Metody: Fotografia - pretekst do spotkania ?

Aparat fotograficzny jest narzędziem, który pozwala dzieciom i młodym ludziom opowiadać o świecie, w którym żyją. Z jego pomocą codzienność przestaje być zwyczajna. Dzięki niemu każdy może opowiedzieć historię o sobie i swoich najbliższych. Jak wykorzystywać fotografię w pracy z dziećmi i młodzieżą? Jak uczyć fotografii? Co jest celem takiej nauki? Dlaczego fotografia może stać się pretekstem do spotkania?

W sumie: 4  

mbialek mbialek
(moderator)

30.10.09, 11:23

Fotografować siebie
W Towarzystwie Inicjatyw Twórczych ę od dawna pracujemy z fotografią. Podczas zajęć fotograficznych dzieci po raz pierwszy zaczynają patrzeć na swoją własną wieś czy miasteczko jak na coś ciekawego, pięknego, ważnego. Fotografia staje się sposobem na wyrażenie siebie i nawiązanie kontaktu z lokalną społecznością. Uczestnicy zajęć od razu dostają do rąk aparaty cyfrowe. Ich cel to zapis rzeczywistości, poszukanie indywidualnego spojrzenia na świat, otwarcie się na innych. Fotografują codzienne życie miasteczek i wsi: ważne miejsca, swoją rodzinę, ludzi przy pracy, miejsca piękne i brzydkie, swoich przyjaciół, zwierzęta, szkołę. Efekt - ku naszemu zdumieniu ma często nie tylko wartość dokumentacyjną, ale artystyczną. Jakie są Państwa doświadczenia w pracy z fotografią? Zapraszam do dzielenia się doświadczeniami.

aga.pajaczkowska aga.pajaczkowska

30.10.09, 15:02

Zobaczyć to, co niewidoczne, czyli o fotografii w pracy z dziećmi
Zacząć od siebie
Na początku warto uznać, że w fotografii nie ma zasad – jest tylko ten, jeszcze mały, człowiek, który dostaje do ręki aparat i sam sobie staje się regułą. Nie liczą się trudne słowa takie jak „kompozycja”, czy „estetyka”. Fotografujesz to, co chcesz i tak jak chcesz – to, co ci się spodoba, albo jest brzydkie, albo wyjątkowe; to, co oglądasz na co dzień i to, czego wcześniej całkiem nie dostrzegałeś. Wolność i brak zasad, w połączeniu z koniecznością wyboru – naciśnięciem migawki – dają razem sytuację wymagającą podjęcia indywidualnej, choć często jeszcze nieświadomej, decyzji – co i jak sfotografuję? To sytuacja, która otwiera i rozbudza – tym bardziej, że dzieci często jeszcze nie są obciążone estetycznym bagażem dorosłych uznającym za dobre tylko takie zdjęcie, które jest wyraźne i równe, z człowiekiem po środku i zabytkiem w tle. Nie – dobre zdjęcie to takie, które jest moje –które pokazuje to, co jest dla mnie ważne, w sposób który jest mi bliski. Dzieci nie mają oporów, aby szukać, eksperymentować, nie przejmować się – tworząc, podążają za swoimi potrzebami, chęciami i dziecięcą wyobraźnią. Jeśli pies, to z perspektywy trawnika, jeśli młodsza siostra to najlepiej włożyć jej aparat do wózka, jeśli mój dom to tylko z ulubionym miśkiem na progu. Sfotografować można też wnętrze śmietnika, kwiatki babci Stefy, kapsel na chodniku i sąsiadkę wyglądającą z okna – przecież wszystko to jest ważne.
Działanie, wydarzenie, spotkanie
W fotografii – tej najprostszej, cyfrowej, wykonywanej przy użyciu zwykłych „małpek” a nie zaawansowanych lustrzanek – ważne jest, po pierwsze, działanie, dopiero potem – zdjęcie. To działanie indywidualne, kreatywne, swobodne, rozwijające aktywność twórczą rozumianą, przede wszystkim, jako „wyrażanie siebie” nieskrępowane z góry narzuconymi regułami. To również działanie pobudzające do refleksji, rozwijające wrażliwość, umożliwiające dzielenie się wrażeniami i emocjami, a tym samym będące okazją do spotkania i budowania więzi – z drugim człowiekiem, z miejscem, z samym sobą.
Fotografia wcale nie uczy patrzeć – uczy dostrzegać. Aparat wiszący na szyi to pretekst do poszukiwania, rozglądania się – zmusza bezrefleksyjnie prześlizgujący się wzrok, do zatrzymania. Zaczynając od siebie i swojego podwórka, szybko okaże się jak wiele jest na nim rzeczy ważnych – wartych sfotografowania – i jak wiele rzeczy nowych – wcześniej niedostrzeżonych. Fotografowanie własnego miejsca, najbliższych ludzi, zwykłej codzienności, ma nie tyle moc dowartościowywania, co uświadamiania wartości, która była w nich już wcześniej, ale ukryta pod codziennym pośpiechem, czy rutyną i nudą. Daje poczucie osobistej satysfakcji, a jednocześnie pozwala też dzielić się radością, dumą i wartością płynącą z efektów – młodzi fotografowie pokazując swoje zdjęcia rodzinie, kolegom, sąsiadom, przekazują im swój osobisty obraz bliskiego im wszystkim doświadczenia. Wspólne oglądanie zdjęć – na przykład w formie wystawy na płocie sąsiada, czy pokazu zorganizowanego w oparciu o prześcieradło, trzepak, muzykę i pożyczony rzutnik – to okazja do spotkania małych i dużych, wymiany myśli, wrażeń, do zobaczenia tego, co najcenniejsze, bo nasze.
Fotografia to nie tylko spotkanie i nawiązanie relacji z miejscem, przestrzenią – to także okazja do poznawania innych ludzi – zarówno tych bliskich, jak i całkiem nieznajomych. Fotograficzny portret może stać się pretekstem do opowieści – o przeszłości, o pasji, o codziennej pracy, o marzeniach i ulubionych słowach. Jego wykonywanie bywa sytuacją bardzo osobistą – wymaga wzajemnego zaufania, uczy odpowiedzialności. Młody fotograf robiąc zdjęcie listonoszowi, najstarszemu mieszkańcowi miasteczka, czy najlepszemu przyjacielowi, zostaje wpuszczony do ich prywatnego świata – ma okazję otworzyć się na potrzeby, oczekiwania i opowieść fotografowanej osoby. W efekcie tego spotkania powstaje zdjęcie, które wracając do fotografowanego w postaci prezentu, czy jednej z fotografii prezentowanych na wystawie, zamyka proces obustronnie wzbogacającej wymiany.
Odszukać i stworzyć
Fotografowanie ma moc budowania więzi także z tym, co nieznane lub odległe. Stare zdjęcia odszukiwane w albumach sąsiadów i członków rodziny, mogą stać się pretekstem do odkrywania własnej historii – odszukiwania zapomnianych miejsc, dawnych zwyczajów, historii przodków - przywracania pamięci. Fotografia nie tylko zatrzymuje – może też ożywiać to, co zostało utrwalone kiedyś – przeciągać nitkę pomiędzy tym co dawne, a tym co dzisiejsze.
To przypomina o kreacyjnej funkcji fotografii, która pozwala nie tylko opisywać świat, ale także stwarzać go po swojemu – o ile dokumentacja rozwija wrażliwość spojrzenia, daje okazję do poznawania ludzi i miejsc, o tyle kreacja to możliwość uruchomienia wyobraźni – dzięki niej zdjęcie może być dopiero punktem wyjścia do plastycznych, czy graficznych przetworzeń nadających mu całkiem nowe znaczenia. Czasami, aby uruchomić myślenie o fotografii jako o kreacji, wystarczy zadać odpowiednie pytanie: czy można sfotografować coś, czego nie widać? Jak sfotografujesz swoje marzenie? Albo najważniejsze słowo? Czy można sfotografować swój sen? Powstają wtedy zdjęcia abstrakcyjne, symboliczne, czasami ocierającej się o teatr, czasami grające iluzją, a czasami takie, które udowadniają, że wystarczy jedynie spojrzeć inaczej na to, co widać, aby pokazać to, co niewidzialne.
Czytanie obrazów
Fotografia od dawna nie jest już działaniem odświętnym. Szeroka dostępność aparatów i wszechobecność fotograficznych obrazów, w połączeniu z wciąż rozwijającymi się możliwościami Internetu, sprawiają, że konieczne staje się uczenie ich świadomego używania i odczytywania – warto się zastanowić przy jakiej okazji tego typu praktyczną wiedzę i umiejętności można dzieciom przekazywać: czy tylko przez zajęcia dodatkowe skierowane jedynie do pasjonatów? Domy kultury i szkolne kółka zainteresowań, jeśli w ogóle oferują zajęcia fotograficzne, to raczej jako możliwość rozwinięcia hobby – stricte „artystycznego” – starszej młodzieży. Owszem, istnieją ciekawe projekty, inicjatywy skierowane do dzieci, opierające się głównie o kreatywne i świadome wykorzystywanie fotografii - jednak wciąż jest ich stosunkowo niewiele. Może warto byłoby pomyśleć o włączeniu działań związanych z fotografią do szkolnego programu zajęć plastyki, informatyki, wiedzy o społeczeństwie? A może aparat fotograficzny, jako narzędzie pomagające poznawać siebie i rzeczywistość, powinien być obecny w szkole od samego początku, twórczo towarzyszyć także najmłodszym? Samodzielne robienie zdjęć pomaga dzieciom oswoić wizualny charakter współczesnego świata – poprzez swobodne, ale wymagające ciągłych wyborów działanie, uczy, że obrazów nie należy się bać, ani bezgranicznie im ufać, że warto natomiast używać ich – z czasem coraz bardziej świadomie – jako narzędzia komunikacji, sposobu badania świata, wyrażanie siebie i poznawania innych.

mbialek mbialek
(moderator)

08.11.09, 21:41

Marta Kotlarska: Siła fotografii otworkowej
Fotografia otworkowa to fotografia bez soczewkowa. Obiektyw fotograficzny zastąpiony zostaje małą okrągłą dziurką przez którą, do szczelnie wyciemnionego wnętrza, wpadają promienie świetlne przenosząc ze sobą obraz tego co na zewnątrz.

Zbigniew Tomaszczuk, fotograf praktyk, teoretyk fotografii i jej kolekcjoner, dzieli działania związane z fotografią otworkową na takie, których istotą jest specyfika obrazu wykonanego bez soczewkowo, te gdzie konstrukcja kamery stanowi sedno oraz takie, których sens wynika z wewnętrznej logiki akcji fotograficznej. Projekty prowadzone przeze mnie w ramach Akademii Pstryk wpisują się w ostatni gatunek.

Fotografia otworkowa jest wykorzystywana przeze mnie podczas działań Akademii Pstryk ze względu na swą ogólnodostępność. Nie trzeba być szczególnie bogatym, aby posiadać starą puszkę, a sukces zdjęcia otworkowych niezależny jest od jakości i ceny sprzętu, na którym owo zdjęcie jest wykonywane. Jednocześnie, kto z nas nie uległ przynajmniej raz w życiu czarowi możliwości zrobienie czegoś własnoręcznie - od początku do końca?

Dzieci w trakcie zajęć Akademii Pstryk uczą się przede wszystkim kreatywności i konsekwencji w dążeniu do celu. Staramy się pokazywać im, że
nie ma rzeczy dla nich niemożliwych oraz, że jedynym wyznacznikiem sukcesu jest ciężka praca wykonywana w sposób mądry i konsekwentny. Walczymy z powszechną, szczególnie w środowiskach "trudnych" pasywnością oraz z potrzebą natychmiastowego gratyfikacji działań.

Uczestnicy warsztatów Akademii Pstryk wykonują własnoręcznie aparaty fotograficzne a następnie za ich pomocą przygotowują zdjęcia na starannie
wybrany temat.

Dzieci mieszkające na warszawskiej Pradze rozpoczęły swą historię z fotografią otworkową od przygotowania ilustracji do legendy o Warsie I Sawie. Wystawa tych prac była pokazywana na Dworcu Centralnym, w Metrze i na bilbordach, posłużyła także jako pretekst do serii akcji ulicznych, w ramach których praska młodzież uczyła innych - jak robić zdjęcia za pomocą aparatów z tekturowych pudełek. Uczestnicy działań Akademii Pstryk udzielali licznych wywiadów w radiu, telewizji oraz w prasie. Zwieńczeniem trwającego ponad dwa lata programu realizowanego we współpracy z Ogniskiem Praga im. K.Lisieckiego "Dziadka" było przygotowanie cyklu otworkowych filmów animowanych stanowiących prezentację pt. "wehikuł czasu - przewodnik po Warszawskich miejscach szczególnych" (WWW.infoWarsaw.info). Artystyczna przewrotność tych kilkusekundowych animacji polegała na tym, że każdą z wielu składających się na nie klatek naświetlaliśmy dłużej niż czas trwania całej sekwencji filmowej. Filmy te pokazują więc czas którego nie ma I Warszawę której nie ma.

Romski Pstryk to realizowany od trzech już lat, przeze mnie i artystkę romskiego pochodzenia, Małgosię Mirgę-Tas, projekt warsztatów
otworkowych na tradycyjnych i zamkniętych osiedlach zamieszkałych przez Romów (Cyganów), angażujących mieszkające tam społeczności do przygotowania ilustracji do cyklu romskich baśni napisanych przez Jana Mirgę. Wykonują oni papierowe scenografie do baśni, aparaty z pudełek oraz zdjęcia otworkowe. Połowę kadry projektu stanowią osoby pochodzenia Romskiego, władające biegle językiem cygańskim. Kulminacją warsztatów są akcje uliczne mające pobudzać do rozmowy dwie sąsiadujące ze sobą ale nie znające się wzajemnie i postrzegającej się
poprzez liczne wzajemnie panujące stereotypy, społeczności: Romską i Polską. Projekt ten stał się jednocześnie projektem o poszukiwaniu odpowiedzi na trudne pytanie: do jakiego stopnia powinniśmy się otwierać, będą członkami tradycyjnie zamkniętej na Gadziów (obcych, nie-Romów) grupy oraz jak
otwierając się, nie zatracić romskiej tożsamości.

W ramach cyklu działań Romskich, w kooperacji z brytyjską organizacją The Children’s Society, wydaliśmy w Londynie pierwszą ilustrowaną za pomocą
fotografii otworkowej książkę dla dzieci Romano Bumburumbum. Całość tej wydanej profesjonalnie publikacji dla dzieci w wieku 2-6 lat była przygotowywana w ścisłej współpracy z grupą mieszkających we wschodnim Londynie Romskich emigrantów ze Słowacji i Polski. Młodzi ludzie opracowali ilustracje (za pomocą fotografii otworkowej oraz rysunkowe), opracowali słowa bajki, pracowali nad składem książki.

Istotą projektów Akademii Pstryk jest współtworzenie. Uczestniczący w naszych projektach młodzi ludzie traktowani są serio, jako partnerzy.Pokazujemy im, że ich praca może dojść do prawdziwie profesjonalnego poziomu. Myślę, że gdzieś na płaszczyźnie podświadomości, nasza idea wykonywania zdjęć za pomocą pudelek działa. Umacnia tak konieczną wiarę, wręcz pewność, że można zrobić coś z niczego - wystarczy tylko chcieć.

Marta Kotlarska: artystka, animatorka kultury, szefowa Akademii Pstryk www.akademiapstryk.pl

pyt.ka pyt.ka

30.11.09, 11:00

Mrówka na półmisku czyli fotograficzna ballada o koniu polskim
Zaraz biegnę do biblioteki, w której jest galeria. Czekają tam na mnie stare telefony, radia, butelki po mleku i oczywiście zdjęcia. Też stare.
Bo my nie tylko fotografujemy, ale też wyciągamy z szuflady okurzone fotografie.
Właśnie montujemy kolejną wystawę.
Tym razem są to zdjęcia z czasów PRL. Z Szydłowca oczywiście.
W piątek otwarcie wystawy „Koniu polski! Bierz przykład z konia radzieckiego!” . Na początku miały to być same fotografie, a poczęstunek na wernisażu miał być podany w naczyniach GS. Zbierając jednak talerze i proste szklanki z koszyczkami, okazało się, że ludzie zaczęli przynosić inne ciekawe przedmioty. Telefon, stary magnetofon, taki z jakim chodził Laskowik, kartki na mięso, talony, koszula non iron, kożuch. Bardzo dużo tego. Machina nakręciła się sama. I tak fotografia stała się inspiracją do powrotu w przeszłość. Okazuje się, że ludzie z sentymentem wspominają czasy słusznie minione.
Ale zanim piątek, to wcześniej była niedziela. Marta przygotowała dwa monidła. Sklepowa i facet z medalami w klapie. A my z tymi monidłami pod pachami powędrowaliśmy pod Kościół, żeby ludzie wychodzący z mszy św. mogli się sfotografować. Oczywiście podczas „akcji” słyszeliśmy wypowiedzi typu „ nie, ja to nie, bo klisza pęknie” , „ później, bo teraz się spóźnię” i mój ulubiony: „na co wy tu zbieracie?” . Jest opór w ludziach przed zabawą. Przed fotografowaniem się. Ale znaleźli się też śmiałkowie, którzy wcielali się w postacie z epoki szklanych butelek na mleko i pepsi.
W piątek będziemy puszczać te slajdy.

W 2002 roku założyliśmy grupę fotograficzną. Zakładaliśmy ją, nie mając żadnego doświadczenia ani w fotografowaniu, ani w animacji kultury. Fotografia połączyła nas podczas warsztatów prowadzonych przez Warszawiaków. Gdy już wrócili do stolicy, a my zostaliśmy sami na naszym podwórku, postanowiliśmy zacząć działać. Nikt z nas nigdy nie brał udziału w konkursach, przeglądach, ocenach. Fotografujemy bo lubimy. To co robimy, robimy przede wszystkim dla siebie.
Grupę stanowiły na początku głównie dzieciaki, kilku studentów i Pan Wiesiek.
Pan Wiesiek, żywa ikona fotografii w Szydłowcu. To on wprowadzał nas w tajniki fotografii. To On, prowadził nas do ciemni i czarował. To co tam widzieliśmy było po prostu magią. Zachwycały nas wyłaniające się czarno białe obrazy z czystej kartki zanurzonej w wywoływaczu. Zaczynaliśmy od zenitów i fotografii analogowej. Cyfrówka to był odległy temat. Fotografia pomogła nam się zintegrować. Były ciekawe rozmowy w ciemni, poszukiwanie wciąż nowych fotograficznych wyzwań.

Nazwaliśmy się „Młodzi,piękni i bez przyszłości?“. Któregoś dnia popatrzyłam na nas i palnęłam: „młodzi,piękni i bez przyszłości!!!!“. Przyjęło się. Dodaliśmy jeszcze tylko „?“ na końcu,żeby pozostawić sobie nadzieję. To był czas dużego bezrobocia.

Zaczynaliśmy od trudnych tematów. Pierwszym była „Fotograficzna ballada o bezrobociu w Szydłowcu“. Wiedzieliśmy,ze chcemy zrobić projekt fotograficzny, ale nie mieliśmy pomysłu. W końcu stwierdziliśmy,że trzeba opowiedzieć o czymś, co dotyczy nas bezpośrednio. Długo tematu nie trzeba było szukać. Zdjęcia były rewelacyjne. Wszystkie zrobione analogowo. Czarno-białe, co potęgowało wrażenie naszej smutnej rzeczywistości. Równolegle zorganizowaliśmy wystawę „Szydłowiecki pejzaż“, bo piękne zdjęcia miejsca, w którym mieszkamy, też powstawały, więc szkoda było je zamknąć w szufladzie.
Po pierwszym projekcie ruszyła lawina. Zorganizowaliśmy mnóstwo wystaw, happeningów, warsztatów, plenerów.
Najciekawsze projekty, przynoszące nam najwięcej radości, to te kiedy odbiorcy stawali się uczestnikami.

„Mrówka na półmisku czyli fotografia tego śmego i tego owego” happening zorganizowany w jednym z szydłowieckich pubów wziął się z chęci wyjścia do ludzi. Mieliśmy dosyć tego ,że niewiele osób przychodziło na nasze wystawy. A tak zawsze zapraszaliśmy. Tak nęciliśmy. W końcu wyszliśmy z murów zamkowej galerii.
W pubie wywiesiliśmy śmieszne zdjęcia. Na plakatach prosiliśmy o przyniesienie swoich wesołych fotografii ( o dziwo, ludzie przynosili). Na miejscu przechadzaliśmy się między ludźmi i robiliśmy im zdjęcia, które po jakimś czasie wyświetlaliśmy. Wtedy po raz pierwszy zobaczyliśmy ile fotografia przynosi radości innym.
Ten wieczór zainspirował nas do zróżnicowania działań.

„Dziewczyna 76 + 30” głównie zainteresowało kobiety po pięćdziesiątce.
W słoneczną niedzielę wywiesiliśmy zdjęcia kobiet z roku 1976. W latach siedemdziesiątych w Szydłowcu istniał klub fotograficzny Jupiter ’72. Członkowie tego klubu w 1976 roku wyszli na ulice Szydłowca i robili zdjęcia dziewczynom. Po jakimś czasie zdjęcia wywiesili na skwerze. Gdy je wygrzebaliśmy spod sterty kurzu i zaczęliśmy przeglądać okazało się, że wiele z tych kobiet rozpoznajemy. 30 lat po akcji Klubu Jupiter ’72, zdjęcia kobiet z roku 1976 znów zawisły na skwerze w Szydłowcu. Pani Olesińska odnalazła się na zdjęciu i dostała je od nas w prezencie.
Tej niedzieli fotografowaliśmy dziewczyny współczesne. Wieczorem na dziedzińcu zamkowym zorganizowaliśmy pokaz slajdów. I znów cały dzień spędziliśmy przyjemnie, i w naszym mniemaniu pożytecznie.

Dzięki fotografii odkrywamy też historię miejsca, z którego się wywodzimy. Wzięliśmy dwa razy udział w projekcie Dla Tolerancji Fundacji Batorego i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych ę. Odkrywaliśmy polsko – żydowską historię Szydłowca. Stworzyliśmy stronę www.pewnahistoria.com.

Fotografia jest dla nas sposobem na życie. W tak małym mieście, gdzie propozycji kulturalnych jest bardzo mało. W mieście, w którym brak jest kina, nie wspominając o teatrze czy sali widowiskowej, my fotografią oddychamy. Uczymy się jej, bawimy się nią. Jest motywacją. Inspiruje nas do tworzenia rzeczywistości. Jest okazją do spotkań. Dzięki niej natrafiamy na ciekawych ludzi, jak np. Tadeusza Rolke. Poprzez fotografię przechodzimy do innych obszarów kultury. Spotykamy się na seansach filmowych, organizujemy warsztaty filmowe. Teraz chcemy fotografię i film wykorzystać w teatrze.

Sformalizowaliśmy się. Jesteśmy stowarzyszeniem. Towarzystwo Aktywnych Kulturalnie PROJEKTORIAT.
Wciąż się rozwijamy, nie narzekamy jak inni, że w Szydłowcu nie ma co robić.

Właśnie muszę już biec do biblioteki…
W sumie: 4  
« Maj 2012 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo