Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Wskaźniki, wyniki, efektywność…

Dawno temu, gdy zaczynałem studiować statystykę usłyszałem aforyzm „są trzy poziomy kłamstwa: podstawowy, najprostszy – oszustwo, bardziej subtelny – blef, najbardziej zaawansowany to … statystyka”...

W sumie: 6  

rkasprzak rkasprzak
(moderator)

24.07.09, 14:32

Wskaźniki, wyniki, efektywność…
"Dyskusja nad efektywnością instytucji kultury i opracowywanie wskaźników ilościowych i jakościowych powinna być jednym z kluczowych zadań resortu kultury i innych organizatorów działalności kulturalnej. Nie można bowiem oceniać działalność instytucji tylko wskaźnikiem ilości wydarzeń i frekwencji. Może pojawić się tu niebezpieczna presja ludyczności i przygotowywania oferty tylko popularnej. Efektywność można mierzyć wskaźnikami zapisanymi w strategii działania instytucji, która określa cele, zakładane rezultaty i sposoby realizacji programu. Jednakże taka sytuacja wymaga pełnego współdziałania organizatora, dyrektora instytucji i rady programowej (powierniczej). […] Niezbędne jest jednocześnie opracowanie na zlecenie Ministerstwa i praktyczne zastosowanie zestawu wskaźników ewaluacji programów rozwoju kultury w skali krajowej, regionalnej i lokalnej." Za: Kultura w kryzysie, czy kryzys w kulturze? (s.36)

Dawno temu, gdy zaczynałem studiować statystykę usłyszałem aforyzm „są trzy poziomy kłamstwa: podstawowy, najprostszy – oszustwo, bardziej subtelny – blef, najbardziej zaawansowany to … statystyka” specjaliści od liczb wiedzą doskonale, że jest w tym trochę prawdy, ale więcej złośliwości, natomiast laicy są przekonani, że w wielu obszarach stosowanie wskaźników ilościowych nie jest możliwe. Czy faktycznie?

Biorąc pod uwagę dotychczasową statystykę kultury można śmiało postawić tezę o jej nieadekwatności do potrzeb instytucji kultury. Teza prawdziwa, i z pewnością możliwa do obrony, ale należy pamiętać, że struktura wyników jest ściśle związana z organizacją systemu zbierania informacji o tej branży gospodarki narodowej.

W przeszłości opracowano pewien system, który był nie tylko odpowiedni, ale korespondował z możliwościami sprawozdawczymi instytucji kultury. Jak zatem zmienić ten system? Czy można go stosować, czy należy go zmieniać. W pierwszej można powiedzieć: statystyko ręce precz od kultury … niestety w zdigitalizowanym świecie, gospodarce opartej na informacji, świecie, w którym powstają coraz bardziej zintegrowane systemy informacji o zjawiskach, zachowaniach czy jednostkach i w świecie, w którym coraz częściej i odważniej stosuje się matematykę do opisu i badania społeczeństw potrzeba wskaźników coraz więcej i więcej wskaźników.

Czy możliwe jest stworzenie wskaźników ilościowych opisujących w sposób adekwatny efektywność czy produktywność instytucji kultury? Jestem przekonany, że tak. Oczywiście zagadnienie to wymaga zaangażowania interdyscyplinarnych zespołów, łączących nie tylko narzędziowców czy ekonomistów, ale także instytucje, które będą w przyszłości objęte takim nadzorem. Czy jesteśmy gotowi do takiej zmiany systemowej? Czy w końcu pracownicy instytucji gotowi są do mentalnego przestawienia się na pracę pod kątem wskaźników? Obawiam się, że jest to rzecz nieunikniona.

mmaziarka mmaziarka

04.08.09, 06:52

Wskaźniki jako miara celów określonych w strategii instytucji kultury
Nie sposób nie zgodzić się z p. Rafałem i z opinią autorów raportu. Kultura powinna być monitorowana według z góry ustalonych wskaźników. W praktyce konieczne jest przygotowanie programów rozwoju, strategii poszczególnych instytucji według z góry ustalonych wytycznych. Takie wytyczne mogłoby przygotować Ministerstwo Kultury. Oczywiście Ministerstwo nie może zmusić instytucji kultury do przygotowania takich strategii, ale może uzależnić przyznanie dotacji od posiadania takiego dokumentu zaakceptowanego przez Ministerstwo.
Dlaczego tak istotne jest opracowanie wytycznych dla tego typu dokumentu?
Dlatego, że nie jednokrotnie strategie rozwoju (bez względu na to kogo i czego dotyczą) są przygotowywane na bardzo dużym poziomie ogólności. Aby wprowadzić w życie możliwość realnego monitoringu rozwoju instytucji kultury według określonych wskaźników konieczne jest opracowanie ujednoliconej metodologii przygotowania owej strategii zawierającej m.in. miary osiągnięcia poszczególnych celów (krótko- i długofalowych) w postaci wskaźników.
Dużo trudniejszą sprawą wydaje się opracowanie miarodajnych wskaźników uwzględniających specyfikę rodzaju instytucji kultury. Jednakże sądzę, że jest to nie tylko możliwe ale bardzo potrzebne.

dominika dominika

05.08.09, 09:57

Wskaźniki a kultura...
Być może mają Państwo rację twierdząc, że konieczne staje się monitorowanie działalność instytucji kultury za pomocą wskaźników. Do tej pory jednak nie spotkałam się z dobrze opracowanym systemem wskaźników dla instytucji, czy projektów kulturalnych. Owskaźnikowanie występuje np. w większości programów dotacyjnych, ale są to proste wartości, których ocena niewiele wnosi do oceny wartości projektu.

Kultura ma to do siebie, że bardzo trudno oszacować jej efektywność w oparciu o dane ilościowe, nie ma tu prostego przełożenia: więcej znaczy lepiej, czasem wręcz przeciwnie: więcej (np. widzów) znaczy gorzej (na niższym, trafiającym w niskie gusta poziomie). Jak docenić instytucje, które podejmują projekty eksperymentalne, nie skierowane do szerokiej publiczności? Myślę, że głównie stąd bierze się dystans ludzi kultury do propozycji ilościowej oceny działalności kulturalnej.

Czy znacie Państwo przykłady takich systemów monitorowania efektywności, które uwzględniają specyfikę kultury? Jak to wygląda w innych krajach?

ekspert ekspert

07.08.09, 09:48

Reformatorzy kultury we mgle (statystycznej)
Prof. dr hab. Teresa Słaby
Szkoła Główna Handlowa w Warszawie

Czyli o roli statystyki kultury w reformie

Żadna reforma jakiekolwiek sfery życia gospodarczego i społecznego nie jest możliwa bez rzetelnej diagnozy, czyli oceny struktury i zróżnicowania występowania zjawisk, które są zaliczone do danej sfery w dwóch wymienionych zakresach. Diagnozę taką zapewnia statystyka, ale nie w ujęciu „przeciętnym”, publikowanym przez roczniki czy instytucje badawcze, lecz w postaci zbioru podstawowych miar struktury, zróżnicowania oraz asymetrii rozkładów indywidualnych realizacji badanych zjawisk, składających się na dana sferę działalności instytucji i życia jednostki
Sfera kultury od 1989 roku ma dwa oblicza. Pierwsze, to kultura w „starym” rozumieniu czyli instytucje kultury (państwowe i prywatne oraz organizacje non-profit), które obecnie noszą raczej nazwę przemysłów kultury, tworząc – w ujęciu ekonomicznym - tzw. infrastrukturę oraz drugie oblicze, to uczestnictwo ludności w kulturze wyrażane poprzez częstość uczestniczenia w różnych „propozycjach” tychże przemysłów oraz poziom wydatków na to uczestnictwo. Zatem jest podaż i popyt w sferze kultury, jak w każdej innej sferze gospodarczej. I są oczywiście ograniczenia czyli czynniki, które powodują występowanie nierówności, np. regionalnych w infrastrukturze i uczestnictwie.

Jak zwykle, gdy chodzi o grupę potrzeb ponadpodstawowych, do których niezmiennie zalicza się kulturę głównym ograniczeniem są finanse. W odniesieniu do infrastruktury to poziom wydatków publicznych z budżetu państwa i jednostek samorządowych, no i oczywiście „kasy” właścicieli prywatnych. W przypadku konsumentów, „kupno” uczestnictwa w kulturze to przede wszystkim sytuacja materialna, choć oczywiście profil konsumenta kształtuje ponadto tożsamość i świadomość kulturowa.

Moja „przygoda z inwentaryzacją kultury” zaczęła się blisko 20 lat temu, gdy w zespole kierowanym przez statystyka społecznego, prof. A.Luszniewicza rozpoczęliśmy na zlecenie Instytutu Gospodarki Narodowej przy Komisji Planowania PRL 3-etapowe, roczne badania dystansową metodą genewską poziomu życia ludności Polski, w których kultura ( w ujęciu infrastrukturalnym i efektywnościowym) występowała w postaci 4 z 17 mierników stopnia zaspokojenia potrzeb rekreacyjnych). W 1989 roku stopień zaspokojenia potrzeb w tej całej grupie wynosił jedynie 28,5% optimum określonego przez ekspertów i to tylko „dzięki” dostępności turystyki zagranicznej. Mierniki odnoszące się wyłącznie do udziału w życiu kulturalnym sięgała 9% optimum przy niewielkim zróżnicowaniu wojewódzkim, a w ujęciu dynamicznym wykazywały tendencje spadku. Taka diagnoza i prognoza upadku wielu form uczestnictwa w kulturze była możliwa dzięki posiadaniu indywidualnych danych, a prognoza do 1995 roku znalazła swoje, niestety potwierdzenie w następnych latach.

Kolejne ,satysfakcjonujace” doświadczenia empiryczne przyniosła realizacja w 2001 roku badania „Kultura i jej otoczenie”, przeprowadzonego przez Instytut Kultury w woj. zachodniopomorskim, w którym uczestniczyłam. Powstała wtedy nowa aparatura pojęciowa, która oddawała charakter zmian, zachodzących również w polskiej kulturze dzięki transformacji ustrojowej i gospodarczej. Likwidacja Instytutu Kultury rozproszyła zespół ludzi, którzy mieli wiele twórczych pomysłów strategii rozwoju kulturalnego regionów. „Popełniwszy” kilka publikacji w piśmiennictwie statystycznym nt. konieczności zmian w statystyce kultury i jej otoczenia rynkowego, wobec braku większego i szerszego zainteresowania tymi zmianami, wobec ciągle tak samo publikowanych danych o kulturze przez statystykę publiczną zajęłam się zagadnieniami z zakresu zachowań konsumentów, z ubolewaniem stwierdzając z przerażeniem, niejako na marginesie, że rozwijający się w Polsce konsumpcjonizm objawia się np. w grupie gospodarstw domowych, określanych mianem elit ekonomicznych (z dochodem powyżej 5000zł miesięcznie na osobę) zerowymi (!) wydatkami na kulturę.

Pod koniec XX wieku ówczesne Ministerstwo Kultury próbowało przez kilka lat wypracować nowe zasady współpracy z GUS w zakresie kultury, oczywiście bez skutku, zresztą do dnia dzisiejszego. Z zainteresowaniem przyjęłam wiadomość, że odbędzie się dyskusja na temat reformy instytucji kultury i że sfera kultury w Polsce może stać się polem zainteresowania badawczego. Sięgnęłam zatem do bieżących różnych źródeł i opracowań nt. kultury i mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nie istnieją w chwili obecnej żadne podstawy do oceny stanu wyjściowego reformy odnośnie rzeczywistego uczestnictwa ludności w kulturze, ponieważ:
1. roczniki statystyczne nadal publikują dane o kulturze i rekreacji łącznie, w ujęciu średnim, bez informacji o zróżnicowaniu i asymetrii (nierównościach) regionalnych (wojewódzkich, powiatowych, gminnych)

2.publikacja „Kultura w 2007 roku” charakteryzuje bardzo szeroko infrastrukturę, co może być przybliżeniem stanu przemysłów kultury. Pewien postęp w tym zakresie można zanotować odnośnie publikacji stanów w ujęciu wojewódzkim, co umożliwia dalszą „statystykę” zróżnicowania regionalnego poprzez obliczenie pewnych miar rozkładów wojewódzkich. Odnosząc się jednak do wydatków na kulturę (sensu-stricte) w publikacji na str.24 wymienia się, co te wydatki obejmują ( zakup gazet i czasopism oraz książek nie edukacyjnych) a ponadto opłaty za wstęp do kina, teatru, etc.) i ... niestety wydatki na różny sprzęt. Na str.50 tejże publikacji czytamy, że „przeciętne roczne wydatki na zakup artykułów i sprzętu na 1 osobę w gospodarstwach domowych w 2007 roku osiągnęły 345, 72zl. I że wartość nominalna w stosunku do roku poprzedniego wzrosła o 14,7%. Można zatem zadać pytania:
a) „dzięki czemu” nastąpił ten wzrost, czy Polacy częściej uczestniczyli w kulturze czy kupili więcej telewizorów i książek?!
b) czy większy był udział w tych „średnich” wydatkach z tytułu rzeczywistego udziału w kulturze czy dzięki zakupom sprzętu?
c) czy wyliczona średnia była ważona wagą z tytułu niereprezentatywności próby oraz wagą uwzględniającą skalę ekwiwalentności liczby osób w gospodarstwie?
d) czy przeliczano te wydatki w odniesieniu do wszystkich gospodarstw, a więc i tych w których wydatków na kulturę w 2007 roku w ogóle nie było ( a takie stanowiły ok. 1% ogółu) czy wśród subpopulacji gospodarstw, które wydały na coś jeden grosz?

Powyższe pytania zwracają uwagę na poważne usterki metodologiczne, które poddają w wątpliwość możliwość rzetelnego startu jakiegokolwiek raportu oraz reformy. Autorka dysponuje wynikami obliczeń z rozkładów indywidualnych gospodarstw domowych w 2007 roku. Po uwzględnieniu wspomnianych wymagań teoretycznych może udzielić informacji, że np. średni (ważony) wydatek na zakup nie edukacyjnych gazet i książek w grupie wszystkich gospodarstw (również z wydatkami na poziomie zerowym) wynosił w 2007 roku 13,97 zł/osobę zł/osobę miesięcznie, natomiast wśród tych, którzy ponieśli jakikolwiek wydatek na ten cel przeciętny wydatek wynosił 21,20 zł/osobę miesięcznie zł/osobę, przy czym … co najważniejsze!!! poziom współczynnika asymetrii wykazywał, że zdecydowanie przeważały te gospodarstwa w których wydatek miesięcznie był na b. niskim poziomie. Można dodać, że przeciętny wydatek na gazety i książki nie edukacyjne w stosunku do 2003 roku (liczony tym samym „sposobem”). wzrósł odpowiednio o 85% oraz 97%
I tylko taka statystyka kultury, oparta na indywidualnych rozkładach z badań budżetów domowych może przynieść prawdziwe i rzetelne informacje o tym jak naprawdę jest z „tą kultura” w Polsce.

3. jeżeli zatem chcemy ocenić merytorycznie wartość poznawczą „Raportu o stanie i zróżnicowaniu kultury miejskiej” to zauważmy, że w zespole nie było statystyka społecznego, a wnioski oparte są na fragmentarycznych danych o czasie wolnym młodzieży (tylko miejskiej???) i tylko młodzieży (por. str.31 i 32), natomiast dane w tabeli 2 dotyczą Polaków ogółem, a wiec ludności miejskiej i wiejskiej. To jest piękna i ciekawa publikacja uznanych socjologów, ale to nie jest raport o stanie i zróżnicowaniu kultury.

Podsumowując można stwierdzić, że dopóki nie będzie rzetelnej statystyki kultury żadna reforma sfery kultury nie będzie możliwa, bo punkt startu czyli wszechstronna diagnoza nie istnieje.

Nota biograficzna

Prof. zw. ekonomii, dr hab. Teresa Słaby kieruje od kilku lat Katedrą Poziomu Życia i Konsumpcji Kolegium Zarządzania i Finansów Szkoły Głównej Handlowej. Poprzednio pracowała jako statystyk społeczny w Instytucie Statystyki i Demografii SGH. Doktoryzowała się z zakresu badań budżetów czasu, habilitację oparła na monografii „Systemy wskaźników społecznych w warunkach transformacji gospodarczej”. Autorka wielu książek i artykułów,m.in. Konsumpcja.Eseje statystyczne (2006); Statystyka. Teoria i zastosowania (wyd.III,2009); Rynek pracy w kulturze 1998-2002 (2005).Współautor (1/2). Poziom życia, jakość życia [w] :Statystyka społeczna”; Metody ilościowe w turystyce (2008); Redaktor naukowy: „Postawy i reakcje polskich konsumentów w czasach kryzysu (2009) oraz Elity ekonomiczne konsumpcja -rynek-marketing (2005).Niektóre artykuły: Consumerism as a substitute for quality of life (2008) Cultural Needs in the New Polish Reality (2002); Przemysł kultury a rozwój regionalny (2003); Poprawna analiza statystyczna w badaniach rynku (2003);Kultura i przemysł kultury w regionalnej polityce rozwoju na przykładzie województwa warmińsko – mazurskiego (współau.1/2)(2002). Statystyka kultury - konieczność zmian (2002); W sprawie statystyki kultury-propozycja wskaźników (2002); Kultura jako przemysł - wyzwanie w nowej rzeczywistości (2002); Kultura i jej otoczenie (2001) ;Wskaźniki kultury (2001); Kultura masowa na przykładzie województwa pomorskiego(2001). Obecne pola badawcze: Konsumpcjonizm a jakość życia ludności miejskiej i wiejskiej; Nowoczesne usługi dla ludności w wieku 55+.

Oxymoronkr Oxymoronkr

30.08.09, 22:14

reforma w kulturze
tekst napisany w odpowiedzi na artykuł w jednym z miesięczników w Małopolsce

JAK ZREFORMOWAĆ PUBLICZNY SEKTOR KULTURY

Podejmując ten temat, na początku, odniosę się do tekstu (pod tym samym tytułem) zamieszczonego w październikowym - 15 numerze (2008), Miesięcznika MałoPOlska.
Padły tam słowa o potrzebie określenia na nowo roli państwa w kulturze.
Myślę, że dziś jesteśmy już po takim procesie. Po roku 1989 sukcesywnie rozdawano zadania:
Teatry podzielono na samorządowe i państwowe (chodzi tu o Organizatora, tego co „daje” pieniądze, m.in.).
Wzorem zachodu wprowadzono (na początku ostrożnie) dofinansowanie „celowe” – na poszczególne zadania.
Chciano nawet zmierzyć się z problemem ilości instytucji kultury (uważając, że w skali kraju jest ich za dużo).
Napotkano tu – co zrozumiałe - na ogromny opór środowisk twórczych. I zostawiono tę sprawę na bliżej nieokreślony czas. Z perspektywy czasu myślę, że stało się dobrze, bo gdy samorządy przejęły przyznaną pulę instytucji, jakoś sobie poradziły i skończyło się na strachu – skala likwidowanych instytucji w Polsce nie była znacząca.
W miarę postępującego wzrostu gospodarczego w kraju, nakłady na kulturę sukcesywnie wzrastają.
Zgadzam się z autorem, kol. Ryszardem Skrzypczakiem, kultura powinna być jednym z filarów strategii rozwojowych kraju. Obawiałbym się natomiast „odpaństwowienia kultury”, ograniczenia udziału państwa w sferze kultury.
Mecenat państwowy jest gwarantem stabilności i wzrostu nakładów na kulturę. Bałbym się eksperymentowania z podmiotami „hierarchicznie nie podporządkowanymi” instytucjom państwowym lub samorządowym – zwłaszcza w sferze „kasy”.
Od tego mamy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i jego Departamenty, które od jakiegoś czasu coraz sprawniej zarządzają powierzonymi im finansami. (Zwłaszcza, gdy ministrem został znakomity menedżer Bogdan Zdrojewski).
Zgadzam się z postulatem ograniczenia bezpośredniej ingerencji państwa w sferę kultury i jestem za unormowaniem prawnym, różnych podmiotów prowadzących działalność kulturalną. (ale nigdy nie doprowadzimy do pełnej równości w instytucjach kultury np. między publiczną sferą a stowarzyszeniami, bo w kulturze nie ma demokracji, a i specyfika prywatnych zespołów by tego nie chciała). Jednakże należy dążyć do wypracowania możliwie szerokiego dostępu do pieniędzy, dla dobra i różnorodności wydarzeń artystycznych.
Jestem za przejrzystymi zasadami finansowania kultury. Ale jestem za pozostawieniem w instytucjach kultury sektora publicznego stałych dotacji – z zastrzeżeniem: przy ścisłym kontrolowaniu wydatków i dokładnym ich rozliczaniu. Musimy bowiem zabezpieczyć możliwość działania stałych zespołów artystycznych.
Wprowadziłbym natomiast w tych instytucjach finansowanie celowe. Pewna kwota na koszty stałe instytucji, reszta (w części na działania artystyczne) – finansowana grantowo.
Dalej: Jestem za efektywnością działań w kulturze.
Ale boję się powszechnej prywatyzacji. Jesteśmy zbyt ubogim społeczeństwem, by się to udało. (przynajmniej przez najbliższe dwa pokolenia)
Nie widzę w Krakowie instytucji kultury, która generuje wymierne zyski ekonomiczne. I nie znalazłbym długo, nawet, gdyby któraś nastawiona była tylko na komercję. Jeszcze nie te czasy. To właśnie przez komercyjne przedsięwzięcia instytucje te próbują obniżyć straty.
Kultura musi być dotowana, gdyż ceny biletów nie zapewniają zysków, są jedynie częściową rekompensatą za włożony wkład. W całej Polsce dalej dopłaca się do widza.
I dobrze. Gdybyśmy dziś, z dnia na dzień, cofnęli dopłaty do biletów stracilibyśmy widownię.
Nie stać nas jeszcze na realne ceny dostępu do kultury.
Jestem za profesjonalnym zarządzaniem instytucjami kultury, za dokształcaniem kierownictwa, za wprowadzeniem organu doradczo - kontrolnego, jakim może być Rada Programowa czy Powiernicza (wg. nowej ustawy).

Cieszę się, że Kongres Kultury Polskiej podejmuje ten temat i mam nadzieję, że będzie więcej takich jak ja, „zaczepionych” do dyskusji o kondycji instytucji kultury (tych zawodowych i tych - w dobrym, tego słowa znaczeniu - „amatorskich”, edukujących artystycznie nasze pociechy, rozwijających ich talenty i przygotowujących je do smakowania tzw. „sztuki wysokiej” ).

Teraz kilka moich przemyśleń na temat finansowania instytucji kultury:
Sfera kultury jest mi szczególnie bliska z racji wykształcenia i wykonywanego zawodu. A po obserwacjach przekształceń, jakie nastąpiły po przełomie 1989/90 roku uważam, że sektor kultury nie nadąża za zmianami, jakie dokonały się w innych sektorach gospodarki doby wolnego rynku.
Uważam, że wolny rynek powinien mieć wpływ na kulturę, ale sfera działalności kulturalnej powinna wykształcić nowe mechanizmy w dziedzinie ekonomiki oraz szeroko pojętej patronalizacji (tu: poszukania nowych podmiotów współfinansujących instytucje i odpowiedzialnych za organizację życia kulturalnego).
Czy wykształcił te mechanizmy?
Śledząc zmiany w dziedzinie przyznawania dotacji instytucjom artystycznym sektora publicznego (włączając tu instytucje podległe pod Marszałków - a więc dotowane przez państwo, samorządowe i hybrydy – bo są i takie, dotowane przez obydwu organizatorów) można stwierdzić, że pewne działania reformujące są podejmowane.
Coraz częściej i odważniej ogłaszane są konkursy np.: Programy Operacyjne Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy Programy Marszałkowskie, Programy Fundacji lub poszczególnych krajów UE, dofinansowujące konkretne przedsięwzięcia artystyczne (dotacje celowe, tzw. granty). Również władze samorządowe wspierają wybrane wydarzenia artystyczne dodatkowymi funduszami. Powinno to mobilizować dyrektorów instytucji artystycznych oraz kierujących projektami, do przygotowania merytorycznego planu danego przedsięwzięcia, opisania go, przekonania komisji przyznających granty o potencjalnych korzyściach wynikających z realizacji pomysłu.
Jednakże podsumowując kilkuletnie działanie tego mechanizmu muszę stwierdzić, że jest to dopiero pół kroku w stronę zreformowania finansowania sektora publicznego.
Teraz postaram się uzasadnić moją tezę:
Dofinansowanie grantami dotyczy (i słusznie) szeroko pojętej działalności kulturalnej, a więc aplikować o nie mogą wszystkie podmioty prowadzące działalność zgodnie z ustawą z 1991 roku (z późniejszymi poprawkami) o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Są to więc domy kultury, stowarzyszenia, kluby środowiskowe, szkoły, towarzystwa, kluby sportowe. Wypisując te organizacje oparłem się na wynikach naboru aplikacyjnego na stronach internetowych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Województwa Małopolskiego i kilku Fundacji działających w naszym kraju.
(aplikacje „spływały” z całego kraju, w przypadku funduszy marszałkowskich z jednego województwa).
I cóż widzimy.
Instytucji aplikujących z roku na rok jest coraz więcej. Pojawiają się na tej liście duże organizacje, są i te z małych ośrodków miejsko-gminnych.
Domy kultury, stowarzyszenia, kluby środowiskowe, szkoły, towarzystwa, kluby sportowe.
Wśród wszystkich składających wnioski o dofinansowanie – znikomy procent to zawodowe instytucje kultury.
Powodem tego (tu stanę w obronie tych instytucji) jest brak unormowań prawnych które pozwaliłyby tym jednostkom stawać do konkursu o dofinansowanie celowe swoich zadań.
Starają się o granty wtedy, gdy chcą zrealizować dodatkowe zdarzenie artystyczne, (poza własnym planem repertuarowym) np. obchody rocznicowe w mieście lub okazjonalne widowisko plenerowe (generalizując).
Dlaczego tak jest?
Bo są już finansowane z budżetu np. miasta. Czyli mają pieniądze na działalność.
A jednak wciąż słyszymy, że brakuje im pieniędzy. Dlaczego?
Co roku dyrektorzy instytucji artystycznych przedstawiają organizatorowi plan zamierzeń artystycznych i wnioskują o określoną sumę pieniędzy na nie. Budżet ten opiniuje Wydział Finansowy i przedstawia radzie miasta do akceptacji. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by wszyscy dostali tyle o ile wnioskowali. Dlatego dobry menedżer pisze zawsze o więcej - licząc się z cięciami.
I ta „gra” o pieniądze trwa.

Przedstawię teraz jak finansowane są poszczególne instytucje kultury.
Zacznijmy od tych sektora edukacyjnego (ruch amatorski).
Domy kultury (wojewódzkie, miejskie, gminne, młodzieżowe itp.), szkoły i kluby środowiskowe otrzymują roczną dotację przypisaną w lokalnym budżecie w dziale: Kultura i Dziedzictwo Narodowe lub Edukacja. Jakie to są pieniądze, to inna sprawa. Sam borykałem się z problemami finansowymi, kiedy prowadziłem ośrodek kultury w niewielkim mieście.
Po roku pracy udało mi się przekonać burmistrza, że poza dotacją w pełni wystarczającą na koszty stałe (czynsz, prąd, ogrzewanie, pensje) należy przeznaczyć pewne kwoty na organizację plenerowych imprez artystycznych, z których słynie ta górska miejscowość. Na honoraria dla artystów. Jak wiadomo plenerowe imprezy sporo kosztują.
Mając zabezpieczone minimum można, dla wzbogacenia oferty artystycznej, zdobywać dodatkowe pieniądze aplikując o dofinansowanie celowe.
Amatorski ruch artystyczny jest w większości karygodnie nie dofinansowany.
Zwracam uwagę, że oszczędzamy na inwestycji w przyszłość naszych dzieci.
Uważam, że należy skończyć z oszczędzaniem pieniędzy na kulturę lokalną i domagam się przeznaczania większych kwot na nią w budżetach gmin i miast. Powoli ta informacja dochodzi do świadomości lokalnych decydentów.

Teraz o Sektorze Organizacji Pozarządowych (NGO)
Stowarzyszenia, Towarzystwa, Kluby, utrzymują się ze składek członków, sponsoringu prywatnego i właśnie dotacji grantowych (kiedy o takie wystąpią).
Tyle o ruchu amatorskim i organizacjach pozarządowych.

Przejdę teraz do głównego tematu mego artykułu – finansowania zawodowych instytucji kultury. I omówienia problemów z jakimi się borykają.

Zawodowe instytucje kultury (państwowe, samorządowe) są w lepszej sytuacji.
Podobnie jak ośrodki kultury, otrzymują dotację roczną, jednakże o wiele większą niż pozostałe organizacje kulturalne.
Przede wszystkim wiąże się to z rangą, misją tych instytucji i celami do jakich zostały powołane.
Teatry, filharmonie, zespoły balety, orkiestry kameralne, opery, (bo o nich mowa) to instytucje artystyczne, które powołuje się do realizacji i wykonań dzieł literackich, muzycznych, baletowych – spuścizny kulturowej (światowej i krajowej) przez zawodowych artystów (chronionych prawem autorskiego wykonania). Dotyczy to również sztuki wystawienniczej – muzea również są dotowane – za te pieniądze dokonują nowych zakupów i renowacji zasobów.
Misja tych instytucji – krzewienie, propagowanie i upowszechnianie „wyższej” sztuki (w odróżnieniu od misji ośrodków kultury propagujących i edukujących odbiorców w większości młodzieżowych do szeroko pojętego ruchu amatorskiego, rozwijającego talenty osób nie koniecznie „uprawiających” w późniejszym życiu zawody artystyczne) wymaga dużych nakładów finansowych – głównie na realizację oprawy artystycznej widowisk (scenografię, kostiumy, muzykę, choreografię), prawa autorskie do wykonania utworu czy honoraria zaproszonych realizatorów (reżysera, kompozytora).
Każda z tych instytucji posiada stały zespół artystyczny (w zależności od rodzaju instytucji: aktorów, muzyków, tancerzy lub wszystkich - w przypadku opery).
Lokalizacja tych instytucji (wojewódzkie lub co najmniej powiatowe miasta, często stolice regionów) powoduje elitarność tych instytucji (lub przynajmniej takie są oczekiwania organu założycielskiego, a przede wszystkim odbiorców tej sztuki – widzów).
Piszę tak dużo o tym wszystkim, bo wielu dziwią wysokie nakłady na ich działalność.
Uważam nawet, że jeszcze za mało przeznacza się na ich działanie.
Jestem za zwiększaniem dotacji na kulturę. Im więcej pieniędzy, tym bogatsza oferta artystyczna.
Ale tu zastrzeżenie. Potrzebna jest kontrola i stałe urealnianie wydatków.
A więc:
KONTROLA NAD WYDATKAMI I ROZLICZANIE Z DOTACJI

Obecnie: dotacja (przyznawana rocznie, kilkoma transzami) pokrywać ma koszty stałe i kwoty potrzebne na przygotowanie artystycznych przedsięwzięć.
W odróżnieniu od kosztów stałych, które są policzalne (możemy określić wydatki na pensje, prąd, obsługę administracyjną, Zus) to wydatki na działalność misyjną – artystyczną, rozliczyć trudno.
Piszę: rozliczyć, bo o sensowne wydawanie środków tu chodzi. Nie piszę tu o zakupach materiałowych, koniecznych do przygotowania przedstawień (jak zakup drewna na budowę dekoracji, tkanin na kostiumy, farb itp.) ale myślę o czymś tak ulotnym i nieprzewidywalnym jak na przykład późniejsze eksploatowanie spektaklu.
„Łaska widza na pstrym koniu jeździ” (parafrazując). Nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile razy „pójdzie” dane przedstawienie.
I tak: są spektakle – udane artystycznie, cieszące się powodzeniem wśród widzów, które teatr ma w repertuarze nawet kilka sezonów. Ale są takie, (senny horror dyrektorów) które po kilkunastu „graniach” schodzą z afisza... i co?
Koszt produkcji każdej realizacji jest powiedzmy (dla potrzeb tej publikacji) porównywalny.
(żeby nie być posadzony o spłycanie, zwrócę uwagę, że droższe są spektakle kostiumowe, stylowe niż te współczesne, gdzie kostiumy można kupić np. w „lumpeksie”).
Więc koszt jest porównywalny, ale amortyzacja przedstawień (przy większej eksploatacji, poprzez wpływy z biletów) nie jest równa. I co wtedy?
Mogą się zdarzyć pomyłki repertuarowe, ale sytuacja taka spowoduje, że kierownik danej instytucji długo będzie się zastanawiał nad każdym pomysłem repertuarowym. A jeżeli się okaże, że jego zapobiegliwość i dobre programowanie (po udanym sezonie) przysporzy mu większe wpływy do budżetu, będzie mógł także liczyć na realną dotację. Bo będzie dobrze oceniony przez donatora.
Jak doprowadzić do tego, by „zgrały się” wszystkie czynniki składające się na dobrze funkcjonującą instytucje artystyczną. (piszę o finansach ale kolejnymi czynnikami dobrze funkcjonującej instytucji są: kompetentna (ale nie rozbuchana liczebnie) kadra
administracyjna, mobilny, utalentowany, zróżnicowany wiekowo zespół artystyczny, fachowa obsługa reklamowo-promocyjna. A wszystko w rękach sprawnego menedżera od kultury).
Mówmy jednak na finansach. Co zrobić, by używać ich sensownie i by były wystarczające.
Myślę, że trzeba przyjrzeć się możliwościom wprowadzenia innych, dodatkowych form dotowania kultury.

I nie jest moim zamiarem atak na fundusze zawodowych instytucji kultury (wszak sam byłem pracownikiem kilku teatrów w Polsce).
Wręcz przeciwnie; postuluję stworzenie takich rozwiązań, by te instytucje mogły w szerszym stopniu uczestniczyć w korzystaniu z grantowych rozwiązań finansowych, by mogły łączyć budżety na wspólne przedsięwzięcia, by mogły korzystać z pieniędzy fundacji, z donacji mecenasów prywatnych. Potrzebne są do tego kolejne regulacje prawne.
Aby poznać potrzeby proponuję zrobienie audytu w tych instytucjach, opcję „0”.
Niedawno radni miejscy Krakowa odrzucili taki wniosek grupy radnych, widocznie nie do końca zrozumiano intencje, które kierowały zgłaszającym ten projekt.
Chodziło o to, by określić rzeczywiste potrzeby finansowe (wykazać ORIENTACYJNE koszty stałe), średnie przychody roczne (głównie z biletów) i przygotować potem raport o potrzebach krakowskich instytucji artystycznych.
Drugim celem audytu byłoby zapoznanie się z tą trudniejszą sferą wydatków czyli kosztami produkcji dzieł artystycznych.
Znów: ORIENTACYJNYMI kosztami, z całym uwarunkowaniem (ilość premier i późniejszych wykonań, liczbą wykonawców, kosztami produkcji, pełną logistyką).
Nikt z zarządzających instytucjami kultury nie powinien czuć się zagrożony.
Chodziło o poznanie RZECZYWISTYCH kosztów, jakie mają te instytucje.
Powstałby pełny obraz potrzeb i wydatków na kulturę i na pewno okazałoby się, że potrzeby są większe.
I radni oraz Wydział Finansów Miasta Krakowa znaliby te potrzeby.
Czego tu się bać...?!
A wiem, że obawa była.
Zostałem kiedyś zaproszony na spotkanie doraźnej komisji Rady Miasta Krakowa, poświęconej przykładom jak finansowane są instytucje kultury w Niemczech, Francji i Anglii.
Spotkanie miało się odbyć w gronie zainteresowanych radnych z Komisji Kultury i Komisji Finansów Rady Miasta Krakowa. Chcieli poznać doświadczenia innych krajów.
Pojawili się na nim, niespodziewanie, dyrektorzy kilku teatrów krakowskich, których „ostrzeżono”, że szykuje się „zamach na finansowanie kultury”.
Jaki był cel tego spotkania – napisałem.
To dobry objaw, że paru radnych miejskich (żaden nie był z branży artystycznej, więc nie znali specyfiki finansowania kultury) miało ochotę się „dokształcić”.
Przedstawiając finansowanie teatrów w innych krajach zastrzegłem, że w każdym krajów obowiązuje inne prawo dotyczące działalności kulturalnej i że zebrane informacje
(zresztą w większości stworzone na potrzeby i zlecenie Stowarzyszenia Dyrektorów Teatrów działającego w Polsce) zostały przygotowane kilka lat wcześniej. A więc nie było do końca miarodajne.
Spotkanie odebrane zostało jako atak na suwerenność finansową instytucji.
A miała to być próba poznania problemu.
Jeszcze nawet nie - „wzięcie się za bary” z problemem.

Uważam, że nie możemy dalej „zamiatać nie załatwionych spraw pod dywan”.
Musimy się z tym zmierzyć - to mój apel do radnych miejskich, do szefów kierujących instytucjami kultury. Do kolegów z branży. Porozmawiajmy o sposobach finansowania kultury. Nawet na łamach naszego miesięcznika.
Trzeba skończyć z fikcją UZNANIOWYCH dofinansowań (tu: uznaniowość, czyli według uznania) . Trzeba poznać REALNE KOSZTY w instytucjach kultury, które w większości są niedoszacowane.
Może (powtarzam: może – nie mam monopolu na pomysły) ta druga część finansowania teatrów – na zadania artystyczne, powinna być grantowa?
Każdy z prowadzących instytucję składałby roczny plan zamierzeń artystycznych z orientacyjnym kosztorysem każdego przedstawienia i dostawałby na nie REALNE (tu: WYSTARCZAJĄCE) pieniądze...? a może padną inne propozycje?
Zapraszam do dyskusji.

Ważne, żeby do okrągłego stołu (tego wyświechtanego i co rusz wykorzystywanego mebla – symbolu) zasiedli wszyscy ci, którym dobro kultury jest bliskie: ludzie kultury, prawnicy, finansiści, mecenasi a może i ci najważniejsi - zwykli odbiorcy „sztuki”
i porozmawiali o drogach wyjścia z kryzysu. (Bo taka sytuacja w kulturze nie jest zdrowa na dłuższą metę).
By porozmawiali o nowych wyzwaniach, które nas czekają.
A przede wszystkim o nowych premierach (z bogatą „wystawą” scenograficzną i wspaniałymi kreacjami artystycznymi), które jeszcze przed nami.

rkasprzak rkasprzak
(moderator)

04.10.09, 10:46

O wierze we wskaźniki …
Efektywne zarządzanie wymaga od menedżerów nadzoru nad praktycznie każdym aspektem funkcjonowania organizacji, poczynając od kwestii związanych z kosztami funkcjonowania, w tym kosztami osobowymi, poprzez działalność merytoryczną, kończąc na dodatkowych aspektach funkcjonowania. Współczesna organizacja jest tworem bardzo skomplikowanym i wielce zróżnicowanym, czy jest zatem możliwy jakiś efektywny sposób nadzorowania jej działalności? W pierwszym odruchu można powiedzieć, że nie. Nie jest możliwe objęcie nadzorem całości funkcjonowania organizacji, menedżer musi przecież zapoznać się bardzo szczegółowo z każdym raportem poznać specyfikę i uwarunkowania każdej czynności. Jak w tym galimatiasie ma znaleźć jeszcze czas na bieżące zarządzanie, czy gaszenie pożarów. Tajemnicą efektywnego zarządzania jest umiejętność zbudowania wokół organizacji swoistego systemu wczesnego ostrzegania, który umożliwia osobie zarządzającej szybkie zdiagnozowanie problemów i rozpoczęcie reakcji pozwalającej przeciwdziałać niekorzystnym tendencjom. System ten opiera się na wielorakim systemie wskaźników, dzięki którym możliwe jest szybkie porównanie wybranych aspektów funkcjonowania podmiotu i rozpoznanie stanu faktycznego. Zatem to właśnie wskaźniki pozwalają menedżerowi na postawienie wstępnej diagnozy i rozpoczęcie działań naprawczych.

W ramach zestawu wskaźników pozwolę sobie wyodrębnić dwie ich grupy, do jednej można zaliczyć wszystkie tradycyjnie stosowane w zarządzaniu miary, np. dynamika sprzedaży, dynamika kosztów funkcjonowania w tym także w ujęciu według poszczególnych kategorii, zobowiązania, należności, liczba osób zatrudnionych i wiele, wiele innych. Chyba jednym z szerszych i pojemniejszych zestawień wskaźników jest sprawozdanie finansowe przygotowywane na koniec każdego roku, umożliwia ono szybką i bardzo rzeczową analizę sytuacji każdej z organizacji. Nawet przeciętny księgowy lub finansista jest w stanie zdiagnozować bardzo wiele problemów tylko na jego podstawie.

Drugą grupę wskaźników nazwę wskaźnikami dostosowanymi do specyfiki i zakresu merytorycznego funkcjonowania organizacji. Każdy z podmiotów powinien zdefiniować określone miary umożliwiające nadzór nad codziennym jego funkcjonowaniem. Miary te powinny zdecydowanie poszerzać obowiązkowy zakres sprawozdawczości, np. do GUS czy do nadzorującej podmiot jednostki. Tylko takie ujęcie pozwoli na sprawne zarządzanie i nadzorowanie funkcjonowania instytucji kultury.

Czy możliwie jest zatem stworzenie narzędzi umożliwiających policzenie rzeczy niepoliczalnych? Dzięki licznym dyskusjom i rozmowom z różnymi instytucjami kultury jestem przekonany, że tak … oczywiście wymaga to bardzo pogłębionych studiów i ścisłej współpracy z przedstawicielami instytucji. Dzięki temu możliwe stanie się stworzenie efektywnego systemu wspomagającego codzienny trud menedżera instytucji kultury.
W sumie: 6  
« Grudzień 2019 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31
10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »

Rozmawiać o designie - dlaczego nie?


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo