Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]

Analiza

2.2. Rozwój dziennikarstwa obywatelskiego oraz prowokacyjnego i śledczego

Dziennikarstwo obywatelskie, istniejące „z potrzeby serca i obywatelskiego obowiązku” i nie przynoszące autorom dochodów, rozwija się w Polsce dość prężnie głównie w Internecie i dzięki niemu. Największe serwisy tego typu to:
– Alert24.pl (utworzony „przy” portalu gazeta.pl),
– iThink.pl (działa od 2006 r., założony przez Thinkmedia),
– wiadomości24.pl (uruchomiony w 2006 r. przez Polskapresse),
– Interia360.pl (utworzony w 2007 r. przez portal Interia.pl),
– InfoTuba.pl (stworzony w 2008 r. przez Agencję Wydawniczo-Reklamową „Wprost”).

Ich twórcy wyjaśniając ideę dziennikarstwa publicznego, mówią zwłaszcza o potrzebie opisania świata, który znajduje się poza zainteresowaniem mediów masowych, a w którym przecież żyje większość z nas. Pojawiają się w tym kontekście określenia takie jak: „misja”, „niezależność”, „wolność słowa”. Ludzie, których teksty pojawiają się w tych serwisach, to w ogromnej większości dziennikarze-amatorzy, stawiający się w opozycji do „zawodowców” pracujących na zlecenie wielkich agencji i prześcigających się w pogoni za sensacją. Pisanie o małych sprawach, które dla niektórych mogą okazać się bardzo ważne – oto motto dziennikarstwa publicznego. Takie założenie, z jednej strony, dobrze wpisuje się w ideę Internetu – medium silnie pluralistycznego, w którym każdy może wyrazić swoje opinie. Z drugiej zaś strony, dziennikarstwo obywatelskie stanowi przeciwwagę dla „twórczości” użytkowników rozmaitych forów, którzy korzystając z anonimowości, uznają, że mogą dowolnie krytykować i obrażać innych.

Cele formułowane są w następujący sposób: „Ideą serwisu Interia 360 jest zgromadzenie tych informacji, które umykają agencjom – informacji o tym, co dzieje się na osiedlach, w miasteczkach, informacji ważnych dla każdego z nas, a niekoniecznie interesujących dla potentatów mediowych”23 lub „Naszą misją jest stworzenie miejsca niezależnego. Niezależnego od linii politycznej redakcji, niezależnego od wszystkiego. Pragniemy krzewić idee wolnych mediów i wolności słowa. [...] Naszą wartością są nasi autorzy i użytkownicy. To wy decydujecie o tym, co znajduje się w naszym serwisie. Wyraź się!” 24.

Trudno dokładnie określić, ile osób zostało już autorami tekstów na serwisach dziennikarstwa obywatelskiego. Z informacji umieszczonych w serwisie wiadomosci24.pl wynika, że co najmniej jeden materiał zamieściło tam już ponad półtora tysiąca osób. Wiadomo na pewno, że dla niektórych jest to tylko jednorazowy epizod, dla wielu innych – stała i intensywna działalność (rekordzista serwisu wiadomosci24.pl zamieścił ponad 400 tekstów).

Niestety, wydaje się jednocześnie, że przed polskim dziennikarstwem obywatelskim jeszcze długa droga ku niezależności. Na razie twórcami wielu serwisów dziennikarstwa publicznego są wydawcy mediów powszechnych (dotyczy to: alert24.pl, wiadomosci24.pl, infotuba.pl). Oni też mogą de facto kontrolować ukazujące się treści i rezygnować z artykułów niezgodnych z „linią” wydawnictwa. Poza tym na niektórych serwisach najlepszym autorom proponuje się nagrody pieniężne (wiadomosci24.pl, infotuba.pl, ithink.pl) lub rzeczowe (alert24.pl), co może stać w sprzeczności z ideą non-profit, albo też – również w ramach nagrody – publikację tekstu w gazecie wydawanej przez twórcę serwisu (infotuba.pl, alert24.pl). Jakkolwiek te formy gratyfikacji można też traktować jako próbę przyciągnięcia do serwisu, a nie zapłaty za pracę.

Polskie podręczniki dziennikarstwa do niedawna nie zawierały haseł „dziennikarstwo śledcze” ani tym bardziej „prowokacyjne”. Dopiero w 2005 r. Agnieszka Kwasigroch i Edward Mikołajczyk zebrali interesujący materiał na ten temat i pokrewne w książeczce Biura Programowego TVP zatytułowanej Czy wolno?. W światowych definicjach przewijają się dwa wątki: używanie kłamstwa w celu dojścia do prawdy oraz interes publiczny. Kodeks brytyjskiej organizacji Press Complaints Commission (PCC) nie ma wątpliwości: dziennikarz nie powinien z zasady uzyskiwać (ani starać się uzyskiwać) informacji lub obrazów przez podszywanie się pod kogoś innego albo okłamywanie. Dodaje się jednak: wprowadzanie błąd może być uzasadnione tylko wtedy, gdy działa się w interesie publicznym, a materiał nie może być uzyskany innymi metodami. „Zasady dziennikarskiej etyki TVP S.A.” formułują zastrzeżenia w podobny sposób: „Niedopuszczalne jest posługiwanie się metodami moralnie nagannymi, takimi jak wprowadzanie rozmówcy w błąd, podszywanie się pod inne osoby, ukrywanie rzeczywistego charakteru nagrywanej rozmowy, a także molestowanie lub zastraszanie. Jedyny wyjątek może stanowić działanie w imię wyższego interesu publicznego, gdy uzyskanie ważnej informacji w inny sposób jest niemożliwe [...]”. Dalej „Zasady” mówią o konieczności uzyskania zgody przełożonego oraz przestrzegają przed możliwym konfliktem z prawem do prywatności.

Kodeks PCC posuwa się dalej i próbuje określić pojęcie interesu publicznego. Przede wszystkim nie jest to „wszystko to, co interesuje publiczność” – jak wydaje się wielu redaktorom tabloidów. Chodzi natomiast o sytuacje, w których odkrywa się (lub wskazuje na) przestępstwa i występki; gdy chroni się zdrowie publiczne i bezpieczeństwo; gdy dziennikarz zabezpiecza publiczność przed fałszywymi stwierdzeniami lub działaniami osób i organizacji.

Dzięki Ewie Wanat i Maciejowi Gorzelińskiemu w 1994 r. Polska weszła do rodziny demokracji używających deceptive journalism, czyli dziennikarstwa prowokacyjnego (Małgorzata Wyszyńska w „Pressie” nr 1 z 2005 r. udokumentowała to zjawisko w Polsce). Wanat i Gorzeliński skradli na niby samochód i długo jeździli nim po Poznaniu pod nosem patroli policyjnych. Przypadek ten obnażył małą sprawność służb i liczne niedociągnięcia w zarządzaniu. Czy można było w inny sposób udowodnić tę tezę? Odpowiedź negatywna stanowi w tym przypadku warunek legitymizowania prowokacji. Po tym zdarzeniu posypały się inne prowokacje. Grzegorz Kuczek (TVN) i Igor Ryciak („Newsweek”) zakupili na bazarze fałszywe dokumenty i używając ich swobodnie założyli konto, kupili na raty drogi sprzęt i wypożyczali samochody, a dziennikarze „Super Expressu” łatwo uzyskali w 1995 r. sporą ilość dynamitu. Ponadto zdemaskowano lekarza wystawiającego fałszywe zaświadczenia, a dziennikarze udowodnili, że system ochrony polskich lotnisk i obiektów PKP jest nieszczelny.

Takie działania bez wątpliwości, jak się wydaje, spełniają kryteria wymieniane w kodeksach dziennikarskich. Jeśli policja uległa korupcji lub po prostu nie jest sprawna, to trzeba to wykazać i zmusić ją do działania. Dziennikarze na ogół mieli nieprzyjemności ze strony policji, a nawet doprowadzono do procesów sądowych. W większości przypadków czują jednak silne społeczne poparcie i otrzymują nagrody branżowe – wiedzą, że stoją za nimi czytelnicy, widzowie i koledzy. A telewizyjne programy śledcze z gatunku dziennikarstwa prowokacyjnego mają coraz wyższe słupki oglądalności. Dobrymi przykładami są „Uwaga” TVN-u i „Interwencja” Polsatu zgrabnie balansujące na cienkiej linii oddzielającej interes publiczny od tabloidowej sensacji.

Metoda dziennikarstwa prowokacyjnego została wykorzystana przez redaktorów „Teraz my” (TVN) przy udziale posłanki „Samoobrony” przeciwko jednemu z polityków PiS. W popularnym programie telewizyjnym pokazano film, na którym politycy porozumiewali się w sprawach warunków przejścia do klubów politycznych.

W tym miejscu należy podkreślić szczególną rolę dziennikarza jako głównego dostarczyciela faktów i głównego konstruktora kultury medialnej. Najważniejsze wydaje się stwierdzenie, że w latach 90. nie doszło do żadnego przełomu ideologicznego w tej grupie zawodowej – nie zaistniała na szerszą skalę weryfikacja środowiska. Po upływie dwudziestu lat zaś można zaryzykować tezę o powstaniu nowego pokolenia dziennikarskiego, które podjęło walkę o rząd dusz polskiego społeczeństwa. Poza tym dochodzi jeszcze jeden element silnie charakteryzujący tę grupę zawodową – mianowicie bardzo duże wymagania społeczeństwa wobec roli dziennikarza.

W większości krajów Europy dziennikarzem nie może się nazwać każdy, kto napisał kiedykolwiek do jakiejkolwiek gazety; w Polsce niestety tak jest – nie istnieje u nas status „zawodowego dziennikarza”.

W wielu krajach osoby uznane za zawodowych dziennikarzy zostają wpisane do krajowego rejestru i otrzymują specjalne legitymacje poświadczające ich status zawodowy. Tak jest między innymi we Francji, Włoszech, Portugalii, Szwajcarii, Luksemburgu, Hiszpanii i Belgii. W innych krajach – między innymi w Niemczech, Szwecji, Norwegii i Grecji – podstawą do nazwania się dziennikarzem jest posiadanie legitymacji określonego stowarzyszenia dziennikarskiego (jedynego lub zdecydowanie najsilniejszego w danym państwie).

We Włoszech i Portugalii nazwanie się dziennikarzem przez osobę do tego nieuprawnioną (tj. nieposiadającą legitymacji) uznawane jest za przestępstwo.

W Polsce wprowadzenie podobnych rozwiązań wydaje się na razie niemożliwe. Przede wszystkim trudno byłoby zdecydować, które ze stowarzyszeń powinno otrzymać prawo do wydawania legitymacji poświadczających status zawodowy. Istnieją bowiem dwa główne, rywalizujące ze sobą. Wprawdzie w gruncie rzeczy działają one w myśl takich samych założeń – lektura Kodeksu Etyki Dziennikarskiej i Dziennikarskiego Kodeksu Obyczajowego prowadzi do wniosku, że zawierają one niemal takie same zapisy. Nie zmienia to jednak faktu, że tymczasem istnieją one jako dwa osobne dokumenty. Ponadto przynależność do któregokolwiek ze stowarzyszeń nie jest w Polsce obowiązkowa. W praktyce okazuje się więc, że całe rzesze osób wykonujących zawód nie są de facto zobowiązane do przestrzegania któregokolwiek z kodeksów.

O rozproszeniu i atomizacji środowiska dziennikarskiego w Polsce najlepiej świadczy zapewne mnogość stowarzyszeń zawodowych. Obecnie działa blisko dziesięć stowarzyszeń ogólnopolskich, wśród których najważniejsze to: Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenie Dziennikarzy RP oraz Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy. Dwa pierwsze od lat są ze sobą w konflikcie.

Wartym odnotowania zjawiskiem jest powstawanie w ostatnim czasie kilku stowarzyszeń „tematycznych” – nastawionych na konkretne obszary działania: Polskie Stowarzyszenie Dziennikarzy Naukowych, Stowarzyszenie Dziennikarzy Obywatelskich czy Stowarzyszenie Dziennikarzy i Mediów Internetowych.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich powstało w 1951 r. i przez ponad trzy dekady było jedyną w Polsce organizacją dziennikarską. Po ogłoszeniu stanu wojennego rozwiązane, a w 1982 r. – zdelegalizowane, działało w podziemiu. Od 1989 r. ponownie działa legalnie. SDP reprezentuje interesy dziennikarzy, wydawców prasy oraz nadawców radiowych i telewizyjnych. Misja i cele SDP szczegółowo określono w Statucie – rozdz. II, § 10. Do najważniejszych zadań Stowarzyszenia należy ochrona praw pracowników mediów oraz dbałość o przestrzeganie przez nich zasad etyki zawodowej. Ponadto członkowie Stowarzyszenia zobowiązani są do przestrzegania Kodeksu Etyki Dziennikarskiej.

W strukturze SDP działają jednostki zajmujące się konkretnymi zagadnieniami. Jedną z najważniejszych jest utworzone 1 maja 1996 r. Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Jego podstawowym zadaniem jest ochrona wolności słowa oraz dbałość o umożliwianie dziennikarzom docierania do źródeł informacji. CMWP zajmuje stanowisko w kwestiach dyskusyjnych i budzących kontrowersje, wystosowuje apele do stosownych władz lub przedstawicieli konkretnych redakcji w sytuacjach, gdy zagrożone jest prawo wolności słowa lub dostępu do informacji.

Stowarzyszenie Dziennikarzy RP powstało w 1982 r. (wówczas pod nazwą Stowarzyszenie Dziennikarzy PRL), by wypełnić miejsce po zdelegalizowanym SDP. Obecnie wyznaczone cele i misja pokrywają się właściwie z założeniami statutowymi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W Statucie (rozdz. II, § 6) czytamy między innymi o dbałości o rzetelność i etykę zawodową dziennikarzy oraz wspieraniu i rozwijaniu twórczości dziennikarskiej. Stowarzyszenie Dziennikarzy RP uchwaliło ponadto własny Dziennikarski Kodeks Obyczajowy.

Głównym źródłem konfliktu między tymi Stowarzyszeniami jest walka o majątek przejęty przez SDPRL po likwidacji SDP. Nie bez znaczenia są tu także względy ideologiczne. O SDRP mówi się, że jest spadkobiercą tradycji PRL. W jednym i drugim przypadku spór wydaje się obiektywnie nierozstrzygalny, a istniejąca sytuacja źle wpływa na relacje w środowisku dziennikarskim. Na szczęście sami członkowie obu organizacji coraz głośniej i wyraźniej artykułują potrzebę przełamania konfliktu. W kwietniu podczas Walnego Zgromadzenia Oddziału Warszawskiego SDRP Jerzy Domański, prezes Stowarzyszenia, otwarcie stwierdził, że obecnie „powodem podziału są tylko ambicje, konflikty personalne, które nie mają już znaczenia”. Podkreślił też, że w miejsce dwóch organizacji dziennikarskich powinna wreszcie powstać jedna, która miałaby silniejszą pozycję wobec parlamentu i rządu 25.

Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy powstało w 1991 r. Jako cel wyznaczyło sobie przede wszystkim ochronę praw dziennikarzy i wspieranie ich w pracy zawodowej oraz dbałość o przestrzeganie przez nich etyki zawodowej, ze szczególnym uwzględnieniem „chrześcijańskiej postawy wobec prawdy” 26. Do Stowarzyszenia mogą należeć przedstawiciele mediów katolickich oraz pracownicy mediów świeckich, którym bliska jest „chrześcijańska wizja człowieka i społeczeństwa” 27. Taka inicjatywa nie jest wyjątkiem – w innych krajach także działają stowarzyszenia tego typu.

Problem, jaki ze swoim zawodem mają sami dziennikarze, a także odbiorcy zrealizowanych przez nich materiałów, dotyczy niejasnych (i nadmiernych) oczekiwań społecznych. Oczekuje się, że dziennikarz będzie nauczycielem, który wie więcej i lepiej oraz potrafi przeprowadzić swojego słuchacza i widza przez obszar chaosu w stronę ładu. Niekiedy, wskutek nadmiernego eksponowania tej postaci, można nawet mówić o dziennikarzu celebrycie, a nawet kapłanie i magu – tak istotny wydaje się wpływ wielu z nich. Wielu dziennikarzy – jak często sądzą obserwatorzy i mają na to dowody – myśli o karierze politycznej. Wreszcie dla sporej części społeczeństwa dziennikarz mediów tabloidowych zbliża się do pozycji showmana lub nawet błazna.

poprzedni rozdział
..................................................................................
23 http://interia360.pl/o-nas
24
http://www.ithink.pl/tekst/o-nas
25
Cytaty na podstawie protokołu, http://sdrp.eprasa.com/Dokumenty/Protokol_15_kwietnia_2008.pdf.
26
Statut Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy: rozdz. II, § 9.
27
Tamże, rozdz. II, § 8.

 
« Listopad 2017 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Kultura w internecie


Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo