Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Upadłość instytucji kultury - o demonach komercjalizacji

Obyś żył w ciekawych czasach, mówi podobno najstraszliwsze przekleństwo w kulturze chińskiej. Czy można powiedzieć, że z chwilą upadku banku Lehman Brothers zaczęły się ciekawe czasy? Czy kryzys, który dotyka otoczenie społeczno – ekonomiczne polskich organizacji jest tym „ciekawym” czasem dla sfery kultury, czy może przeciwnie ta gałąź polskiej gospodarki jest w stanie permanentnego kryzysu? Na konferencji w Poznaniu – Instytucje kultury w czasach kryzysu – miałem przyjemność obserwować, jak przedstawiciele sfery kultury żywiołowo reagują na spojrzenie na tę branżę przez pryzmat nauk ekonomicznych. Niewątpliwie wszystko wskazuje na to, że nastały te ciekawe czasy dla instytucji kultury! Ponieważ jestem ekonomistą dyskusja do której zapraszam skupiona będzie wokół ekonomiczno-organizacyjnego wymiaru proponowanych zmian. Gorąco zapraszam do wypowiedzi! dr Rafał Kasprzak

W sumie: 7  

rkasprzak rkasprzak
(moderator)

23.07.09, 13:30

Upadłość instytucji kultury - o demonach komercjalizacji
W dokumencie „Kultura w kryzysie czy kryzys w kulturze” (s.34) znalazła się interesująca opinia; ze względu na jej kontrowersyjny ekonomiczny wydźwięk zacytuję ją w całości: "Ustawa ma określić sposób tworzenia, przekształcenia oraz likwidacji instytucji kultury, w tym wynikające z tego uprawnienia i obowiązki organu założycielskiego. Chodzi o stworzenie faktycznej możliwości zlikwidowania nieefektywnej instytucji, ale także jej przekształcenia i nadania jej innego statusu. Szczególnie teraz wydaje się nam zasadne, aby rozważyć nie tylko możliwość likwidacji części instytucji, których ich organizatorzy nie będą w stanie utrzymać, zapewniając pozostałym instytucjom niezbędne finansowanie, ale także możliwość nadania instytucjom statusu organizacji działalności pożytku publicznego, przekształcenia w spółkę pracowniczą lub przedsiębiorstwo społeczne. W tych przypadkach powinien być możliwy mechanizm „schodzącego finansowania”, polegający na tym, że przekształcana instytucja kultury otrzymywałaby w pierwszym roku działania w ramach nowego statusu prawnego określony procent dotychczasowej statutowej dotacji, a w kolejnych (trzech maksymalnie czterech) poziom finansowania byłby stopniowo ograniczany do zera. Przekształcane w ten sposób instytucje mogłyby się ubiegać na określonych zasadach o granty przedmiotowe, konkurując w tym względzie z innymi podmiotami prowadzącymi działalność kulturalną."

Amerykanie mówią, że aby odnieść sukces w biznesie trzeba zbankrutować dwa razy - nie na darmo w tym właśnie kraju badacz kultury korporacyjnej G.Hofstede zdiagnozował relatywnie niski poziom obawy przed ryzykiem i postaw sprzyjających przedsiębiorczości. Świadomość możliwości upadku, a zatem likwidacji podmiotu, sprzyja zmianie optyki osób odpowiedzialnych za jego rozwój.

Mając świadomość ograniczonego dofinansowania właściciel np. spółki kapitałowej nadzoruje pracę osób odpowiedzialnych za jej zarządzanie oczekując od nich nie tylko orientacji na krótkookresowych celach, ale także dążenia do zachowania długookresowej równowagi uwzględniającej potrzeby pracowników, właścicieli, kontrahentów i klientów. Taka sytuacja sprawdziła się doskonale w przekształceniu jednostek państwowych w spółki (komercjalizacji), wiele z nich odniosło sukces rynkowy. Niestety … wiele upadło. Komercjalizacja jest przedstawiana z jednej strony jako nieuchronna konieczność i kierunek ewolucji, z drugiej jako straszak a nawet demon liberalnych czasów.

W jakich usługach komercjalizacja jest koniecznością? Usługi rynkowe – tak, ale czy usługi społeczne do których zalicza się w szczególności edukację, ochronę zdrowia i kulturę także powinny podlegać komercjalizacji? Hmm, uczelnie wyższe mają ten problem już za sobą … w bardziej lub mniej efektywny sposób wypracowały mechanizmy pozwalające na zwiększanie pozadotacyjnych przychodów. Służba zdrowia … temat naprawdę gorący, chociaż można już znaleźć udane przykłady. A kultura … no właśnie. Czy instytucja kultury może być zlikwidowana? Nie, nigdy! A może … w końcu z punktu widzenia rynku bankructwo nie oznacza apokalipsy, tylko przyczynia się do poprawy funkcjonowania podmiotu.

Propozycja zespołu prof. Hausnera uwzględnia także wprowadzenie zasady schodzącego finansowania, czyli de facto zmuszenia instytucji kultury do oderwania się od kapryśnego, ale jednak stałego i bezpiecznego źródła przychodów jakim są dotacje podmiotowe na rzecz zwiększania udziału środków pozadotacyjnych (np. sponsorzy, przychody ze sprzedaży usług na rynku) lub pochodzących z dotacji celowych. Sugeruje się nawet w przyszłości całkowite zlikwidowanie dotacji podmiotowych. No właśnie … czy tak można, co to oznacza dla organizacji. Przede wszystkim gigantyczną zmianę w organizacji wewnętrznej, odejście od tradycyjnych struktur funkcjonalnych (ułożonych według działów) na rzecz elastycznych struktur macierzowych (sprzyjających tworzeniu multidyscyplinarnych zespołów odpowiedzialnych za kompleksową realizację projektów nie tylko od strony merytorycznej – artystycznej ale także od strony organizacyjnej). Dodatkowo oznacza to konieczność stworzenie efektywnych i sprawnych działów pozyskiwania środków zewnętrznych (zdecydowanie bardziej efektywnych od tego opisanego na s. 61 cytowanego dokumentu) i konieczność dostosowania się do wymogów rynku.

Zatem ewolucja czy rewolucja? Zamach na wolność artystów czy konieczność? Sądzę, że konieczność …

ekspert ekspert

11.08.09, 13:25

„Róbmy swoje” – źródło polskiej niemożności
dr Przemysław Kieliszewski
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Chcąc reformować instytucje kultury, warto uświadomić sobie bagaż historyczny, który niosą one ze sobą: strukturalnych zależności, przerostów administracji i praw pracowniczych. Poniższy uogólniony opis nie dotyczy oczywiście ich wszystkich w tym samym stopniu. Istnieje wiele, które dziś funkcjonują w systemie projektowym, mają znakomitych liderów, którzy nawet w niekorzystnych warunkach budują wartościowe przedsięwzięcia. Z wielu względów instytucje kultury pozostały początkowo poza regułami, na których fundowano w 1989 roku nowy kształt gospodarki i społeczeństwa: efektywność, konkurencyjność, odbudowanie etosu pracy, wchodzenie w obieg międzynarodowy. Zasadniczo nie tknięte reformą, zostały przekazane samorządom. Opis stanu obecnego – niełatwego do przyjęcia przez „środowisko” – został zasadniczo nakreślony podczas konferencji „Instytucje kultury w czasach kryzysu”, w maju 2009 w Poznaniu (www.kultura-samorzad.pl). Jej gośćmi byli m.in. prof. Jerzy Hauser i Krzysztof Markiel, współautorzy „Raportu o finansowaniu i zarządzaniu instytucjami kultury”. Piszą oni:
Obecny model finansowania sprzyja utrwalaniu i rozbudowywaniu istniejących struktur
organizacyjnych, które działając w układzie więzi resortowo-korporacyjnych, gotowe są
rezygnować z organizacyjnej niezależności i programowej autonomii, za cenę zapewnienia
materialnego bytu. Oznacza to ich permanentną ucieczkę od rynku i przyjmowanie roli
niesamodzielnego obiektu (zakładu pracy) w państwowym systemie kultury. Taka orientacja
zapewnia trwanie, ale zarazem ogranicza niezależność. Uruchamia biurokratyczny przetarg
o środki publiczne, ale osłabia rywalizację na płaszczyźnie programowej i konkurowanie na
płaszczyźnie organizacyjnej. Tym samym, obowiązujące reguły nie stymulują kreatywności
i efektywności. (…) W konsekwencji finansowanie i zarządzanie w kulturze jest
zorientowane na utrzymanie i powiększenie jej materialnych zasobów a nie na włączeniu ich
w rozwój społeczno-gospodarczy.


W Raporcie pojawiają się rekomendacje, spójne z przytoczonymi przez nas w książce „Instytucje upowszechniania kultury XXI w. Przeżytek czy nowa jakość?” (Sójka J., Poprawski M., Kieliszewski P. (red.), Instytucje upowszechniania kultury XXI w. Przeżytek czy nowa jakość?, Bogucki Wydawnictwo Naukowe, Poznań 2009). Wydaje się zatem, że w sferze myśli istnieje duża zgodność dotycząca konieczności zmian. Obyśmy znów nie rozbili kopii o tzw. „polska niemożność”. Chodzi przede wszystkim o otwarcie instytucji publicznych na reguły rządzące rynkiem oraz społeczeństwem obywatelskim, w tym również na konkurencyjność i przedsiębiorczość obywatelską. Konieczne jest zrównanie praw sektora prywatnego i obywatelskiego w konkurowaniu z publicznymi instytucjami kultury. Dlaczego instytucje te mają w ogóle z kimś konkurować, dlaczego artyści, zatrudnieni w nich na etatach mają udowadniać stale najwyższy poziom świadczonych przez siebie usług? Czy mieści się nam dziś w głowie, że pracownicy instytucji kultury, skupieni w większości w związkach zawodowych, zadają sobie na serio takie pytania, skutecznie blokując weryfikację swoich umiejętności i przydatności w zespole przez dyrektora, który chciałby zbudować instytucję opartą na początek choćby na zdrowych zasadach, myśląc dalej o europejskim poziomie.

Tu pojawia się pytanie: o to, dokąd zmierzamy? Czy na europejską i światową prowincję, czy ku europejskim standardom, a dzięki nim na salony świata? Znajduje tam już miejsce wiele polskich talentów i indywidualności; gorzej z działalności zorganizowaną, instytucjami. Podczas poznańskiej konferencji dyrektor Filharmonii Wrocławskiej opisał model ewolucyjnej zmiany w swojej instytucji, który streszczę ze względu na jego uniwersalny charakter. Opisane czynniki zmiany to m.in.:
1.Wizja instytucji i cel, wykraczające poza lokalność, pociągające i inspirujące do działania wiele osób (Narodowe Forum Muzyki),
2.Poparcie dla zmiany ze strony Organizatora instytucji (władz lokalnych),
3.Wykorzystanie istniejącego prawa (np. uzyskanie kilkunastu etatów dla młodych muzyków w terminie do końca 2008 r., który umożliwiał ostatni raz wcześniejsze przechodzenie starszych muzyków na emeryturę),
4.Inwestycja w zespół (podwyższenie uposażeń muzykom) w zamian za poddanie się regułom weryfikacji w ramach przesłuchań (dbanie o interesy grupowe zamienia się w dbanie o jakość zespołu),
5.Podjęcie szerokiej współpracy międzynarodowej, pomagające przeszczepić międzynarodowe standardy pracy, wprowadzającej zespół na europejski rynek.

Tych 5 cech wystarczy, by sprawdzić, jak wiele instytucji, ich dyrektorów i samorządów jest gotowych przejść taką ewolucyjną zmianę. Często brakuje już pierwszego elementu, czyli odpowiedzi na pytanie, jaką funkcję ma pełnić dana instytucja w gminie, mieście. Nie raz myli się podstawowe funkcje instytucji artystycznej z funkcją domu kultury i odwrotnie. Czy wielu dyrektorów wykorzystało możliwość odmłodzenia zespołów pod koniec 2008 r. w związku ze zmianami ustawowymi? O ilu więcej młodych, wykształconych artystów wyjedzie przez to z Polski? Jaką mają oni szansę zasilić skostniałe i zamknięte struktury dzisiejszych instytucji?

Myliłby się ten, kto postawiłby na to, że związek zawodowy artystów nie zablokuje przeprowadzenia konkursów wewnętrznych i weryfikacji umiejętności członków zespołu, nawet w wypadku perspektywy otrzymania znacznej premii. Korporacyjna solidarność i traktowanie zatrudnienia w instytucji w kategoriach bezpieczeństwa socjalnego przy szeregu innych aktywności, hierarchiczność wynikająca z powiązania instytucji z uczelniami artystycznymi, powodują głęboki sprzeciw wobec zmian i obawę, że w ich wyniku ujawni się: niekompetencja, czy brak umiejętności części zespołu, wzrosną wymagania, nastąpi weryfikacja zajmowanych (często dożywotnio) stanowisk. Wynikająca z tego faktu demoralizacja osób w zespołach dotyczy niestety również osób młodych, na których szybko wymusza się przyjęcie złych nawyków. Nawyków tak nieracjonalnych a ugruntowanych, że wchodząc w relację z instytucjami publicznymi, doświadcza się czasami jakby wejścia w „inny świat”.

Kultura może stanowić ważny czynnik rozwoju gospodarki. Po przeczytaniu wniosków z raportów zastanawiam się po raz kolejny, czy stawiając sobie prawdziwe cele dla polskiej kultury i poszczególnych instytucji, nie należy pójść w wielu przypadkach dalej niż tylko przeprowadzać ewolucyjne zmiany w tkance, która może je łatwo przyswoić jedynie do swoich potrzeb i zdegenerować. Chodzi o to, by nie mrugać okiem, że reforma reformą, a my „róbmy swoje”, co dziś oznacza: uodporniliśmy się już na proponowane zmiany, przeżyliśmy już wielu ministrów - reformatorów, ambitnych dyrektorów itp.

Nota biograficzna

Prawnik, dr nauk humanistycznych, adiunkt w Zakładzie Etyki Gospodarczej Instytutu Kulturoznawstwa UAM, manager artystów, zespołów i projektów kulturalnych w Polsce i za granicą. Współtwórca i dyrektor festiwalu Polska Akademia Gitary (www.akademiagitary.pl). Reprezentuje organizacje pozarządowe w komisji konkursowej ds. kultury przy Prezydencie Miasta Poznania. Współrealizował badania m.in. dla Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego (2006-07), Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Instytutu Adama Mickiewicza (2008). Prowadzi szkolenia w obszarze zarządzania kulturą dla samorządów. Jest autorem dysertacji Polityka kulturalna wobec rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, publikacji i raportów w tym zakresie. Koordynator Konferencji „Instytucje kultury w czasach kryzysu” (Poznań, 20-21 maja 2009).

mmaziarka mmaziarka

12.08.09, 10:52

Komercjalizacja a warunki finansowania projektów z UE
Oczywiście koniecznością jest zmiana funkcjonowania instytucji kultury, w tym m.in. poprzez ich otwarcie na reguły rządzące wolnym rynkiem. Z ogólnego punktu widzenia nie sposób nie zgodzić się z tą tezą. Ale „diabeł tkwi w szczegółach”…

W wątku prowadzonym przeze mnie, a dotyczącym pomocy publicznej wyjaśniam zasady finansowania projektów ze środków unijnych. Zainteresowanych oczywiście odsyłam do niego. A w tym miejscu chciałbym przytoczyć jedynie główną konkluzję. Mianowicie, w uproszczeniu zgodnie z zasadami pomocy publicznej prowadzona działalność na infrastrukturze finansowanej ze środków unijnych nie może mieć charakteru działalności prowadzonej w warunkach konkurencji (czyli np. działalności gospodarczej).

Jakie są tego konsekwencje?

Z jednej strony instytucje kultury otrzymały duży zastrzyk gotówki na realizację różnych przedsięwzięć infrastrukturalnych, z drugiej muszą się ograniczyć do działalności stricte kulturalnej. A zatem na potrzeby projektu instytucje kultury ograniczają swoje możliwości wejścia na wolny rynek i prowadzenia ubocznej działalności gospodarczej.
Z drugiej strony zupełne zniechęcenie ogarnia podmioty prywatne, które mogłyby również skorzystać ze środków unijnych na działalność kulturalną. W obecnym systemie prawnym podmioty prywatne prowadzące działalność kulturalną nie są aż tak „chronione” jak podmioty publiczne, gdyż ustawa nie nadaje im analogicznej podmiotowości (tak jak proponują autorzy raportu poprzez utworzenie prywatnych instytucji kultury). A zatem organizacja pozarządowa, czy kościelne osoby prawne planując projekt kulturalny, w zasadzie prowadzą działalność kulturalną, z tym, że nie do końca wiadomo czym ta działalność jest (obecna ustawa tego nie precyzuje). W konsekwencji narażają się na zarzut działania w warunkach konkurencji, czyli mogą zakłócać taką konkurencję, czyli … nie powinny korzystać ze środków unijnych, chyba że wyłącznie w ramach pomocy publicznej.

Problem czasu…

Problem jest znacznie bardziej skomplikowany niżby się wydawało. Decydując się na korzystanie ze środków unijnych dyrektorzy instytucji kultury zobowiązują się, iż w okresie 5 lat od zakończenia realizacji przedsięwzięcia nie będą czerpać nadmiernych korzyści z infrastruktury projektowej, w tym nie będą prowadzić działalności gospodarczej. A zatem dzisiejsze korzystanie ze środków unijnych wielu instytucjom blokuje możliwość działania zgodnie z zasadami wolnego rynku jeszcze przez kilka lat, szczególnie w obszarze działalności gospodarczej.
Nie jest z tych obaw do końca zwolniona działalność kulturalna. Urynkowienie tejże działalności wiązać się powinno ze zwiększeniem przychodów z tytułu właśnie działalności kulturalnej (skoro gospodarczą należy w ogóle odrzucić). Najlepiej by było, gdyby przychody pokryły koszty, tak aby ideę schodzącego finansowania można było wprowadzić w życie. Ale znowu naprzeciw wychodzą zobowiązania umów o dofinansowanie – na podstawie przewidywanych kosztów i przychodów ocenia się poziom finansowania projektu. Jeżeli przychody przewyższą koszty należy posłużyć się metodą „luki finansowej”, która jest bardzo niekorzystna i obniża poziom finansowania projektu. Kwestie te podlegają monitoringowi przez okres owych 5 lat po zakończeniu realizacji projektu.

Co robić?

Reasumując instytucje kultury realizujące projekty z UE mają trzy wyjścia:
1. funkcjonować na dotychczasowych niekomercyjnych zasadach tzn. bez prowadzonej działalności gospodarczej i działalności kulturalnej generującej przychody na dotychczasowym zazwyczaj niskim poziomie;
2. rozpocząć działalność gospodarczą i zrezygnować (nie ubiegać się albo zwrócić) z dofinansowania; w najlepszym wypadku instytucja może ubiegać się o niższe dofinansowanie;
3. rozpocząć prowadzenie działalności kulturalnej na poziomie pozwalającym pokryć bieżące koszty, co w konsekwencji może doprowadzić do zwrotu części dofinansowania.

Dla wielu instytucji wybór nie jest trudny, wręcz oczywisty, ale nie prowadzący do żadnych zmian na lepsze – wybierają pierwsze rozwiązanie …

ekspert ekspert

13.08.09, 10:54

Recepta na dobry związek ...
Agata Siwiak
Dyrektor Artystyczna Festiwalu Dialogu Czterech Kultur i Miejskiej Instytucji Kultury Miasto Dialogu w Łodzi.

W ostatnich latach obserwujemy w przestrzeni kultury artystycznej wielką karierę tzw. projektów. Często wyznaczone przez konkretny temat są swoistymi dziełami konceptualnymi, w których wyraziście przenikają się i wzajemnie kontekstują rozmaite tropy kulturowe: estetyczne, polityczne, społeczne, historyczne etc. Projektami mogą być zarówno rozbudowane festiwale i biennale, wizjonerskie programy rewitalizacji przestrzeni historycznych na cele kulturalne, jak i spójne merytorycznie cykle tematyczne w domach kultury. Można śmiało powiedzieć, że myślenie projektowe zadomowiło się na dobre w polskiej kulturze. Refleksji artystycznej dotyczącej projektów rzadko jednak towarzyszy analiza na poziomie zarządzania i idące za nią nowe modele organizacyjne.

Projekty bywają nadbudowane na istniejący już organizm instytucjonalny (na przykład produkowany przez Wrocławski Teatr Współczesny Festiwal Dialog-Wrocław, związany z Teatrem Dramatycznym Festiwal Warszawa Centralna, czy Festiwal Komiksu organizowany przez Łódzki Dom Kultury), ale mogą być też inicjatywą oddolną, wyrosłą na gruncie pozainstytucjonalnych ruchów obywatelskich, dla których platformą działań stają się fundacje, czy stowarzyszenia. W ten sposób powstał blisko dwie dekady temu poznański Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta (dla organizacji wydarzenia powołano Fundację Malta), czy projekt, którego obecną formułę postaram się Państwu przybliżyć, a mianowicie ufundowany przez Barbarę i Witolda Knychalskich w 2002 roku łódzki Festiwal Dialogu Czterech Kultur (www.4kultury.pl).

Na początku 2008 roku festiwal przeszedł rewolucję organizacyjną: na mocy umowy pomiędzy Fundacją „Festiwal Dialogu Czterech Kultur” i Miastem Łódź powstała Miejska Instytucja Kultury „Miasto Dialogu” (www.miasto-dialogu.pl), której głównym celem ma być organizacja festiwalu. Na taką formę kooperacji zezwala art. 21 Ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej wg której JST, jak również MKiDN mogą na podstawie umowy zawartej z osobą fizyczną, osobą prawną lub jednostką organizacyjną nie posiadającą osobowości prawnej tworzyć instytucje kultury (ust. 2). W umowie strony określają wielkość środków wnoszonych przez każdą z nich, niezbędnych do prowadzenia działalności przez instytucję kultury (ust. 3) oraz określają swoje uprawnienia odnośnie do treści statutu, powołania dyrektora, likwidacji instytucji, a także wskazują organizatora prowadzącego rejestr tej instytucji (ust. 4).

Dzięki powołaniu instytucji miejskiej festiwal może planować swoje działania w perspektywie długofalowej – dotacja miasta stanowi rdzeń budżetu, pozwalający na sfinansowanie najbardziej strategicznych wydarzeń programowych. W przeciwnym wypadku naszą jedyną szansą na uzyskanie dotacji z Urzędu Miasta byłby coroczny konkurs – informację o dofinansowaniu uzyskalibyśmy najwcześniej w połowie cyklu przygotowań FD4K. Zbyt późno by kreować międzynarodowe wydarzenie, które ma być jedną z kart przetargowych w walce o ESK 2016.

Miasto Dialogu nie jest jedynym efektem podobnej współpracy Urzędu Miasta Łodzi i trzeciego sektora. Szlaki przetarła powstała w 2007 roku Fabryka Sztuki (www.fabrykasztuki.org) – interdyscyplinarne centrum artystyczne działające w kompleksie fabrycznym Karola Scheiblera (w PRL-u zakłady Uniontex) – stworzona na mocy umowy Urzędu Miasta, fundacji Łódź Art Center i Stowarzyszenia Teatralnego „Chorea”. Tuż po powołaniu Miasta Dialogu urząd miejski podpisał umowę z Fundacją Sztuki Świata (założoną przez współwłaściciela Grupy Atlas Andrzeja Walczaka, dyrektora Festiwalu Camerimage Marka Żydowicza i reżysera Davida Lyncha), której owocem jest „EC1 Łódź – Miasto Kultury” (http://www.ec1lodz.pl) – instytucja zajmująca się realizacją wizjonerskiego projektu rewitalizacji postindustrialnego kompleksu fabrycznego EC1 na cele kulturalne.

Struktura organizacyjna Miasta Dialogu – instytucji przygotowującej w ramach każdej edycji około 50 wydarzeń, których część stanowią własne produkcje i koprodukcje – nie jest rozbudowana. Na stały zespół składa się 9 osób (8 etatów): dyrektor naczelny, dyrektor artystyczny, szef i asystent biura festiwalu, dwuosobowy dział księgowości, szef i asystent biura programowego, specjalista IT. Struktura instytucji macierzystej niemal w całości pokrywa się ze strukturą projektową FD4K. Poza zespołem etatowym nad projektem pracuje, rozszerzający się w toku przygotowań, zespół pracowników zaangażowanych na podstawie umów-zlecenie i umów o dzieło: dyrektor artystyczny FD4K (za koncepcję artystyczną festiwalu jestem odpowiedzialna razem z Grzegorzem Niziołkiem), kuratorzy (autorzy merytorycznej koncepcji poszczególnych elementów programu), specjalista ds. PR, autorzy kreatywnej koncepcji marketingowej, biuro prasowe, producenci, autorzy druków (grafik, redaktor).

Praca nad jedną edycją festiwalu – przygotowanie koncepcji programowej, budżetowanie, wypełnianie aplikacji grantowych, w końcu wdrażanie projektów – trwa optymalnie 1,5 roku. Szczególną uwagę zajmują poprzedzone rezydencjami artystów produkcje i koprodukcje FD4K, dzięki którym projekt nie jest incydentalnym wydarzeniem: spektakle i obiekty artystyczne będące owocem festiwalu są w obiegu sztuki przez cały rok, pojawiając się na innych festiwalach i biennale. Taka działalność jest kluczowa dla naszej strategii kulturotwórczej z jednej strony (nie tylko prezentujemy wydarzenia, ale także stymulujemy powstawanie nowych), z drugiej dla całorocznej strategii promocyjnej.

Newralgicznymi obszarami wykonalności projektu są ograniczenia finansowe (coroczny wkład miasta jest fundamentem naszego budżetu, jednak nie zaspokaja całości potrzeb) i zasobowe – instytucja nie posiada własnych warsztatów i pracowników technicznych, przestrzeni teatralnych, czy ekspozycyjnych. Rozwiązaniem są koprodukcje z instytucjami posiadającymi odpowiednią infrastrukturę. Ponadto brak własnych przestrzeni zainspirował nas do wpisania wydarzeń festiwalowych w emblematyczną dla Łodzi architekturę pałacowo-industrialną, często znajdującą się poza głównymi szlakami miasta, na co dzień niedostępną dla mieszkańców, a przecież stanowiącą największy bodaj potencjał Łodzi: premiera Ziemi obiecanej w reż. Jana Klaty odbędzie się w kompleksie fabrycznym Karola Scheiblera, międzynarodowa wystawa sztuki współczesnej Anabasis kuratorowana przez Adama Budaka w willach fabrykanckiej rodziny Grohmanów, a projekt taneczny :PK: Kai Kołodziejczyk i Joanny Szymajdy na terenie centrum przemysłowego EC1. Taki kierunek działań wymaga ogromnych nakładów organizacyjnych – przestrzenie te nierzadko są w kiepskim stanie technicznym; wielokrotnie zdarzało nam się, że wymarzony pałac, czy fabryka nie nadawały się do adaptacji, grożąc katastrofą budowlaną.

Najbardziej ryzykownym obszarem zarządzania projektem jest jednak zarządzanie finansami. Odpowiedzi dotyczące dofinansowania tegorocznej wrześniowej edycji spływały od stycznia do chwili obecnej. Każda odpowiedź jest momentem, w którym potencjalnie należy być przygotowanym na rekonfigurację programu. Takie operacje bywają karkołomne – w przypadku programu tematycznego, konceptualnego, gdy wypada jedna cegiełka, runąć może cała konstrukcja. Nawet jeśli w najlepszej wierze szacujemy ryzyko, rzetelnie analizując wszystkie dane, zdarza się odwoływać projekty i współpracę, a to podważa naszą wiarygodność. Ryzyko finansowe jest zmorą instytucji, które budują swój budżet w oparciu o wiele źródeł finansowania. Zmorą, ale jednocześnie koniecznością i szansą rozwoju.

Tegoroczny FD4K w 58,7% finansowany jest ze stałej dotacji dla Miasta Dialogu; w 6,7% z budżetu Urzędu Miasta Łodzi przeznaczonego na 65. Rocznicę Likwidacji Litzmannstadt Ghetto; w 6,7% z programu Obchodów 70. Rocznicy II Wojny Światowej, którego operatorem jest Narodowe Centrum Kultury; w 8,4% ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego; 7,2% stanowi wkład zagranicznych fundacji i środków publicznych (Goethe-Institut, Fundacja Współpracy Polsko Niemieckiej, Pro helvetia, Trust for Mutual Understanding, Instytut Camoesa, Austriackie Forum Kultury, Ambasada USA, Fundacja Calouste Gulbenkian, Ministerstwo Kultury Portugalii, DGartes, Ambasada Izraela, Ambasada Francji); udział sponsorów to 5%. Przewidywane środki z wpływów własnych (bilety, katalogi), które szacujemy na 1,5% całego budżetu festiwalu, traktujemy jako wentyl bezpieczeństwa na nieprzewidziane wydatki
W porównaniu do zeszłego roku widać wyraźny spadek zaangażowania sponsorskiego, w edycji 2008 stanowiącego 10% budżetu.

Współpraca JST i trzeciego sektora, zasadzająca się na współprowadzeniu samorządowej instytucji kultury jest formą partnerstwa publiczno-prywatnego, która w Łodzi sprawdza się doskonale. Instytucje te są bardzo aktywne na polu poszukiwania środków spoza budżetu miasta, a zespoły etatowe ograniczone do minimum. Jeśli już jesteśmy przy temacie etatów, smutna refleksja: eksperci mówią o konieczności deetatyzacji (z czym w pełni się zgadzam), pomijają jednak istotne szczegóły takiego ruchu: konieczność opracowania systemu świadczeń socjalnych dla nieetatowych pracowników sektora kultury i regulacji prawnych związanych z zaostrzeniem kar za nieterminowe wypłacanie wynagrodzeń na umowę o dzieło, czy umowę-zlecenie, co w naszym kraju jest niestety powszechną praktyką.


Agata Siwiak
Dyrektor Artystyczna Festiwalu Dialogu Czterech Kultur i Miejskiej Instytucji Kultury Miasto Dialogu w Łodzi. Kulturoznawczyni, kuratorka projektów teatralnych i interdyscyplinarnych. Absolwentka Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, gdzie ukończyła kulturoznawstwo oraz Zarządzanie Instytucjami Kultury. W latach 2004-2007 związana z Narodowym Starym Teatrem w Krakowie, w którym szefowała festiwalowi baz@rt oraz zajmowała się impresariatem i projektami międzynarodowymi. Prowadzi zajęcia z zakresu zarządzania, dramaturgii i produkcji projektów artystycznych w instytucie kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 2002-2004 pracowała w Teatrze Polskim we Wrocławiu, gdzie wraz z Pawłem Miśkiewiczem organizowała Festiwal EuroDrama.

Oxymoronkr Oxymoronkr

31.08.09, 23:13

ewolucja.. czy ...rewolucja
„Zatem ewolucja czy rewolucja? Zamach na wolność artystów czy konieczność? Sądzę, że konieczność …” – cytat z postu.

Na Boga – ewolucja!!!
To konieczność i sprawa odpowiedzialności za byt i przetrwanie i tak już zubożałego środowiska.
Nie stawiam się tu jako obrońca „zastanego” porządku i „usprawiedliwiacza” nieudaczników – jak niektórzy nazywają moje środowisko – słusznie czy też nie, wytykając nam (artystom) brak przystosowania się do zasad panujących w gospodarce wolnorynkowej działającej w Polsce od 20 lat..
Coś w tym powiedzeniu jednak jest, gdy wspomnę sobie, jak skończyły się próby inwestycji w obligacje i akcje giełdowe prezesa ZASP Kazimierza Kaczora (nie Jego wina – mówię tu z przekonaniem, wszak bank wystosował polecenie zapłaty kolejnej transzy, choć już inni wycofywali swój kapitał – winię tu doradców, bankowych również).
Ale szaa!!
Nie będę rozwijał tego wątku , (bo rzecz jeszcze się ciągnie i może to zaszkodzić sprawie). Piszę o tym, by wykazać, że próbowaliśmy się dostosować. Naprawdę.
Ale mamy prawo nie znać się na wszystkim. (Zaproponujcie maklerowi, by wyrecytował monolog Hamleta: „Być albo nie być... (kulturo.. że sparafrazuję kwestię, na konto dzisiejszych rozważań..;-))
I oczywiście nie był to odosobniony przykład. Były próby poszukiwań Strategicznych Mecenasów, pojawiały się zachodnie sposoby „sprzedaży” produktu jakim był spektakl.. Przykład dyrektora Teatru Ludowego, Jerzego Fedorowicza - jego karkołomne wysiłki zwrócenia na swój teatr uwagi; a to skinhedzi w szatach szekspirowskich walczący z kapuletowymi pankami, a to autokary podstawiane w okolicach centrum, wożące widzów do Huty... a to pozyskiwanie Mistrza Znanego z Nazwiska, który dawał rękojmię hitowego tytułu.
Próby wyjścia na ulicę, promocję w mediach, na koncertach... słynny maluch cabrio na przedstawieniu... A przykład dyrektora Teatru Bagatela – przepraszam, że upraszczam (może pan Jacek mi wybaczy płytkość przykładów i skróty myślowe dla potrzeb tego tekstu) – sprowadzanie Danusi Stenki i Domagarowa.. hity komediowe, albo górna półka popularnej, choć komercyjnej literatury.. a Groteska, gdy nastał Adolf Weltschek.. nowe przestrzenie (scena, Rynek, ulica), nowe pomysły, hity, parady, maski, lalki, żywy plan, off off Groteska, dorośli.. dzieci...

Pisać by dużo... i o innych.. ( i przepraszam, że tylko w kontekście krakowskim – aleć: koszula bliska ciału).
Wystarczy:
Dałem przykłady instytucji kultury, które wykazywały dochody.. widownia pękała w szwach, zapisy na spektakle – z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem (piszę w czasie przeszłym, ale tylko dla kompozycji tekstu; dziś też miewają coś do zaproponowania).
Qrcze.. napisałem: „miewają”.. oj oberwie mi się...;-)
No.. dobra. Ale nie to jest tematem mego postu.
Dałem przykłady, że próby dostosowania się do nowej sytuacji były czynione. (Również w sferze oszczędności finansowych).
Były. Mimo niesprzyjającej atmosfery wokół: pierwsza próba reformy (opcja „zero” – zamykamy co się da...)
Druga reforma – zmiana Organizatora ( i znów opcja „zero” – jeden teatr w mieście, jeden marszałkowski i walczymy, „komu uda się załatwić patronat ministra”). Po drodze kryzys 2002-2003.
To na górze.
A w teatrach – redukcje etatów – „panie dyrektorze, dlaczego tylko w zespole artystycznym?!” „Bo INNI mają silne związki zawodowe, z Wami nikt się nie liczy. ZASP? Wszak to Stowarzyszenie! Nie ma praw związku zawodowego. Z Wami łatwiej oszczędzić.
Tak było..
Wiecie Państwo, że w Krakowie jest ponad 200 bezrobotnych aktorów?! Wielu w pełni sił twórczych... (to dygresja).
Ofiary transformacji. Prób dostosowania się. Widuję Ich - na „Opłatkach”, „Jajeczkach” w ZASPie – w skromnych paltocikach. Wielu znanych, kiedyś chodziłem do teatrów i „uczyłem się” od Nich zawodu.
Powtarzam, nie bronię ich.
Ale ubolewam, że nie stworzono im innego, alternatywnego pola eksploatacji ich talentu.
Gdzie wytwórnie filmowe – w Warszawie..
Gdzie castingi reklamowe – w Warszawie..
Radio i słuchowiska – w Warszawie..
(kiedyś telewizja Kraków robiła fantastyczne widowiska dla Teatru Telewizji.. Radio Kraków – wspaniałe nowele radiowe).
Dlaczego nie robią? T R A N S F O R M A C J A.
Wolny rynek. Oszczędności.

Dziś na forum przedkongresowym czytam: obrona korporacyjna za cenę obrony miejsca pracy. Blokada środowiska. Strach przed konieczną reformą.
Tak. Coś w tym jest. Ale coraz mniej już mamy do obrony.
I jeszcze jedno.
Zauważyli Państwo, że o reformie w kulturze (a więc i w instytucjach kultury) zabierają głos finansiści, mecenasi, teoretycy kultury, socjologowie, statystycy, docenci teatrologii, krytycy teatralni (oni zawsze, ale często nie na temat.. bo to podobno niedoszli aktorzy ;-) [żart] a nie widać twórców słowa, (muzyki, plastyki...?!).
Bo jesteśmy słabym (mimo wszystko) teamem. Nas łatwo pokonać. Bo co? Zastrajkujemy - nie wychodząc na scenę..? okopiemy się w garderobach? Wyjdziemy na ulice i zaczniemy palić scenariusze?
My umiemy „grać”. Stwarzać iluzje życia na scenie nie dając sobie rady z rzeczywistością. Umiemy bawić publiczność, śmiać się przez łzy.. coraz częściej..
Ale nie umiemy bronić swoich interesów. Nie umiemy bronić „swego” za pomocą argumentów. Czasami kilku spróbuje coś zrobić, pokończą kursy menedżerów i idą w „urzędników”. Wydaje im się, że można pogodzić bycie w sztuce i „robienie” dla sztuki. A to trudne. I tak oto nie ma za bardzo kto nas bronić.
Mamy ZASP – Związek Artystów Scen Polskich – ale działa on w umocowaniach prawnych Ustawy o Stowarzyszeniach. Kuda jej do obrony praw pracowniczych w rozumieniu Ustawy o Związkach Zawodowych.
Ale najgorsze jest to, że my wiemy że reformy są potrzebne. Poznaliśmy zasady panujące w instytucjach kultury w Anglii, Francji, Niemczech, USA (Związek Zawodowy Dyrektorów Teatrów przygotował nam raport). Ale ciągle naiwnie myślimy, że uda się uratować etatowość (choć i tak marnie płacą), socjale, półtoramiesięczne urlopy, i status – „władcy dusz” (tu; nieliczni).
Więc co zrobić, byśmy uwierzyli, że ci co piszą nam o potrzebie reformy nie zniszczyli nam „zespołowości” – bez której nie zagra się „Wesela” ( kiedyś mówiono, że dobrze zbudowany zespól artystyczny w teatrze to taki, który ma potencjalnych kandydatów do każdej roli w tym dramacie Wyspiańskiego).
A przecież każdy z nas (aktorów) wie, że dobry spektakl może stworzyć tylko zgrany, znający się zespół. My to wiemy.
A Wy? Państwo Reformatorzy.. czy wiecie jak długo buduje się zespól? Artyści Komedii Francuskiej wiedzą..
Ale u nich są też Kompanie tworzone na jedną realizację.. są trupy wędrownych artystów (pewnie reforma wymusi powrót do scen objazdowych, wiemy to), tam rzadko są etaty, czasami trzeba „pokelnerować” w kawiarni, pobiegać na castingi. Ale jak przyjdzie rola to można potem opłacić sobie kilkuletni „tamtejszy ZUS”.

Dlatego nie wylewajmy „dziecka z kąpieli”. Reformujmy, zmniejszajmy, wprowadzajmy nowe formy, racjonalnie korzystajmy z pieniędzy.. ale pamiętajmy o ludziach, szeregowych „żołnierzach” resortu kultury. Bo bez nich, ich talentów nie powstanie „wielka Sztuka”. Również w „objeździe”, wzorem choćby - Reduty.
Tam też ma przecież trafić sztuka, prawda? Sztuka.
A o niej nie zapomnimy, gdy właśnie ewolucyjnie przeprowadzimy Lud Artystów do Ziemi Obiecanej – miodem i dobrą Ustawą o Działalności Kulturalnej płynącej.

Żeby nie zabrzmiało finalnie, że jestem przeciwnikiem zmian (bo nie jestem) powiem, że gorąco kibicuję wszystkim dobrym pomysłom i dziękuję wam, Drodzy Koledzy, którzy odważyliście zabrać głos w sprawie tak trudnej, jaką jest nasza wspólna rzecz – Kultura. Jednocześnie liczę na mądrość decydentów, którzy wykorzystają (taką mam nadzieję) najlepsze rozwiązania i wypracowane pomysły Kongresu, pozwalając nam dalej „robić swoje”, w nowej rzeczywistości prawnej - dla tych, bez których nie istniałby Teatr – dla naszej Publiczności.

ekspert ekspert

17.09.09, 10:39

Artysta o duszy przedsiębiorcy, czy może przedsiębiorca o duszy artysty?
Otrzymałem kilka pytań dotyczących mojego działania zawodowego w sferze sztuki, jedno z nich to czy możliwe jest prowadzenie prywatnego biznesu w sferze kultury? Jako artysta mówię NIE , bo to nie jest działanie twórcze i NIE, nawet wtedy gdy robimy coś innowacyjnego gospodarczo z użyciem sztuki. To oczywiście zdanie artysty, którego zadaniem i powołaniem jest tworzenie wiekopomnych dzieł i realizowanie wspaniałych pomysłów artystycznych nie mówiąc już o ustawicznej pracy nad wykreowaniem własnego znaku , zaznaczeniem swojej postawy twórczej oraz identyfikacji artystycznej. No właśnie i teraz zaczynamy schodzić do możliwości urealnienia tych realizacji, które szybkim krokiem prowadzą do konieczności wprowadzenia elementu biznesowego w pracę twórczą !

1. Z jednej strony mamy do czynienia z tym co dotyczy samego artysty , na co ma bezpośredni wpływ i możliwość kształtowania . Dotyczy to zbudowania własnego warsztatu pracy z pracownią , narzędziami , materiałami do pracy, własnym zapleczem organizacyjnym i tu z ewentualną pomocą techniczną osób trzecich, transportem oraz dokumentacją pracy artystycznej, która też powinna znaleźć swoje miejsce na ogólnie dostępnych nośnikach cyfrowych. Te wymienione niezbędności nie dotyczą rzecz jasna biznesu artystycznego z jednym małym zastrzeżeniem ... kosztują i dlatego jeżeli artysta ma to zaplecze mieć stworzone musi ktoś lub on sam je sfinansować. Rolą biznesmena jest zarabianie pieniędzy, czy rolą artysty również - czy tylko jest stworzony do tworzenia ?

2. Z drugiej zaś to wszystko na co nie ma najmniejszego wpływu co jest mu dane jako struktura państwa ,ewentualnego choć nie istniejącego jeszcze w Polsce rynku sztuki oraz możliwości promocji działań artystycznych. I co tu jest takiego co nie jest możliwe do zaakceptowania? To przede wszystkim nie możliwość zaprezentowania własnej indywidualnej oferty artystycznej brak możliwości konfrontacji i innymi postawami twórczych poszukiwań i to ze względu na brak profesjonalnych pokazów, zbiorowych wystaw oraz profesjonalnej krytyki artystycznej skupionej teraz w rekach kilku osób nie posiadających możliwości ani wiedzy do usytuowania polskich postaw twórczych w określonym miejscu w sztuce światowej a jedynie promujących krąg często przez siebie wymyślonych artystów. A krytyczne spojrzenie ogranicza się jedynie do zapatrywania się na mody innych nacji przychodzące do nas z opóźnieniem oraz na koniunkturalny aplauz dla artystów powiązanych z zamkniętym kręgiem kolegów podporządkowanych wybranym ośrodkom promocji sztuki , lub też wdeptywaniem w ziemię tych którzy do tego kręgu nie należą. Nie używając w obu wypadkach argumentów zgodnych z wiedzą, lecz przede wszystkim z własnym interesem. A nieliczne wyjątki potwierdzają tylko tę regułę Oczywiście specjalnie użyłem słowa „interes” bo oto od tego momentu zaczyna się „prawdziwe” kształtowanie biznesu w sztuce.

A skoro biznes to na czym tu można zarobić ? Ustawiczne promowanie nawet słabych artystów przekłada się na możliwość udowodnienia ,że to przecież dobrzy artyści . Skoro tak to jeżeli zbieramy kolekcję prac do Muzeum X to komisja decydująca o zakupach – składająca się często również z tych samych osób – podejmie z pewnością jedynie słuszną decyzję. Tak więc koło się zamyka i jest w tym oczywiście jakaś metoda, której podwaliną jest także brak właściwej edukacji wyrabiającej w odbiorcach własne postrzeganie a metoda „zestawu obranych kartofli ” w renomowanej galerii tylko te braki zaznacza ogłupiając i widzów i artystów.

Skoro myślimy o biznesie w sztuce to powinno to mieć także miejsce w międzynarodowej skali. Trzeba zadać sobie również pytanie czy Polska jest zainteresowana w zarabianiu na swojej kulturze , na polskiej sztuce. O zarabianiu dzięki niej i z niej. O promocji Polski za pośrednictwem kreacji artystycznej i biznesu artystycznego, należałoby również poruszyć temat znakomitego produktu jakim polska sztuka niewątpliwie jest. Szkoda tylko, że tak znakomicie uniemożliwienia to działanie instytut do tej promocji powołany. Być może również dlatego, że we wszystkich tych konfiguracjach pojawiają się jak mantra te same zestawy i krytyko-menagerów i podległych im artystów. Nie widzę także żadnej innej koncepcji poparcia dla uaktywnienia ogromnego pola, którym może być działalność pośredniczących agencji, menagerów, promotorów i zwykłych pośredników w organizowaniu przedsięwzięć świata sztuki tak w kraju jak i za granicą.

Mam jednak nadzieję, że najbliższe dwadzieścia lat stworzy możliwość lepszego spojrzenia na te problemy, dzięki mediom elektronicznym szerszemu dostępowi do informacji i zawiązującym się nowym inicjatywom bazującym na zasadach powszechnie funkcjonujących choćby w krajach UE zostaną zastosowane w sztuce podobnie jak teraz zapożyczone systemy gospodarcze, bankowe czy wojskowe. Wtedy instytucje związane z biznesem działającym na tkance artystycznej z pewnością rozbłysną będąc ciekawą propozycją zarówno dla koneserów jak i inwestorów.

Artysta Malarz Instalator
JÓZEF KRZYSZTOF ORACZEWSKI

Urodził się 7 czerwca 1951 roku w Warszawie. Z uwagi na zakres podejmowanych tematów artystycznych i dzięki stosowanym technikom twórczym jest bardzo cenionym w świecie współczesnym malarzem polskim. Artysta uprawia malarstwo sztalugowe, malarstwo wielkoformatowe, rysunek i grafikę. Osobną i zarazem bardzo wysoko ocenianą dziedziną jego twórczości są instalacje przestrzenne, które przyniosły mu już należną pozycję międzynarodowego autorytetu w tej dziedzinie sztuki. Znaczący dorobek międzynarodowych dokonań artysty jest naturalną kontynuacją ukończonych studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w roku 1975. Ukończenie ASP zostało dodatkowo uhonorowane przyznaniem wielu nagród i specjalnych wyróżnień potwierdzających jego talent i wcześnie zaznaczoną drogę rozwoju artystycznego. W roku 1977 artysta uzyskał dyplom Studium Scenografii Teatralnej i Filmowej u profesora Józefa Szajny. Dotychczasowy dorobek Józefa Krzysztofa Oraczewskiego stanowi zorganizowanie ponad
40-tu wystaw indywidualnych oraz udział w licznych ekspozycjach zbiorowych na całym świecie. W kolekcjach państwowych i prywatnych w kraju i za granicą, znajduje się ponad 500 jego prac.

rkasprzak rkasprzak
(moderator)

06.10.09, 07:10

Rynek, marketing, orientacja pro konsumencka …
Czasami odnoszę wrażenie, że ewentualna konieczność wprowadzenia rynkowych zasad funkcjonowania instytucji kultury jest przez wielu odbierana, jako tożsama z przestawieniem się na produkcję oferty skierowanej tylko do szerokiej publiczności o niezbyt wyrafinowanym guście. Czy faktycznie funkcjonujące na rynku innych dóbr i usług podmioty zmuszone były do zaprzestania ambitnych projektów a skoncentrowania się na wytwarzaniu masowych dóbr? Analiza zachowań podmiotów funkcjonujących w innych branżach wskazuje, że jednak nie do końca. Kluczowym aspektem związanym z odnalezieniem się każdego z podmiotów na rynku jest wyraźne zdefiniowanie rynku docelowego dla jego produktów. W dzisiejszych czasach praktycznie nie ma najmniejszej szansy na przetrwanie podmiot produkujący i sprzedający wszystko, dla wszystkich. Taka orientacja marketingowa (o ile taką strategię można nazwać orientacją marketingową) prowadzi niestety do nieuchronnej klęski na konkurencyjnym rynku. Warto pamiętać, że dzisiaj to klient ma władzę. Fakt ten jest często w okresie prosperity zapominany, jednakże w dniach kryzysu każdy natychmiast o nim sobie przypomina. Ale póki co zostawmy konsumenta i wróćmy do budowania strategii marketingowej. Każdy z podmiotów powinien wyodrębnić grupy produktów dostosowane do potrzeb klientów, a następnie konsekwentnie nimi zarządzać. Czy w tym wszystkim jest miejsce na wytwarzanie produktów elitarnych? Obserwacja innych branż pokazuje, że tak, co więcej dotychczasowe analizy sprzedaży pokazują, że to właśnie rynek dóbr luksusowych jest względnie odporny na zawirowania gospodarcze.

Czy można w tych zachowaniach odszukać jakieś pomysły możliwe do zaaplikowania w instytucjach kultury? Sądzę, że obserwacja zachowań przedsiębiorstw z innych branż może pomóc w wypracowaniu strategii funkcjonowania „uryn kowanego” podmiotu. Od czego zatem rozpocząć pracę? Zawsze w takich przypadkach polecam jako punkt wyjścia analizę klienta. Kim jest Twój klient? Jakie ma potrzeby? Dla czego i z jakich powodów decyduje się na uczestnictwo w kulturze?

Czy zatem znasz swojego klienta?
W sumie: 7  
« Grudzień 2019 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31
10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »

Rozmawiać o designie - dlaczego nie?


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo