
Zajęcia teatralne, kółko teatralne, teatr „Zielona Gąska”….W niemal każdym ośrodku kultury, szkole, świetlicy – podejmuje się próby pracy z dziećmi i młodzieżą za pomocą teatru. Teatr wydaje się być prostą i dostępną formą pracy. Ot – dobry tekst, scena, kostiumy – wydawałoby się, że tego może podjąć się każdy. Nic bardziej błędnego. W dziesiątkach miejscowości od lat oglądam zły i nieudolny teatr robiony z dziećmi i młodzieżą. Powtarzalny niczym szkolna akademia, nudny, trącący myszką i pachnący kurzem. Nigdy nie zapomnę uczestnika jednego z naszych projektów – 10-letniegoTomka z Szydłowca. Na naszych zajęciach najzdolniejszy aktor, odtwórca trudnej roli żydowskiego chłopca w „Balladzie o Szydłowcu” – wrażliwy, niezwykły. Jakże wielkie było nasze zdziwienie, kiedy Tomek zaprosił nas na szkolne przedstawienie, w którym grał….drzewo. Przez 1,5 godziny w za małych butach ze łzami w oczach trzymał kawał tektury. Jak nie robić złego teatru z dziećmi i młodzieżą? Jak uniknąć pułapek? Jak nie zmarnować szansy na niezwykłą lekcję wrażliwości? Zapraszam do rozmowy.
Scena skupia się przede wszystkim na produkcji i prezentacji spektakli teatralnych rezydujących przy niej zespołów: Teatru Stajnia Pegaza, Teatru Okazjonalnego, Teatru Off de BICZ, Teatru Lustra Strona Druga. Jednakże od początku swojej działalności realizuje również projekty związane z edukacją i animacją kultury.
Oprócz warsztatów teatralnych, które z czasem nabrały cech regularnej szkoły, prowadzonych w latach 2004 – 2007, czy organizowanych lekcji teatralnych – podczas których gimnazjaliści i licealiści oglądają spektakle Sceny Off de BICZ i słuchają wykładu zaproszonych wykładowców uniwersyteckich, najważniejszymi projektami społeczno-edukacyjnymi są „Teatr Zajechał” oraz założona w tym roku „Polska Akademia Teatru Niezależnego na Litwie”.
Teatr Zajechał miał latem 2009 roku swoją czwartą edycję. W ciągu dwóch miesięcy odwiedziliśmy 37 miejscowości województwa pomorskiego – niektóre tak małe, że nie można ich znaleźć na GoogleMaps. Zaprezentowaliśmy w sumie 74 spektakle 4 zespołów teatralnych. Część dla widowni dziecięcej, część dla młodzieży i dorosłych. Gramy w świetlicach wiejskich, szkołach, domach kultury, strażackich remizach, wożąc kotary, swój sprzęt oświetleniowy i nagłośnieniowy, by choć odrobinę oswoić trudną, nieteatralną przestrzeń, a widzom dać iluzję „prawdziwego teatru”. W tym roku nowością było przygotowanie specjalnego repertuaru dla dzieci. One zawsze są najwierniejszym i najwdzięczniejszym widzem – zawsze ciekawe, gotowego pomocy. W poprzednich latach nie dało się ich zniechęcić do oglądania spektakli dla dorosłych, choć musiały mierzyć się z trudnym repertuarem. W czasie „Teatru Zajechał” prezentujemy spektakle, które są w naszym regularnym repertuarze – niełatwy, syntetyczny teatr, często operujący skrótem, metaforą, silnym obrazem – autorskie adaptacje Witkacego, Gombrowicza, Bölla, Grassa, Lagerkvista, Szekspira. Nie chcemy stosować wobec prezentacji nawet w miejscowościach, gdzie teatr nie dotarł jeszcze nigdy przedtem, żadnej taryfy ulgowej, wychodząc z założenia, że wrażliwość, inteligencja widzów, którzy mieszkają daleko od wielkich centrów kultury nie różni się od miejskiej, „wyrobionej” widowni. W wielu miejscach byliśmy już po raz czwarty – niektórzy czekają na nas, jednocześnie wymagając coraz więcej – dyskutują, porównują z poprzednimi spektaklami, oceniają. Choć może się to wydać nieprawdopodobne, to podczas czterech edycji projektu w sumie zagraliśmy 304 razy, dla 22 230 widzów.
Nasz najnowszy projekt edukacyjny ma zupełnie inny charakter. Korzystając z doświadczeń w latach poprzednich, gdy Sopocka Scena Off de BICZ prowadziła regularne zajęcia teatralne, założyliśmy Polską Akademię Teatru Niezależnego na Litwie. We współpracy z Centrum Kultury w Solecznikach i jego dyrektorką Grażyną Zaborowską rozpoczęliśmy trzyletni cykl nauczania, podczas którego nasi słuchacze mają okazję nabyć i udoskonalić umiejętności praktyczne: świadomość ciała (trening fizyczny i psychofizyczny, elementy akrobatyki, ćwiczenia pamięci ciała i orientacji przestrzennej), praca nad głosem, rytmiką, gestem scenicznym, interpretacją tekstu (poezji i prozy), improwizacją, podstawami tańca klasycznego i współczesnego, a także choreografią, jak również pogłębią swą wiedzę teoretyczną z zakresu: filozofii, historii teatru polskiego, estetyki teatru oraz podstaw dramaturgii. Zajęcia odbywają się w Solecznikach, w systemie zaocznym – zjazdy są co dwa tygodnie, trwają dwa dni – całą sobotę i niedzielę, po 8 – 10 godzin. Na pierwszym roku mamy 25 osób – to głównie młodzież licealna z Solecznik i okolic, a także studenci, często dojeżdżający z Wilna. Pierwsze dwa lata to głównie zajęcia praktyczne, trzeci rok ma być raczej „dyplomowy” – słuchacze muszą przygotować pod okiem wykładowców własne spektakle, wykorzystując to wszystko, czego nauczyli się wcześniej.
Akademia nie tylko ma na celu wychowanie przyszłych aktorów, reżyserów, czy instruktorów teatralnych. Mamy świadomość, że część z naszych słuchaczy nie chce na stałe wiązać swojego życia zawodowego z teatrem, czy twórczością. Dla nich jednak to również szansa na pewnego rodzaju inwestycję intelektualną. Teatr jest sztuką bardzo interdyscyplinarną – na jego efekt, czyli na przedstawienie, składa się i sztuka aktorska i literatura, scenografia (a więc sztuki wizualne), a także filozofia, teoria literatury, elementy psychologii, komunikacji społecznej. Na naszych zajęciach poruszamy te wszystkie aspekty. Staramy się również, by praca nad słowem opierała się głównie na literaturze i dramaturgii współczesnej, co daje szansę na stały kontakt z najnowszymi trendami i dyskursami artystycznymi. Chcemy rozbudzić w nich ciekawość i zamiłowanie do literatury. Na zajęciach teoretycznych, prezentujemy filmy z zarejestrowanymi spektaklami współczesnych polskich reżyserów. Uczymy ich dyskutować o teatrze, a przy okazji o otaczającym świecie. Namawiamy do podejmowania ryzyka twórczego i zawodowego, a ramy teatru niezależnego, którego jesteśmy twórcami dają nam do tego wspaniałe narzędzia. Pokazujemy również, że różnorodność, współistnienie pomiędzy nacjami to wspaniała inspiracja i że można pracować na rzecz innych ponad naleciałościami historycznymi. Uczymy otwartości i samodzielnego, krytycznego myślenia, które jednocześnie musi nieść za sobą próbę twórczego rozwiązywania problemów. Tak naprawdę więc nie wychowujemy tylko przyszłych artystów, ale młodych, samodzielnych liderów, którzy mamy nadzieję w przyszłości wykorzystają swój potencjał także pracując na rzecz rozwoju własnego środowiska. Robimy to na Litwie, głównie wśród młodych Polaków (choć nie tylko), dlatego, że widzimy tam potrzebę wychowania kolejnego pokolenia nowoczesnych animatorów. Nie chcemy by było to incydentalne, jednorazowe działanie (warsztaty, kilkutygodniowy projekt teatralny, wymiana), ale cały proces, podczas którego przekażemy nie tylko wiedzę, ale i damy szanse na rozwój ich wszystkich możliwości. Młodzi ludzie, z którymi pracujemy nie przejawiają właściwie postaw roszczeniowych, stawiających wykładowców w roli dostarczyciela usług edukacyjnych, który muszą osiągnąć rezultat bez wysiłku ze strony „nabywcy”. Dają z siebie wszystko i są niezwykle pracowici, wymagając od nas jedynie ciągłego podnoszenia poziomu stawianych przed nimi zadań. Zaangażowanie słuchaczy Akademii, ich skupienie i poświęcenie sprawia, że praca daje zadziwiająco szybkie efekty. A przy okazji dla nas jest bardzo przyjemna i satysfakcjonująca.
KSIĄDZ: Kliczków jest położony daleko od dużych miast. Ludzie są tutaj bardziej otwarci na siebie. Szukają sposobności, żeby pokazać swoją aktywność. Wzajemne zaangażowanie stwarza wspólną przestrzeń. Kliczków jest pięknie położony. Wspaniała jest tutaj jesień, wiosna, już nie mówiąc o zimie. Gotowy scenariusz do Królowej Śniegu. Ośnieżone lipy na tle czarnego kościoła tworzą prawdziwe arcydzieło.
Od kilkunastu lat w Kliczkowie Małym działa teatr. Na wasze spektakle przychodzi cała wieś. Jak to się stało, że teatr w Kliczkowie robi taką furorę?
MARIANNA: Teatr w naszej wsi jest od dawna, istniał tu od czasów powojennych. Czasem swoje działania trochę zawiesza, a później znów pojawia się ktoś, kto chce go ciągnąć dalej. W teatrze grała babcia, później grały jej dzieci, a dziś grają wnukowie i dlatego dorośli nie zabraniają młodym przychodzić na próby. W niektórych domach rodzice wręcz pilnują chodzenia na próby. Są dumni z tego, że ich dzieci grają. Motorem napędowym są działania straży pożarnej i zespół obrzędowy Kliczkowianki, >biblioteka i Teatr Młodzieżowy. Wszyscy tu coś robią. Każdy chce się wykazać; nikt nie chce być gorszy. W każdym domu jest jakiś aktor.
Jest tyle wsi, w których ludzie siedzą w domach i nie robią nic. Na czym polega specyfika Kliczkowa?
KSIĄDZ: Ważnym fundamentem jest u nas tradycja. Weźmy na przykład Kliczkowianki. Starsze panie wychodzą na scenę: snują >opowieści i śpiewają. Młodzi ludzie widzą, że tak można. Na zabawach są i młodsi i dorośli. Lubią bawić się razem i mają z tego frajdę. Na pewno potrzebni są rodzice. Jeśli w domu na coś się pozwala, to młody człowiek może wyjść na zewnątrz i robić coś więcej. Może być tysiąc liderów, ale jeśli nie ma akceptacji w domu – i mówi się: a po co ci to, a gdzie będziesz łaził – to nic nie da się zrobić. Jeśli natomiast jest przekaz tradycji i opowiadanie młodym ludziom o tym, że za naszych czasów siadaliśmy razem, że był teatr, że razem śpiewaliśmy i organizowaliśmy sobie majówki – oni słysząc to zapalają się i powtarzają: słuchajcie, a może i my byśmy coś zrobili...
I właśnie wtedy potrzeba lidera, który postawi kropkę nad „i”. Na przykład taka ciocia Marylka?
KSIĄDZ: Tak. Tutaj nie można się delektować wystawami sklepów ani listą najnowszych filmów w kinie. Jeżeli lider wchodzi i pokazuje, że można inaczej popatrzeć na słonecznik, na krowę, że można fajnie coś zrobić i pokazać sztukę – to nagle młody człowiek myśli tak: nie będę na nowych filmach, ale mogę zatrzymać piękno na swój sposób. Lider ma to wielkie zadanie: zatrzymać w pędzie współczesności tę lokomotywę, otworzyć okienko i pokazać: zobacz, jakie piękne drzewo.
MARIANNA: To, że powstał teatr, to zasługa ludzi, którzy przychodzą do biblioteki. Może też tego, że wszyscy tu jesteśmy bardzo podobnie sytuowani. Nie ma ani bogatszych ani biedniejszych. Wszystkim tak średnio się żyje. I to też nasz integruje. Powala razem działać społecznie.
Wczoraj była premiera nowego spektaklu...
MARIANNA: Tak. W sobotę przed premierą mieliśmy wszyscy poczucie, że to będzie klapa. Zmobilizowaliśmy się i spróbowaliśmy jeszcze raz. W niedzielę od rana wszyscy pobiegli do kościoła, żeby oddać się w opiekę panu Bogu, żeby wszystko było dobrze. Za każdym razem wydaje mi się, że nie dotrwam do premiery. A później emocje pomału opadają. Uspokajam się, kiedy widzę, że opanowali stres, że zaczynają grać. Pierwsze pięć minut to nie jest jeszcze gra. Nawet, kiedy sufler im podpowiada, to oni tego nie słyszą. Później są coraz lepsi i wtedy już wiadomo, że będzie dobrze. Pierwsze dziesięć minut na scenie jest najgorsze.
Skąd biorą się wasi aktorzy?
MARIANNA: Udział w teatrze proponujemy tym, którzy przychodzą do biblioteki. Czasem robimy mały casting. W zasadzie każdy ma szansę zagrania. Przygotowujemy spektakle na przeglądy i konkursy. Zaczynamy od zerówki albo pierwszej klasy i później młodzi grają całe lata. Niektórzy mają już teraz swoje dzieci.
Wasz teatr to teatr oparty na słowie – bardzo tradycyjny. Dlaczego właśnie taki? Jak dobieracie repertuar?
MARIANNA: Nie możemy zrobić tutaj czegoś, co będzie trudne dla widza. Szukamy sztuk czytelnych. Dlatego zawsze gramy komedie: „Grube ryby” Bałuckiego,„Humoreski” Lachowicza, „Ożenek” Gogola. Szukamy gotowych scenariuszy. Ta forma, którą wybraliśmy, sprawdziła się, publiczność bawi się wspaniale. Zawsze mamy komplet widzów. Każdego roku mówimy sobie – to już ostatni spektakl. A później okazuje się, że robimy kolejny i kolejny...
Jak pracujecie nad inscenizacją?
MARIANNA: Kiedy mamy już gotowy scenariusz, zabieram się do cięcia tekstu. Zamykam się na klucz, skupiam się maksymalnie i w dwa dni – obcinam tekst i tworzę własny scenariusz. Potem zaczynamy próby. Mówię, kogo widziałabym w tej roli – na tyle dobrze znam ich charaktery, że udaje mi się trafić. Oczywiście w trakcie prób wyrzucamy pewne rzeczy, dodajemy. Czasem ktoś mówi, że mu czegoś brakuje. Każdy może dodać >słowo od siebie, które pasuje do jego charakteru. Największy problem – to namówić chłopców, żeby zechcieli zagrać. Oczywiście najtrudniejsze jest zapamiętanie tekstu. Dlatego mamy suflera. Często jest z tym wiele zabawy. Nauczyliśmy się, że trzeba dobrze wykorzystać czas prób. Z roku na rok jesteśmy coraz bardziej sprawni. Wcześniej mamy gotową scenografię i kostiumy. Dochodzimy do perfekcji.
Jak powstaje scenografia i kostiumy?
MARIANNA: Przeszukujemy szafy. Przez tyle lat trwania projektu już trochę rzeczy nagromadziliśmy. Kupujemy w sklepach z używaną odzieżą. Jak czegoś potrzeba, to sami szyjemy – ręcznie, bo nie mamy maszyny.
Skąd czerpiecie inspirację?
MARIANNA: Każde ferie wykorzystujemy na zabawy teatralne: jeździmy na przeglądy i kursy. Wtedy podłapujemy pomysły. Świetną nauką są też dla nas konkursy. Podpatrujemy, jak robią inni, i myślimy – może też tak spróbujemy.
Kurtyna opada... spektakl się kończy...
MARIANNA: Po spektaklu robimy poczęstunek dla całej wsi. Zapraszamy wszystkich, którzy nam pomagają. Przyjmujemy gratulacje. Później świętujemy, tańczymy do północy. Tego się nie zapomina. Pierwsze dni już po spektaklu, kiedy wszystko chowamy i porządkujemy, są okropne. Wtedy naprawdę czujemy się jak po pogrzebie. Przecież wszystkie letnie wieczory spędziliśmy na próbach! Nagroda jednak jest wielka, jest nią – prawdziwa satysfakcja.
Młodzieżowy Teatr Kameralny
98-282 Kliczków Mały
Filia Gminnej Biblioteki Publicznej
tel. (0 43) 820 38 93
e-mail: fbkliczkow@wp.pl


Polski
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".













