucje działające podobnie jak w okresie PRL-u, tzn. finansowane są bądź subsydiowane przez różne agendy władzy wykonawczej, część działa w sposób czysto rynkowy, część miesza różne systemy, znajdując również wsparcie w dotacjach Unii Europejskiej.

Wydaje się, że wiara, która zapanowała na początku lat 90., że rynek powinien wszystko regulować i że skuteczne mechanizmy produkcji, dystrybucji i promocji kultury powstaną samoistnie, a sama kultura będzie funkcjonować twórczo w systemie rynkowym, okazały się naiwne, a w niektórych przypadkach szkodliwe. Rynek przede wszystkim zróżnicował odbiorców w zależności od dochodów, miejsca zamieszkania i wykształcenia. Dostęp do kultury jako takiej, a szczególnie kultury wyższej, jest bardziej lub mniej limitowany. W Polsce, gdzie ponad 60% ludności mieszka poza dużymi ośrodkami miejskimi, głównym kanałem dystrybucji kultury były i są media elektroniczne. Otóż, te media, niemal od początku transformacji zmniejszały swoją ofertę misyjną: ich głównym celem był szybki zysk, często działały i działają na zasadzie spalonej ziemi: zamiast budować nowy język opowiadania o nowej rzeczywistości odrzucają oryginalną innowacyjność, rezygnują z prób konstruowania bardziej długofalowego i wielopiętrowego sposobu komunikacji z widzem. Obniżenie poziomu oferty jest widoczne gołym okiem: w publicystyce prowadzi to do tabloizacji, w twórczości – do promowania tandety i to na ogół wtórnej. Najprościej bowiem i najtaniej jest stosować sprawdzone już wzory zachodnie lub latynoskie: telenowele, soap opery, sitcomy, programy rozrywkowe i gry oparte na wykupionych licencjach i formatach. Na polskim rynku pojawiła się większość tych form, a brak wysiłku kulturotwórczego spowodował całkowite rozleniwienie umysłowe zarówno widzów, jak i producentów i realizatorów, i zaowocował czymś w rodzaju wtórnego analfabetyzmu audiowizualnego. Ten wtórny analfabetyzm, mała ciekawość, brak ambicji i niska zdolność skupienia to cechy współczesnego odbiorcy kultury masowej. Można powiedzieć, że brak własnego punktu widzenia i wysiłku stylistycznego prowadzi do tandety, co widać wyraźnie w kanałach, gdzie przeważa oferta powtórkowa: pokazywane są bądź produkcje zagraniczne, bądź (bardzo obszernie) twórczość wyprodukowana w czasach PRL-u. Większość aktualnej produkcji ma charakter doraźny: po jednorazowym użyciu nadaje się tylko do wyrzucenia. Żeby nie odwoływać się znów do „kultury wysokiej”, warto porównać poziom dzisiejszej i peerelowskiej rozrywki – poziom merytoryczny, wykonawczy i warsztatowy.

Niedbałość, oto najistotniejsze u nas narzędzie, jego skorumpowanie, oddanie w pakt politrukom, w końcu zniszczenie możliwości odrodzenia się mediów, które prowadzą długofalową politykę kulturotwórczą i edukacyjną. Jest to jeden z największych grzechów polityków wobec kultury w trakcie ostatniego dwudziestolecia. Widać bowiem wyraźnie, że najtrudniejsze jest stworzenie szerokich i skutecznych kanałów dystrybucyjnych. Dotyczy to w mniejszym lub większym stopniu praktycznie wszystkich dziedzin: kina, ale i teatru poza kilkoma dużymi ośrodkami, książki (wydawcy są bodajże najdzielniejszą grupą menedżerów kultury, rynek jest trudny, a ilość i jakość tytułów imponująca, ale czytelnictwo wciąż spada i ostatnio osiągnęło poziom europejsko zawstydzający), nawet plastyki, największego chyba ostatnio międzynarodowego sukcesu rodzimej twórczości, która lepiej jest znana za granicą niż w kraju i ma tam też więcej odbiorców… Politycy są wobec kultury bezradni i powstaje wrażenie, że nie rozumieją jej funkcji i że nie bardzo ich ona obchodzi. Społeczeństwo – według nich – nie umieszcza kultury wśród swych niezbywalnych potrzeb, więc nie musi się ona znaleźć ani wśród obietnic wyborczych, ani priorytetów (nie ma o niej mowy nawet w rządowym planie rozwoju Polski do 2030 roku! I to mimo że plan jako jeden z głównych powodów naszych zapóźnień podaje nierówny dostęp do edukacji, zdobyczy cywilizacyjnych itd.). Politycy traktują twórców z niechęcią bądź instrumentalnie – co szalenie utrudnia pracę tym wszystkim instytucjom kultury, w których możliwość eksperymentowania, poszukiwań, ale i planowania jest konieczna do istnienia i rozwoju. Poziom wzajemnego zaufania między rządzącymi a środowiskiem ludzi kultury jest zastraszająco niski. Przy tak niskim poziomie zaufania trudno wyobrazić sobie skuteczne wprowadzanie bardziej radykalnych reform. Mechanizmy oceniające wartość dzieł są kalekie i zafałszowane. Brakuje też głębszej, żywej i publicznej debaty na temat kultury. Brak tej debaty jest jedną z głównych cech i powodów kryzysu. Bo poza tym nie jest aż tak źle: wszędzie tam, gdzie udało się zachować lub stworzyć od nowa warsztat twórczy, możemy obserwować eksplozje kreacyjności. To pozwala na ostrożny optymizm i jest dobrym punktem wyjścia…


więcej »

Sympozjum 10: Polska cyfrowa
Sympozjum 5: Teatr dla teatru
Sympozjum 8: Taniec i sztuki performatywne - perspektywa krytyczna
Sympozjum 3: Rok Chopina i co potem? Kierunki rozwoju polskiej muzyki
II Sesja plenarna: Ile państwa w kulturze: rząd, samorząd czy społeczeństwo obywatelskie
Jerzy Hausner
Ile państwa w kulturze: rząd, samorząd czy społeczeństwo obywatelskie


Kultura jest obszarem szczególnej odpowiedzialności państwa. Ale czy samo państwo może zapewnić rozwój kultury? O tym mamy rozmawiać. Zatem także o tym, jakie mechanizmy są właściwe dla finansowania kultury i czy takie mechanizmy uda się uruchomić przy obecnym modelu publicznych instytucji kultury?

Niewiele osób publicznie wypowiadających się uważa, że kultura nie wymaga żadnych systemowych zmian. Są jednak wyrażane i takie opinie, że kultura ma się świetnie, a wszelkich reformatorów trzeba trzymać od niej z dala. Na końcu jednak głoszący taki pogląd dodają – kultura jest niedofinansowana. Więcej publicznych pieniędzy, a cała reszta po staremu – to kwintesencja tego rozumowania.

Ostatecznym argumentem uzasadniającym konieczność zwiększenia publicznych nakładów na kulturę jest twierdzenie, że kultura wytwarza w Polsce znacznie większą część PKB, niż w nim finansowo uczestniczy. Czasami pada nawet „szczęśliwa” liczba 7% PKB wytwarzanych przez kulturę. Obliczenie tego jest niezwykle skomplikowane i w Polsce dotychczas nikt tego wskaźnika porządnie nie oszacował. Oficjalnie zajmuje się tym Urząd Statystyczny w Krakowie i na razie się z tym nie uporał.

Statystyka publiczna nielicznych krajów podaje takie obliczenia. I tak w Kanadzie wskaźnik udziału kultury w PKB wynosi 4,8%, w Finlandii 3,2%, a w Niemczech tylko 1,6%. Trzeba jednak pamiętać, że Eurostat nie przyjął jak dotąd jednolitej metodologii obliczania tego wskaźnika i podane wyżej liczby wynikają z różnych formuł. Nie da się ich wprost porównywać. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem uznać, że podobny wskaźnik dla Polski będzie rzędu 2–2,5% PKB. Na tej podstawie można wykazać, że udział łącznych wydatków na kulturę, który wynosi 1,8% PKB, jest w Polsce nieco niższy niż jej wkład w tworzenie PKB. Zaś szczególnie niezadowalający jest poziom wydatków publicznych, który stanowi 1/3 łącznych wydatków.

W mojej ocenie ma to bardzo ograniczony sens. Takie myślenie w istocie zubaża znaczenie kultury i jej wkład w rozwój społeczno-gospodarczy. Sprowadza kulturę do jednego z sektorów aktywności zawodowej i materialnej. Pomija wagę dziedzictwa kulturowego i fundamentalną rolę kultury jako niezbywalnego mechanizmu komunikacji i spójności społecznej. W konsekwencji kultura jest postrzegana w kontekście sektora twórczości artystycznej, kosztem postrzegania jej jako podstawowego czynnika rozwoju.

Sektorowe a nie funkcjonalne traktowanie kultury – w moim głębokim przekonaniu – jest wyrazem utrwalonego resortowo-korporacyjnego wzorca jej organizacji. W praktyce kultura to głównie publiczne instytucje znajdujące się w domenie Ministerstwa Kultury, bezpośrednio lub pośrednio przez ministerstwo zawiadywane i finansowane. Reszta to margines. A to wytwarza ów specyficzny splot zależności i interesów, których jedną stroną jest świat administracji publicznej, której liczne ogniwa uznaniowo i biurokratycznie regulują i reglamentują działalność instytucji kultury, zaś drugą owe instytucje, ich zespoły kierownicze i pracownicze, które stale zabiegają o względy politycznych i urzędowych decydentów i pozostające do ich wyłącznej dyspozycji środki. Rezultatem tej odtwarzanej od lat relacji jest instytucjonalna inercja i generalnie materialna mizeria kultury. Dlatego to, co dla rozwoju kultury w ostatnich latach istotne, stopniowo wyrywa się poza ten resortowo-korporacyjny splot, który jeśli będzie trwał, bardziej będzie dławił kulturę, niż sprzyjał jej rozwijaniu i upowszechnianiu.

Nie ma w istocie sporu o to, czy państwo ma być odpowiedzialne za kulturę. To oczywiste, że musi być odpowiedzialne. Spór o to, czym ta odpowiedzialność ma się wyrażać i jak ma być wypełniana rola państwa, czyli na czym ma polegać polityka kulturalna. Sedno tego wymiaru sporu dotyczy tego, jak ma funkcjonować instytucja kultury, według jakiej formuły i w jakiej relacji do administracji publicznej oraz tego, czy instytucje kultury mają być wyłącznie publiczne, czy też mogą być – na zasadzie równości sektorów – także społeczne i prywatne.

Nie ma w istocie sporu o to, czy kultura ma być lepiej finansowana. To jasne, że jest w Polsce niedofinansowana. Spór o to, jakie mają być mechanizmy jej finansowania. Sedno tego wymiaru sporu dotyczy tego, czy nadal ma być głównie finansowana poprzez mechanizm uznaniowo-urzędniczy i strumienie finansowe mają być kierowane przede wszystkim na utrzymanie istniejących i zasiedziałych publicznych instytucji kultury, czy też ma być znacznie szerzej finansowana także ze środków prywatnych, czemu w szczególności ma sprzyjać finansowanie publiczne oraz czy finansowanie publiczne ma w znacznie większym niż dotychczas zakresie być ukierunkowane na projekty społeczne i prywatne.

W moim przekonaniu zmiana modelu funkcjonowania instytucji kultury nie ma być nastawiona na ograniczenie odpowiedzialności państwa i finansowania publicznego, lecz na to, aby państwo dzieliło swoją odpowiedzialność za kulturę z innymi partnerami – samorządowymi, społecznymi i prywatnymi, a jednocześnie, aby niezbędne finansowanie publiczne wyzwalało w możliwie dużej skali finansowanie samorządowe i prywatne. Bez takiej zmiany kultura nie będzie wystarczająco pobudzać rozwoju, nawet gdyby znacznie zwiększyć na nią publiczne nakłady.


więcej »

Sympozjum 7: Sztuka przestrzeni (architektura, urbanistyka, kształtowanie krajobrazu).
Sympozjum 12: Kompetencje kulturalne społeczeństwa: edukacja dla uczestnictwa, kreatywności czy konsumpcji kulturalnej? Jak walczyć z wykluczeniem kulturowym?
Sympozjum 4: Do czego jest nam potrzebne kino? Kondycja filmu polskiego i szanse polskiej kinematografii
Sympozjum 11: Status prawny twórcy i dzieła sztuki.
Sympozjum 9: Zarządzanie kulturą i finansowanie kultury
Sympozjum 13: Animacja i upowszechnianie kultury w kontekście zarządzania
Sympozjum 6: Muzeum - przestrzeń otwarta?
Sympozjum 1: Nowe konteksty dla sztuk wizualnych
Sympozjum 2: Literatura polska: posłannictwo czy zawód; rodzimosć czy europejskość?
« Sierpień 2017 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo