Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Wypić piwo z Hrabalem, czyli o turystyce kulturowej

Im lepiej będziemy potrafili wykorzystać potencjał kulturalny dla turystyki, tym większy będzie zysk dla gospodarki. Niestety, często nie docenia się potencjału ekonomicznych możliwości, jakie kryją się w kulturze.

W sumie: 4  

Marek_Szladowski Marek_Szladowski
(moderator)

13.03.10, 12:24

Wypić piwo z Hrabalem, czyli o turystyce kulturowej
Dlaczego najpopularniejszymi „obiektami turystycznymi” w Krakowie są dla wielu Brytyjczyków puby i bary, a najczęściej kupowanym produktem piwo? W Czechach byłoby to pewnie bardziej zrozumiałe, bo piwo to tradycyjny i popularny napój, w którym lubował się chociażby Hrabal. Piszę w sposób prowokacyjny i nieco żartobliwy o Krakowie, bo to według wielu badań najczęściej odwiedzane przez turystów miasto w Polsce i w Europie. W roku 2006 odwiedziło je 7 milionów turystów, zostawiając 2,5 miliarda złotych – więcej niż wynosił roczny budżet gminy! Wobec tych przykładowych danych nie piszę o prostym przełożeniu turystyki na zyski dla gospodarki – to fakty absolutnie niepodważalne. Niestety, często nie docenia się potencjału ekonomicznych możliwości, jakie kryją się w kulturze. Im lepiej będziemy potrafili wykorzystać potencjał kulturalny dla turystyki, tym większy będzie zysk dla gospodarki.

Wpływ kultury na proces popularyzacji danego miejsca jest bezdyskusyjny, choć czasem może przybrać karykaturalne formy. Tu pojawia się właśnie zadanie dla turystyki kulturowej, która powinna być najważniejszą częścią turystyki w Polsce w ogóle. O tym, że mamy co pokazać turystom można być spokojnym. Wciąż pojawiają się nowe instytucje kulturalne, które mogą przyciągnąć zarówno turystów zagranicznych, jak i rodzimych. Oto kilka przykładów instytucji (nowo powstałych i dopiero powstających), które powinny wpisać się w krajobraz polskiej kultury: Europejskie Centrum Ceramiki w Bolesławcu, Międzynarodowe Centrum Dialogu w Krasnogrudzie, czy Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka w Pacanowie. Jakkolwiek w nazwie każdej z tych instytucji umieszczono odwołanie do skali projektu (międzynarodowe i europejskie), to największą korzyść z turystycznej popularności miejsca zyskają lokalne społeczności. Poza oczywistymi korzyściami ekonomicznymi (nowe miejsca pracy, nowi konsumenci itd.) instytucje te mogą stać się swoistymi znakami rozpoznawczymi regionów na mapie Polski, a być może i Europy.

sulekw sulekw

13.03.10, 17:00

dla kogo jest turystyka kulturowa?
To, że brytyjscy turyści wybierają krakowskie puby, zamiast oferty kulturalnej (pewności oczywiście nie mam, bo być może idą do tych pubów prosto z koncertu w filharmonii, lub z galerii sztuki, aby odreagować mnogość wrażeń), świadczy moim zdaniem o tym, z jakiego rodzaju turystami mamy do czynienia. Sporo jeżdżę po Polsce i niestety wiele miejsc jest bardzo słabo rozpropagowanych, o czym za chwilę szerzej. Kraków jest po prostu znany, więc przypuszczam, że to jest główny powód, że zagraniczni turyści decydują się na przyjazd właśnie do niego. Pytanie, co można zrobić, aby więcej miejsc w Polsce zaistniało w świadomości zagranicznych ( ale i naszych ) turystów. Najbardziej oczywisty wydaje się internet. Jeżeli większość ludzi planując wyjazd szuka informacji o miejscu do którego się wybiera, to najczęściej w internecie. Są w nim zawarte wszystkie najbardziej potrzebne informacje o najmniejszych nawet gminach ( które same prowadzą strony internetowe na których prezentują ofertę kulturalną). Jest jednak, moim zdaniem poważny brak w dostępie do informacji w skali regionalnej. Dlatego zdecydowałem się zabrać głos, widząc, że jest szansa na zajęcie się problemem na szczeblu ministerialnym. Chodzi o to, żeby turysta mógł od razu dowiedzieć się na stronie danej miejscowości o atrakcjach całego regionu. Nie tylko jednak o tym, że będąc w Krakowie może wybrać się do Wieliczki, ale też w inne miejsca. Świetnie sprawdzają się proponowane konkretne trasy wycieczek po okolicy.
Wiele miejscowości jest bowiem zbyt małych ( tu ważniejsza jest raczej dysproporcja czasowa pomiędzy czasem potrzebnym na dotarcie na miejsce , a tym poświęconym na zwiedzanie i najczęściej "nie opłaca" się jechać specjalnie do nich ). Kiedy bowiem mamy zaplanowana trasę i wiemy, że po drodze są jeszcze ciekawe rzeczy do zobaczenia, to być może łatwiej zdecydować się na zatrzymanie w nich, niż przydrożnym barze na kolejne piwo i flaczki.
Może niektórzy turyści uznają, że lepsze jest jedzenie z piknikowego koszyka w pięknym parku, nieopodal drewnianego kościółka?

Marek_Szladowski Marek_Szladowski
(moderator)

16.03.10, 13:01

Turystyka kulturowa cd
Turystyka kulturalna jest również – w dużym uproszczeniu i nieco brutalnie – po prostu produktem, na którym można zarobić lub nie. Jak to z produktem bywa, trzeba go umiejętnie zareklamować, żeby się sprzedał. Zasady popytu i sprzedaży funkcjonują także i w tym sektorze. Internet jest rzecz jasna kapitalnym sposobem promocji, nie jedynym jednak.

Jeśli rzeczywiście jest poważny brak informacyjny dotyczący regionalnych możliwości uprawiania turystyki kulturowej, to świadczy to raczej o niskiej mobilności lokalnych instytucji kulturalnych, a nie o braku takich możliwości w ogóle. Gdy potencjalny turysta nie może od razu „dowiedzieć się na stronie danej miejscowości o atrakcjach całego regionu”, to jest to kłopot regionu – nie bagatelizowałbym tego jednak. To problem znacznie szerszy, bo chyba zbyt często turystyka kulturowa w regionach – zwłaszcza tych, które nie cieszą się kulturalnym prestiżem – jest bardzo ograniczona. Ujawnia się tu nieubłaganie pytanie, które formułował m.in. Peter Bendixen (autor dzisiaj już chyba klasycznej pracy Wprowadzenie do ekonomiki kultury i sztuki): „rynek i kultura – kto kogo potrzebuje?”. Zbyt często mamy problem ze sformułowaniem na to pytanie jasnej odpowiedzi.

piotrek piotrek

18.03.10, 11:48

...
Ja dla odmiany chciałbym napisać kilka zdań na temat Warszawy, które przyszły mi do głowy po weekendowej wycieczce do Krakowa. Widać wyraźnie, że o atrakcyjności turystycznej Krakowa nie decyduje tylko i wyłącznie liczba zabytków jakie można zwiedzić, koncertów, których można wysłuchać i przedstawień, które da się zobaczyć (o ile mówi się dobrze po polsku). Nie ma tu często znaczenia także jakość tych wydarzeń. Na rangę danego miejsca jako ośrodka turystycznego wpływa również bogata infrastruktura i ogólna atmosfera miejsca, subiektywnie postrzegana jako atrakcyjna. Co z tego, że Warszawa oferuje Muzeum Chopinowskie, nowoczesne Muzeum Powstania Warszawskiego największą liczbę wydarzeń kulturalnych w kraju, pasjonującą historię, jeżeli nadal jest postrzegana w Polsce i za granicą jako szare, przytłaczające i odhumanizowane miejsce. I można oczywiście psioczyć na angielskich turystów w Krakowie, przyjeżdżających na stag parties i mających tak naprawdę gdzieś miejsce w którym się znajdują o ile tylko oferuje niewyczerpane zapasy taniego alkoholu. Nie można jednak zapomnieć, że zwyczajny turysta, który w dzień odwiedzi muzeum, pójdzie na koncert, chciałby wieczorem usiąść w miłym miejscu, spróbować miejscowej kuchni i poczuć atmosferę miasta w którym się znajduje. Uczestnictwo w wysokiej kulturze rzadko kiedy jest jedynym celem podróży. I opieranie tylko i wyłącznie na niej promocji miasta mija się z celem.
A jak sytuacja wygląda w Warszawie? Warszawa, w przeciwieństwie do Krakowa przyjaznej atmosfery nie oferuje. Jako warszawiakowi z urodzenia przykro mi o tym pisać. W Warszawie nie ma życia. Warszawa zamienia się w kamienną pustynię po której hula wiatr. Miasto nie prowadzi żadnej polityki lokalowej pozwalającej mieć nadzieję, że sytuacja ta się zmieni. Opieranie się tylko i wyłącznie na zasadach wolnego rynku doprowadziło do sytuacji, że wynajmuje się lokale tym, którzy więcej dają. A więcej dają banki, sieciowe sklepy międzynarodowych koncernów, salony komórkowe…Doprowadziło to do sytuacji, że centrum miasta wymiera po godzinie 18. Do takiego miasta nie chce się przyjeżdżać i nie pomogą tu nowe Muzea i jeszcze więcej koncertów. Turysta nie będzie chciał się włóczyć pustymi ulicami pomiędzy witrynami banków. Nie będzie w ciemnościach podziwiał salonów Plusa i Orange. Takich przykładów w centrum jest mnóstwo: martwy pl. Konstytucji, po którym hula wiatr, pusta Marszałkowska, wymarła Świętokrzyska, gdzie tylko w jednym budynku naliczyłem 5 banków.
Dla mnie rozkrzyczani angielscy turyści są swoistym wskaźnikiem atrakcyjności miejsca. Dowodem, że miasto żyje i przyciąga zagranicznych gości. I w sumie trochę za nimi tęsknię, bo gdy zaczną przyjeżdżać to będzie znaczyło, że gdzieś, hen w szerokim świecie, nawet w robotniczych dzielnicach Glasgow i Leeds, krąży wieść, że nasza stolica to atrakcyjne miasto, które warto odwiedzić. A razem z nimi na pewno przyjadą także ci zainteresowani szerzej polską kulturą.
W sumie: 4  
Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo