Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Ugoda Google

Projekt ugody Google, umożliwiającej digitalizację książek budzi ogromne zainteresowanie i może mieć znaczenie także dla polskich wydawców i autorów.

W sumie: 4  

ttargosz ttargosz
(moderator)

04.06.09, 07:31

Ugoda Google
Projekt ugody Google, umożliwiającej digitalizację książek budzi ogromne zainteresowanie i może mieć znaczenie także dla polskich wydawców i autorów.

k.czyzewski k.czyzewski

04.06.09, 08:05

a może warto się obudzić?
Nie zdarza się często, by jakaś sprawa dotycząca prawa autorskiego budziła szerokie zainteresowanie poza wąskim kręgiem osób, których dotyczy i była dyskutowana w mediach. Jeśli już, to dotyczy to spraw z krajowego podwórka. Tym bardziej warto wspomnieć o sprawie ugody („Ugoda”) jaką firma Google Inc. („Google”) zawarła z autorami i wydawcami książek z USA. Pomimo, że Ugoda została zawarta 28 października 2008 roku, dyskusje nad nią są nadal gorące, a sprawa wzbudza wiele emocji.

Ugoda, o której mowa, kończy wieloletni spór, jaki autorzy i wydawcy w USA toczyli z Google, w sprawie korzystania przez Google z praw autorskich do książek digitalizowanych i udostępnianych za pomocą programu „google book search”. W sprawie zapewne nie byłoby nic interesującego dla autorów i wydawców z Polski, gdyby nie to, że zawarta przed amerykańskim sądem, ugoda, dotyczyć może, tak samo jak amerykańskich, tak i utworów opublikowanych w Polsce jak i napisanych przez Polaków.

Okazuje się, że już ten sam fakt – że zagraniczny sąd może decydować o prawach Polaków bez ich bezpośredniego udziału – budzi wśród wydawców i autorów poważny sprzeciw. Sama Ugoda, jak to przystało na poważny dokument amerykański, liczy sobie grubo ponad 100 stron (samo streszczenie to ponad 30 stron) i jest napisana językiem prawniczym właściwym dla systemu prawa amerykańskiego.

Pojawia się zatem podstawowe pytanie - czy polscy autorzy i wydawcy powinni w ogóle zajrzeć do Ugody? Czy ona ich rzeczywiście dotyczy?


Ugoda dotyczy wyłącznie książek, które zostały opublikowane do dnia 5 stycznia 2009 roku i które korzystają z ochrony prawoautorskiej na terytorium USA.

Jeśli chodzi o chronione książki „nie-amerykańskie”, w tym „polskie”, upraszczając, zgodnie z amerykańskim prawem, będą to książki, do których prawa zostały zarejestrowane w US Copyright Office (co do polskich utworów rzadko będzie miało zastosowanie) bądź te, które są w USA chronione na mocy umów międzynarodowych, których stroną jest co najmniej USA i kraj, z którego książka pochodzi. W przypadku Polski będzie to Konwencja Berneńska i Powszechna Konwencja o Prawie Autorskim. A datą początkową – która ma znaczenie dla objęcia danej książki Ugodą - będzie 16 lutego 1927 roku (oczywiście jeśli utwory stworzone po tej dacie nadal korzystają z ochrony prawnoautorskiej zgodnie m.in. z zasadą, iż ochrona trwa do upływu 70 lat od śmierci autora).

Pisząc o książkach „polskich” mam na myśli, zarówno te opublikowane po raz pierwszy w Polsce jak i te napisane przez Polaków. Inna jest jedynie formalna podstawa ochrony tych książek na terytorium USA (w pierwszym przypadku reguluje to Tytuł 17 US Code w sekcji 104.b.2 w drugim przypadku chodzi o sekcję 104.b.1. tego aktu). Nieco odmiennie przedstawia się jedynie sytuacja z książkami napisanymi przez Polaków, a po raz pierwszy opublikowanymi na terenie USA. Ze względu jednak na niezwykle złożoną sytuację tych książek, zależną od daty ich publikacji i fakt, iż relatywnie takich książek jest niewiele, pozwolę sobie pominąć dywagacje na ten temat w niniejszej krótkiej informacji.

Warto zaznaczyć, iż Ugodą m.in. nie są objęte czasopisma, nuty, luźne notatki ani utwory, które trafiły do domeny publicznej (nie są już chronione prawem autorskim) lub materiały nie korzystające z ochrony prawoautorskiej.

Ugoda natomiast może dotyczyć niektórych elementów składowych książek.

A jakie uprawnienia Ugoda przyznaje Google?

Tu warto skupić się nie na poszczególnych sposobach korzystania z książek – a jest ich kilka – ale przede wszystkim na ograniczeniach jakie sama Ugoda narzuca Google.

Co bowiem istotne, uprawnienia Google opisane Ugodą dotyczą korzystania z książek wyłącznie na terytorium USA. Ugoda nie reguluje korzystania z nich poza tym terytorium (w tym w Polsce), a zatem ani nie zezwala na takie korzystanie, ani takiego korzystania nie zabrania.

Czym zatem jest korzystanie „na terytorium USA”? Czy decydujące tu jest miejsce zgromadzenia książek w postaci cyfrowej (serwery w USA) czy może miejsce, z którego można uzyskać do nich dostęp (potencjalnie ekrany komputerów na całym świecie), a może w grę wchodzi jeszcze inny czynnik?

Nad tą kwestią długo dyskutowałem z jednym z prawników tworzących Ugodę po stronie wydawców z USA i dowiedziałem się, że Google wspomniało, iż dołoży starań, by książki nie mogły być wyświetlane za opłatą przez (dla) użytkowników znajdujących się poza USA (prawdopodobnie przy zastosowaniu ograniczeń wynikających z klasyfikacji numerów IP przyznawanych komputerom w poszczególnych krajach). Obowiązku takiego jednak Ugoda na Google nie nakłada.

Gdyby zatem książki w ten sposób były dostępne na danym terytorium, poza USA, bez zgody uprawnionego, a takie wykorzystanie stanowiłoby naruszenie praw autorskich do danej książki, zgodnie z prawem kraju, w którym doszło do takiego wykorzystania, uprawniony mógłby zgłosić wobec Google stosowne roszczenia. Co więcej, w takiej sytuacji mógłby on również skorzystać z dostępnych narzędzi prawa amerykańskiego, by ścigać czynności przygotowawcze do takiego nielegalnego wykorzystania.

Jaką zatem Google przyjmie praktykę? Zobaczymy. Na razie Google próbuje argumentować (m.in. w jednej ze spraw przed sądami francuskimi), że decydujące dla oceny miejsca korzystania jest miejsce przechowywania plików – czyli w przypadku Googla terytorium USA. Co jeśli ta teoria – choć bardoz kontrowersyjna - uzyska poparcie niektórych sądów krajowych?

Po drugie, istotne jest również to, że pełne korzystanie (w postaci wyświetlania lub udostępniania) może dotyczyć wyłącznie książek niedostępnych w handlu dla klientów w USA. Jeśli książka jest dostępna, na wykorzystanie opisane powyżej, Google musi uzyskać wyraźną zgodę uprawnionego.

Problematyczne pozostaje jedynie to, jak Google badać będzie dostępność książek dla klientów w USA. W związku z tym, iż kanał dystrybucji nie ma tu znaczenia, badane będą tak kanały tradycyjne (księgarnie), ale i oferta sklepów internetowych i wysyłkowych – niestety zapewne nie wszystkich, ale tych bardziej popularnych i dostępnych dla klientów z USA.


Jak widać Ugoda może mieć zastosowanie do wielu książek wydanych w Polsce lub napisanych przez Polaków. A skoro tak, warto do niej zajrzeć – lub chodźmy zapoznać się z odpowiedziami na „często zadawane pytania” jakie są umieszczone na stronie www.googlebooksettlement.com. Tam bowiem można dowiedzieć się m.in. tego: co zrobić, by skorzystać z Ugody, jakie wynagrodzenie i za co może nam się należeć, co zrobić, by Ugoda nie miała do nas zastosowania w całości lub w części.

Przede wszystkim warto jednak obudzić się z letargu i przestać negować istnienie Ugody. Ona jest i wiele wskazuje na to, że będzie obowiązywać i będzie miała zasięg światowy. Do czasu jej zatwierdzenia zatem jest nie tylko czas na „wyjście” z Ugody, bądź skorzystanie z jej warunków, ale i na zgłoszenie zastrzeżeń wobec jej postanowień. Być może warto byłoby uregulować w sposób jednoznaczny przynajmniej rozumienie pojęcia „korzystanie na terytorium USA” i „dostępny w handlu na terenie USA/ dla klientów z USA”? W przeciwnym razie znaczenie Ugody może się dynamicznie zmieniać w czasie, na co uprawnieni będą mieli już mniejszy wpływ.

ttargosz ttargosz
(moderator)

06.08.09, 10:09

Konsekwencje ugody Google
Tzw. ugoda Google jest niezwykle interesującym przedsięwzięciem, nad którym można dyskutować z różnych punktów widzenia. Niewątpliwie istotne są problemy związane z określeniem, jaki jest zakres tej ugody lub jakie prawa daje ona twórcom. Można jednak także wybiec nieco w przyszłość. W dyskusji na temat ugody Google, jaka toczy się obecnie praktycznie na całym świecie, zwraca się bowiem uwagę na kwestię monopolizacji wiedzy. Obawa, jaką ugoda ta wzbudza u niektórych jest następująca: dzisiaj to Google musi zabiegać o zgodę na digitalizacje i udostępnienie książek w Internecie, chociaż, jak łatwo zauważyć na przykładzie tej ugody, Google wybrało dość „twardy” model negocjacji – najpierw dokonano naruszeń, a w każdym razie je zapowiedziano, a potem nastąpiły rozmowy z uprawnionymi z tytułu praw autorskich. Jednak sukces tego projektu może wywołać dość daleko idące konsekwencje a pozycja stron może ulec bardzo wyraźnej zmianie. Zalety dostępu do ogromnej bazy książek w sposób umożliwiający czytanie ich w dowolnym miejscu na świecie i na dodatek zaawansowane wyszukiwanie interesujących nas informacji, oczywiście niedostępne w takiej formie w żadnej „normalnej” bibliotece, mogą sprawić, że za kilka lat nie będziemy już wyobrażać sobie świata bez bazy książek Google. Popularność tej bazy może sprawić, że każdy liczący się autor lub wydawca będzie musiał być w niej obecny, ponieważ inaczej przestanie się liczyć na rynku. Niektórzy, być może przesadzając, przewidują, że za obecność w projekcie Google przyjdzie jeszcze zapłacić. Równocześnie ugoda Google znakomicie ułatwia tej firmie zajęcie dominującej pozycji na nowo tworzonym rynku, pozwoli ona bowiem na przynajmniej częściowe rozwiązanie problemu praw autorskich, co jest niewątpliwie, uwzględniając skalę przedsięwzięcia, zadaniem herkulesowym i może być trudne do powtórzenia przez ewentualnych konkurentów . Stąd obawa, że baza wiedzy, która może stać się absolutnym standardem, znajdzie się pod kontrolą jednego podmiotu. Trudno na razie ocenić, na ile obawy te są realne, ale jeśli jest w nich ziarno prawdy, to także uprawnieni powinni „przeprosić się” z pomysłem digitalizacji książek i tworzenia podobnych baz, co w przypadku Google. Wydaje się, że zalety tego projektu są tak duże, że nie będzie już od niego odwrotu. Lepiej więc „płynąć z prądem”, a przy okazji stworzyć dla Google konkurencję.

ttargosz ttargosz
(moderator)

26.08.09, 20:49

Kto jest za, a kto przeciw
Zbliża się termin decyzji w sprawie ugody Google. Wydaje się mało prawdopodobne, by ugoda nie została zatwierdzona, więc wszystkie związane z nią nadzieje i obawy mają szanse się zrealizować.
Spoglądając jeszcze raz na „pole bitwy” warto zwrócić uwagę, kto ugodę popiera, a kto wręcz przeciwnie. Wydaje się, że można z tego wyciągnąć interesujące wnioski. Otóż ugodę popiera wiele wydawnictw naukowych, w tym, np. Oxford University Press, a także inni duzi wydawcy o zasięgu międzynarodowym, jak Bertelsmann. Przeciw jest natomiast wielu wydawców krajowych, w tym z dużych państw takich jak Niemcy czy Francja.
Raczej przeciwne są organizacje zbiorowego zarządzania. Organizacje w takich krajach jak Niemcy, Austria, Szwajcaria czy Hiszpania zachęcają należących do nich autorów do wycofania utworów.

Stanowiska nie zajęła Komisja Europejska, ale na 7 września zaplanowała spotkanie w sprawie ugody (http://ec.europa.eu/internal_market/copyright/copyright-infso/hearing_en.htm#). Rząd niemiecki podobno planuje natomiast wystąpić jako amicus curiae i przedstawić argumenty przeciwko zatwierdzeniu ugody.

Będzie to oczywiście spore uproszczenie, ale USA i Wlk. Brytania wydają się być raczej za, podobnie jak podmioty o zasięgu międzynarodowym, wydające książki w języku angielskim. Natomiast bardziej „lokalni” gracze częściej oceniają projekt Google negatywnie. Co ciekawe, ich książki będą raczej mniej chętnie czytane online – w końcu chodzi na razie o rynek amerykański. Może więc ugoda google to po prostu kolejny przejaw niepowstrzymanego marszu globalizacji?
W sumie: 4  
« Maj 2019 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »

Ryszard Markiewicz

Dyrektor Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Tomasz Targosz

Adiunkt w Instytucie Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo