Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]

Analiza

2.3. Media upolitycznione – media w polityce

Jednym ze skandali podczas przesłuchań komisji sejmowej w sprawie afery Rywina było stwierdzenie ówczesnego przewodniczącego KRRiT Juliusza Brauna na temat konstrukcji władz mediów publicznych. Prowadzący przesłuchania politycy sprawiali wrażenie zdziwionych stwierdzeniami na temat politycznie motywowanych parytetów miejsc we władzach mediów publicznych. Istotnie, KRRiT – sama wybierana przez polityków – powiela ten grzech założycielski. Od początków istnienia jej wybory były przede wszystkim polityczne, na planie dalszym zaś brano pod uwagę – jeśli je uwzględniano – kwalifikacje merytoryczne (co nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem, że to politycy stali na czele mediów). Konstrukcja pierwszego składu KRRiT wydawała się najbardziej zróżnicowana w tym sensie, że niekoniecznie wyrażała preferencje społeczne – oddawała natomiast proporcje liczbowe w Sejmie, Senacie oraz w otoczeniu prezydenta. Kolejne wybory wygrane przez ugrupowania lewicowe lub prawicowe oznaczały – w najbliższym możliwym regulaminowym czasie – zmiany w składzie Rady uwzględniające preferencje polityczne tych ośrodków władzy. Jednakże system rotacji (inny w KRRiT, inny w pozostałych władzach) sprzyjał demokratycznej zasadzie różnorodności. Dopiero po wygranych w 2005 r. przez PiS wyborach parlamentarnych i prezydenckich powstała sytuacja szczególnej hegemonii. PiS stało się partią szczególnie uprzywilejowaną: miała ona do tej pory największą liczbę przedstawicieli w Sejmie, prezydent sprzyjał jej wyraźnie, a ponadto kontrolowała ona KRRiT (po nagłej nowelizacji ustawy) i zarządy mediów publicznych. Jednocześnie władze tej partii wielokrotnie wyrażały duże niezadowolenie z powodu agresji medialnej, zwłaszcza ze strony TVN i „Gazety Wyborczej” oraz bolały nad tym, że nie mają „własnych mediów”.

Paradoksalny wydaje się także fakt, że program Prawa i Sprawiedliwości w 2007 r. nie zawierał zapisów wprost dotyczących stosunku partii do mediów, jakkolwiek pojawiały się uwagi, z których wynikało, że PiS miało świadomość funkcji informacyjnej i perswazyjnej, jaką media mogą pełnić – na korzyść lub niekorzyść partii, pomagając lub szkodząc jej w realizacji programu. W rozdziale „Polityka społeczna i zdrowie” zapisano, że PiS zamierza wprowadzić przepisy ułatwiające zatrudnienie w formie telepracy, a we wstępie do rozdziału „Polityka zagraniczna” twórcy programu deklarowali chęć poprawy wizerunku państwa na arenie międzynarodowej: „Polska stała się celem agresywnych kampanii w niektórych mediach za granicą. Nie dopuścimy do osłabiania polskich interesów w polityce zagranicznej” 28.

W programie wyborczym Platformy Obywatelskiej z 2007 r. zagadnieniu temu poświęcono rozdział „Media elektroniczne – wyzwanie cywilizacyjne”. Czytamy tam, że partia stawiała sobie za cel między innymi „opracowanie systemu gwarantującego wolność wyrażania poglądów i informowania”. W realizacji tego zamierzenia ma pomóc zwłaszcza przyjęcie ustawy regulującej funkcjonowanie radia i telewizji, a także radykalna zmiana organizacji mediów publicznych29.

W programie Samoobrony RP krótki zapis dotyczący mediów znajduje się w rozdziale „Polityka kulturalna”. Twórcy dokumentu wyrażają przekonanie, że publiczny nadawca powinien przede wszystkim pełnić rolę kulturotwórczą i ma obowiązek „promować i upowszechniać kulturę narodową i polskie dziedzictwo kulturowe” 30. Interesujące wydaje się, że na stronie internetowej partii znajduje się osobna zakładka „Manipulacje mediów”. W zamieszczonych tam dokumentach znajdują się przykłady nierzetelności i stronniczości dziennikarzy, polemiki z treścią niektórych artykułów i audycji, a nawet drobiazgowe zestawienia dysproporcji w dostępie poszczególnych ugrupowań do czasu antenowego (na przykładzie trzech programów TVP3: „Echa dnia”, „Kurier” i „Rozmowa dnia”). Wydaje się, że wiele partii politycznych – poza ogólnymi sformułowaniami o demokratycznych funkcjach mediów audiowizualnych – traktuje je przede wszystkim jako narzędzie do zdobywania przychylności elektoratu oraz podchodzi niezmiernie instrumentalnie do tej problematyki.

Jedną z poważnych przeszkód rozwoju mediów w ostatnich dwudziestu latach jest brak odpowiednich uregulowań prawnych, w szczególności prawa prasowego. Obowiązująca Ustawa o prawie prasowym jest przestarzała – nie dość, że nie obejmuje regulacjami między innymi Internetu, to ponadto niewystarczająco oddziela sferę społecznych powinności dziennikarskich od wpływów politycznych. Nie przewiduje ponadto wielu zachowań i aktywności współczesnego dziennikarstwa. Ostatnie lata obfitowały w żywe dyskusje na tematy związane z wolnością słowa. Jednym z gorących elementów debaty publicznej stało się pomówienie za pomocą środków masowego przekazu (określane jako kwestia art. 212 kk). Wynika z niego, że sprawca takiego przestępstwa podlega karze (nawet do dwóch lat pozbawienia wolności), ale nie jest winna pomówienia osoba, która poda w mediach „prawdziwy zarzut służący obronie społecznie uzasadnionego interesu”.

Na ten fragment powoływali się obrońcy kwestionujący wyrok w sprawie jednego z dziennikarzy opisujących nieprawidłowości w sądzie. Przekonywali oni, że niezgodny z konstytucją jest już sam pomysł sprawy karnej za pomówienie w środkach masowego przekazu, a art. 212 jest ponadto niezgodny z konstytucyjną gwarancją wolności słowa. W maju 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał artykuł za częściowo niezgodny z konstytucją, uzasadniając, że dziennikarz nie ma obowiązku dowodzenia, iż stawiając prawdziwy zarzut, działa w obronie interesu społecznego (wyjątkiem są tu jednak teksty dotyczące tzw. celebrities).

Bodaj najważniejszym przykładem powiązań sfery dziennikarstwa i polityki stała się tzw. afera Rywina z 2002 r. Znany producent filmowy został skazany za propozycję łapówki od przedstawicieli koncernu medialnego Agora, w zamian obiecywał korzystne dla nich regulacje prawne. Stało się to początkiem upadku rządów lewicy, ale ponadto uzmysłowiło społeczeństwu ogromną skalę zaniedbań na tym obszarze. Inne naciski partii politycznych na pracę dziennikarzy badały w latach późniejszych komisje sejmowej (między innymi ostatnio sejmowa komisja śledcza w sprawie domniemanych nacisków władz za rządów PiS na śledztwa dotyczące polityków i mediów).

Wiele spraw dotyczy „ręcznego sterowania” materiałami dziennikarskimi i stosowaniem manipulacji w przypadku telewizji i radia publicznego (naciski na reportera Łukasza Słapka, kontrowersje wokół osoby dyr. Patrycji Koteckiej). Nie sposób jednoznacznie ocenić tych zdarzeń, chociażby z tego powodu, że wiele z zarzutów oczekuje na finał sądowy. Jedno jest pewne: atmosfera podejrzeń o niegospodarność, naciski polityczne i wpływanie na treść dziennikarskich materiałów na pewno osłabia pozycję mediów publicznych.

Kuriozalnym zjawiskiem na polskiej scenie jest swoista wojna, jaką kierownictwo mediów publicznych (zagrożone możliwością odebrania abonamentu) toczy z sejmową większością i władzami. 15 maja 2008 r. TVP po raz pierwszy przerwała transmisję obrad komisji śledczej badającej okoliczności śmierci Barbary Blidy. Pojawiły się głosy, że to działanie ma być elementem protestu przeciw planom likwidacji abonamentu 31. Ryszard Kalisz, przewodniczący komisji, uznał to za niedopełnienie misji telewizji publicznej i przerwał obrady. Decyzję TVP krytykowali przedstawiciele wszystkich opcji politycznych, choć z różnych powodów. Posłowie lewicy i PO powoływali się zwłaszcza na misję, a PiS twierdził, że nadawca przerwał transmisję, gdy powołani świadkowie zaczęli zeznawać niezgodnie z linią PO i SLD, wobec czego zdjęcie transmisji z anteny należy uznać za gest czysto polityczny i służalczy ukłon w stronę rządzącej koalicji.

W liście wysłanym przez prezesa TVP Andrzeja Urbańskiego do posła Ryszarda Kalisza czytamy następujące uzasadnienie: „Ustawa o TV nie nakłada na TVP obowiązku przeprowadzania transmisji ze wszystkich spotkań, obrad komisji, briefingów odbywających się w Parlamencie RP”. Urbański dodał jeszcze: „Fakt, że komisja sejmowa przerwała swoje obrady po uzyskaniu informacji, że TVP nie prowadzi już z nich transmisji traktuję jako dowód najwyższego uznania dla pozycji i funkcji społecznej telewizji publicznej”32.

Wymowa tego listu świadczy niewątpliwie o publicystycznych zdolnościach prezesa TVP, wprowadza jednak zupełnie niepotrzebnie atmosferę nerwowości i gry między bardzo ważnymi instytucjami publicznymi, ustanawiając klimat walki. Taka postawa, niestety, dominuje w polskich mediach omawianego okresu.

Szczególne miejsce na styku polityki i mediów zajmuje ojciec Tadeusz Rydzyk z Torunia, twórca grupy medialnej składającej się z rozgłośni radiowej (Radio Maryja), gazety codziennej („Nasz Dziennik”), telewizji Trwam oraz Wyższej Szkoły Mediów Społecznych i Dziennikarstwa. Wyjątkowość tej oferty polega na łączeniu funkcji radia konfesyjnego oraz mediów o charakterze religijnym z silnym zaangażowaniem politycznym. Ojciec Rydzyk wskazuje swoim odbiorcom na kogo powinni głosować, a jego media w opinii wielu analityków głoszą treści jawnie polityczne, często sprzeczne z obowiązującym porządkiem prawnym. Media ojca Rydzyka reprezentują ultrakatolicki i nacjonalistyczny głos polskiego społeczeństwa, mają jednocześnie wybitne zdolności w zakresie stosowania skutecznej perswazji emocjonalnego typu wobec swoich odbiorców.

W większości działań polityków należy dostrzegać istotę polskich problemów ubiegłych lat, powstałych na przecięciu problematyki społecznego i obywatelskiego funkcjonowania mediów oraz uprawiania polityki w jej najprostszym wymiarze, czyli kontrolowania stanowisk i urzędów. Wszystkie ugrupowania polityczne (chociaż PiS w najwyższym stopniu) uznały media za obóz wrogi. Można zrozumieć taką postawę, gdyż polska klasa polityczna (jeszcze nie wykształcona właściwie w tym zakresie) nie jest w stanie zgodzić się z kontrolną funkcją wolnych mediów. Szuka się wówczas wrogów wśród konkretnych dziennikarzy i zespołów dziennikarskich. Na ogół panuje przekonanie o nieżyczliwości i nierzetelności przekazujących informację. Ponadto w wielu wypowiedziach – zasadniczo lekceważąc media – w sposób niejawny przyznaje się im przesadne zdolności do wpływania na nastroje obywateli.

W takim rozumieniu (a raczej: nierozumieniu) roli mediów tkwi istota polskich problemów. Nie dość, że na ogół partie chcą odebrać mediom jakąkolwiek legitymację społeczną do krytykowania ugrupowań posiadających legitymizację w wyniku wyborów, to ponadto robią to w starym stylu. To oznacza, że starają się sprawować kontrolę nad przekazem treści mediów przez kontrolowanie (raczej: iluzję kontrolowania) centrum nadawczego. Takimi metodami są przede wszystkim: procedury wyłaniania władz publicznego radia i telewizji spośród zaufanych sympatyków lub nawet funkcjonariuszy partyjnych oraz próby wpływania na media prywatne poprzez działalność regulatorów rynku, głównie KRRiT.

Niekiedy opinie politycznie zorientowanych przedstawicieli mediów publicznych przekraczają nie tylko granice poprawności politycznej, ale świadczą o jawnym sprzyjaniu konkretnej opcji politycznej, co stoi w oczywistym konflikcie z misją mediów publicznych. Dobrym przykładem ilustrującym taką postawę są kontrowersyjne wypowiedzi wiceprezesa Polskiego Radia, Jerzego Targalskiego, który prowadzi blog pod tytułem Potwór z radia. Gry wojenne Ubekistanu. Przedstawia w nim rządzącą partię jako „ekspozyturę rosyjskich agentów” oraz formułuje obraźliwe sądy pod adresem przeciwników politycznych.

Sympatycy spiskowej teorii rzeczywistości (wszak nie padają dowody, które uwiarygodniałby takie sądy) stosują także inną metodę, dzięki której oskarżają media o fałszowanie obrazu świata. Doradca prezydenta Kaczyńskiego w taki sposób interpretuje myśl prezydenta, że „media niszczą demokrację”: „Kamiński: To jest właśnie przykład tego, że słowa prezydenta są spłycane. On powiedział, że demokracja to nie tylko techniczny proces, uczciwe liczenie głosów. Ta technika staje się pustym słowem, kiedy wyborca ma zafałszowany przez media obraz rzeczywistości” 33. Tym samym logika podpowiada, że wyłącznie media, które nie fałszują obrazu rzeczywistości, mają możliwość przyczynienia się do budowy demokracji. Szkopuł w tym, że ocena „fałszywe–rzeczywiste” miałaby być wyłącznym przywilejem partii politycznych.

Mamy do czynienia z ocenami polityków, które są wybitnie wybiórcze i emocjonalne, a przede wszystkim nastawione na oddziaływanie perswazyjne – podczas gdy brak w nich woli współpracy i wspólnego budowania płaszczyzny porozumienia. To w gruncie rzeczy działania retoryczne, które często przeczą faktom lub zaledwie wykoślawiają je.

Symptomatycznym (i jednocześnie kuriozalnym na skalę światową) wydarzeniem stało się proklamowanie bojkotu stacji telewizyjnej przez PiS. Komitet Polityczny PiS zdecydował, że politycy tego ugrupowania nie będą wypowiadać się ani występować w kanałach należących do TVN, wobec której to stacji wysunięto zarzut stronniczości i braku obiektywizmu, twierdząc, że „dziennikarze wielokrotnie brali stronę oponentów politycznych PiS”. Prezes Kaczyński porównał TVN do „niemieckich gadzinówek” i stwierdził w „Sygnałach Dnia” (17 lipca 2008 r.), że „TVN sprowadziła życie publiczne do rynsztoka”, czego dowodem była nieodpowiednia reakcja dziennikarzy „Szkła kontaktowego” na telefony telewidzów.

Zdecydowana większość komentatorów wyrażała zdziwienie i dezaprobatę wobec takiej decyzji poważnej partii politycznej – podkreślano przy tym, że PiS nie rozumie natury wolnych mediów. Zwracano także uwagę, że bojkot mediów przez partię jest w istocie działaniem samobójczym dla tego ugrupowania, którego zadaniem powinno być jak najszersze prezentowanie swojego programu i utrzymywanie kontaktu z wyborcami.

poprzedni rozdział
........................................................................
28 Dbamy o Polskę. Dbamy o Polaków (Program wyborczy PiS); http://www.pis.org.pl/ bip/download.php?f=progam_ pis_2007.pdf , s. 49 [dostęp sierpień 2008].
29 Polska zasługuje na cud gospodarczy (Program wyborczy PO); http://www.platforma. org/program/ [dostęp: sierpień 2008].
30 Program społeczno-gospodarczy Samoobrony; http://www.samoobrona.org.pl/pages/01.Program/index.php ?document=/489. program.html [dostęp sierpień 2008].
31 Por. A. Nalewajk, A. Wojciechowska, TVP wypowiada wojnę Sejmowi, „Dziennik”, 16 maja 2008.
32 Cyt. za: asz, PAP Komisja przerwała przesłuchanie, bo TVP przerwała transmisję, „Gazeta Wyborcza”, 16 maja 2008.
33 Prezydent się władzą nie upaja. Rozmowa A. Kublik i M. Olejnik z A. Bielanem i M. Kamińskim, „Gazeta Wyborcza”, 31 maja – 1 czerwca 2008.

 
« Listopad 2017 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Kultura w internecie


Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo