Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Świetlica z kulturą

Grzegorz Lewandowski pięć lat temu otworzył kawiarnię. Dziś jest jednym z lepiej rozpoznawanych ludzi kultury w Warszawie. Promuje młodych artystów muzyków, malarzy, grafików. Wspiera animatorów kultury. Stwarza ludziom przestrzeń do spotkania. Działa z miłości do Warszawy.

W 2008 roku razem z Martą Wójcicką (ArtAnimacje) i Martą Białek-Graczyk (Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”) zainicjował cykl debat animatorów kultury z miejskimi urzędnikami. Jest przewodniczącym Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury. Niedawno razem z Rafałem Rutkowskim założył alternatywny Teatr Chłodnica.


Paulina Capała: Animator kultury – kto to taki?

Grzegorz Lewandowski: To ktoś, kto chce widzieć i słyszeć i robi coś dla dobra wspólnego. Podejmuje różne działania bo wie, że w nich ludzie uczą się siebie nawzajem. To pasja i wiara w to, że świat można zmieniać na lepszy. Rozwijając siebie animator pomaga także rozwijać się innym. Animator kultury zajmuje się wszystkim, ale przede wszystkim uczy innych samodzielności. Pomaga dojrzewać społeczeństwu obywatelskiemu. Osobiście głęboko wierzę, że to właśnie animatorzy kultury zmienią nasz kraj.

Jesteś animatorem kultury?

GL: Nie wiem. Chyba staram się nim być.

Zakładając pięć lat temu Klubokawiarnię Chłodna 25 wiedziałeś, że „wszelką rewolucję kulturalną wywołują kawiarnie”. Cytat z Kantora jasno o tym informuje znad baru. Już wtedy chciałeś stworzyć świetlicę z kulturą, miejsce wymiany myśli?

GL: Tak, od początku chciałem stworzyć miejsce wymiany myśli, przestrzeń do spotkania i rozmowy. Prezentacja idei, sztuki, kultury jest oczywiście ważna i początkowo była dominującą ideą Chłodnej25 ale dojrzeliśmy już i wiemy, że na tak małej przestrzeni trudno jest realizować poważne projekty. Sztuka jeśli ma być najważniejsza nie może być tłem w kawiarni. Realizujemy oczywiście projekty kulturalne, ale tylko wtedy gdy mamy pewność, że kawiarnia nie będzie w tym przeszkadzała.

Jaką ambicję w takim razie masz w stosunku do Chłodnej?

GL: Najważniejsze jest dla mnie rozwijanie pomysłu tworzenia przestrzeni służącej spotykaniu ludzi i temu, co może z tego spotkania wyniknąć. Najbardziej wierzę w inicjatywy oddolne, wynikające z potrzeb ludzi a nie z planów urzędników czy dużych instytucji. Wierzę, że największe sprawy zaczynają się od tego, że ludzie siedzą, piją kawę, albo piwo i zastanawiają się, jak zmienić świat.

Stworzyłeś przestrzeń dla takich spotkań i rozmów. Na Chłodną przychodzą ludzie, którzy chcą rozmawiać, zmieniać rzeczywistość, którzy mają różne poglądy, albo pijąc kawę właśnie je dookreślają. W tym, co robisz jest jednak coś więcej niż tylko oddanie miejsca, stworzenie dobrych warunków. Od jakiegoś czasu animujesz środowisko warszawskich aktywistów. Mówisz: zobaczcie jest propozycja reformy Hausnera, Komisje Dialogu Społecznego, trzeba zająć stanowisko.

GL: Zależy mi, żeby ludzie, którzy działają w jednym mieście, w podobnym obszarze, którzy chcą animować przestrzeń publiczną, którzy chcą pracować na rzecz innych mieli do tego dobre warunki. A żeby animatorom kultury, niezależnym twórcom mogło żyć się lepiej, potrzebna jest zmiana systemu. Temu się ostatnio poświęcam. Widzę w Warszawie olbrzymi potencjał w środowisku zajmującym się animacją społeczno-kulturalną. Chciałbym, żeby ten potencjał służył w większym stopniu naszemu miastu.

Czyli jesteś bardziej menedżerem kultury niż animatorem?

GL: Nie potrafię tego jasno zdefiniować. Nie chcę być po prostu menedżerem kultury. Nim się momentami bywa.
Co przez to chcesz powiedzieć?

GL: Wracając do początku naszej rozmowy widzę, że myślę o sobie, jako o animatorze kultury. Zależy mi na tym, żeby ludzie spotykali się na koncertach, wernisażach, debatach, żeby chcieli ze sobą być i rozmawiać. Pomagam w tym – to rola animatora kultury. Sam mniej chętnie organizuję, wolę dawać ludziom warunki do tego, żeby sami mogli coś zrobić. Znam wielu ciekawych, niezwykle zdolnych ludzi, których chciałbym pokazać światu. W pewnym momencie zrozumiałem, że sporo tych dobrych, wartościowych inicjatyw nie ma szans na realizację, bo mamy taką, a nie inną pozycję w systemie, bo są takie, a nie inne przepisy. Dlatego włączyłem się do rozmów o kształcie systemu zarządzania kulturą - prowadzonych nadal w zbyt wąskich gremiach. Dla mnie animator kultury działa długofalowo. Przygląda się rzeczywistości, rozpoznaje, co ludziom jest potrzebne i stwarza im do tego odpowiednie warunki. Jeśli po drodze musi siłować się z systemem, to po prostu to robi.

Czasami prowokuje też do dyskusji, pisze pisma, rozmawia z władzami miasta, zajmuje stanowisko, namawia innych do zajmowania stanowiska, a nawet lobbuje? Lobbujesz?

GL: No pewnie. Jak trzeba to lobbuje. Ale zawsze za rozwiązaniami systemowymi, które mogą służyć ogółowi, a nie konkretnym osobom, czy organizacjom.

Warszawska kultura niezależna potrzebuje przedstawicielstwa?

GL: Potrzebuje i to przedstawicielstwo buduje. Nasz środowiskowy lobbing, próby budowania środowiska wynikają z potrzeby załatwienia wielu technicznych spraw na poziomie „roboczym”. Mamy problem z tym, że są niejasne procedury konkursowe - to nad tym pracujemy. Brakuje ekspertów, którzy będą oceniali wnioski – to nad tym też pracujemy. Potrzebna jest rozmowa i dopracowanie priorytetów polityki kulturalnej Warszawy – tym się zajmujemy. Wiem, że udało się zbudować dość silną i rozpoznawalną medialnie reprezentację kultury pozainstytucjonalnej, czy pozarządowej, której część z tych spraw już udało się załatwić. Jest jednak wiele problemów, nad którymi praca zajmie nam lata. Często będziemy musieli podejmować inicjatywy na poziomie wyższym niż lokalny. Po lekturze projektu reformy przygotowywanej przez zespoły prof. Hausnera widzę, że nasze oddolne myślenie i pomysły na zmianę mają szansę na realizację, bo w dokumentach ekspertów rządowych widzę nasze myśli. Nie jesteśmy sami.

Na przykład?

GL: Na przykład taki, że organizacje pozarządowe nie są traktowane na równi z instytucjami kultury przy podziale środków budżetowych chociaż często i coraz częściej znacznie lepiej wypełniają zadania stawiane przed tego typu podmiotami. Świat się zmienia. Trzeba dotować do tych zmian ustawodawstwo. W organizacjach pozarządowych tkwi olbrzymi potencjał, który państwo w sektorze kultury musi zacząć w większym stopniu zauważać. Kolejnym problemem jest wprowadzenie sensownych zapisów promujących wspieranie projektów społeczno-kulturalnych przez biznes. Nie doczekaliśmy się przez 20 lat propozycji wspierających powstawanie partnerstw z sektorem prywatnym. W kontekście pojawiających się pomysłów przerzucania ciężaru finansowania kultury na przedsiębiorców takie regulacje są niezbędne.

Polityka?

GL: Na razie mamy problemy techniczne, których rozwiązanie w mniejszych stopniu wymaga dywagacji ideowo politycznych. Chcę, żeby kultura miała lepszą infrastrukturę, żeby mogła się lepiej rozwijać. Żeby stworzyć system, który wspiera najlepszych, najbardziej kreatywnych. Potrzebujemy do tego przejrzystych i prostych procedur. Potrzebujemy profesjonalnych urzędników i ekspertów mogących pomóc w wyborze dobrych projektów . Jak opanujemy poziom podstawowy – możemy się zająć polityką. Interesuje mnie rozmowa na temat redystrybucji pieniędzy publicznych. W Warszawie mamy 30 mln. złotych na realizacje zadań przez NGO, chciałbym móc porozmawiać i wiedzieć, na co i dlaczego te pieniądze wydajemy. Chciałbym, żeby inni też o to pytali i chcieli wiedzieć. Dlaczego wydajemy 3 mln. na jeden warszawski festiwal? Dlaczego nie ma analiz wydatków, ewaluacji? O tym chciałbym rozmawiać, ale wiem, że na to jeszcze trzeba czasu. Społeczeństwo obywatelskie dojrzewa powoli...

Jaki jest cel na teraz?

GL: Zbudowanie w Warszawie Społecznej Rady Kultury. Warto by było zebrać zespół roboczy, ok. 15- 20 osób – przedstawicieli instytucji kultury, ludzi kultury niezależnej, artystów, aktywistów, przedstawicieli organizacji pozarządowych. Silne, rozpoznawalne osobowości działające „w” i „na rzecz” kultury. Takich liderów, których opinię Miasto weźmie pod uwagę, których głos będzie wyraźnie słyszalny.

Wróćmy w takim razie na chwilę do roku 2008, kiedy razem z Martą Wójcicką z ArtAnimacji i Martą Białek-Graczyk z Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” powołałeś „ReAnimatora” - cykl debat pod hasłem: „Animatorzy kultury dla Warszawy”. Wtedy cieszyłeś się, że ludzie przychodzą, że prowadzą kuluarowe rozmowy, że się poznają. Teraz to już za mało? Stąd pomysł na Społeczną Radę Kultury? Stąd Twoje zaangażowanie w prace Komisji Dialogu Społecznego ds. Kultury?

GL: Działając w Warszawie widzieliśmy sporo problemów, które uniemożliwiały naszym zdaniem rozwój kultury, sektora kreatywnego, rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Długo się uczyliśmy, słuchaliśmy obserwowaliśmy. ReAnimator był spotkaniem, rozmową, próba zebrania środowiska, próbą nazwania problemów. Nie mieliśmy narzędzi do zrealizowania naszych pomysłów. Narzędziem mogły stać się właśnie słynne Komisje Dialogu Społecznego – przestrzeń stworzona przez system. Dlatego włączyłem się w prace Komisji, dlatego dołączyłem do Aliny Gałązki, Aldony Machnowskiej. Kiedy teraz obserwuję zwoływane na „hurra” debaty niektórych miejskich aktywistów, widzę niedojrzałość środowiska i to, że nie jesteśmy do końca partnerem dla Miasta. Z jednej strony cieszę się z zapału i chęci zmiany świata, ale z drugiej myślę, że nie do końca wykorzystujemy czas, który na naukę powinniśmy byli wszyscy przeznaczyć. Nie można mylić KDSu z Radą Warszawy, albo kompetencji dzielnicowego Wydziału Kultury z Biurem Kultury i wymagać od Miasta, żeby traktowało nas partnersko. Starajmy się zrozumieć urzędników. Podczas „ReAnimatora” mieliśmy to szczęście, że spotkaliśmy się z urzędnikami, którzy chcieli tę naszą młodzieńczą energię, ten nasz zryw jakoś wykorzystać. Chcieli z nami o tym wszystkim rozmawiać. Teraz widzę, że wnioski wypracowane podczas spotkań „ReAnimatora” są dołączone do projektu Programu Rozwoju Kultury do 2020 i jestem tym zbudowany.

Jak myślisz, co zadecydowało o tym, że grupie około ReAnimatorowej udało się ?

GL: Udało się troszkę. Dużo przed nami. Myślę, że sukces polega na tym, że jako pierwsi pokazaliśmy, że w partnerskim dialogu można pracować z urzędnikami i można razem z nimi zmieniać rzeczywistość. Zmieniać efektywnie. Sukcesem jest też to, że udało się włączyć do współpracy z Miastem wiele nowych organizacji pozarządowych, wiele nowych osób. Dzięki temu, że reprezentacja środowiskowa się powiększa – jesteśmy traktowani bardziej serio.

Cieszysz się, ale też do wielu spraw masz sceptyczny stosunek. Do wielu wypowiedzi przedstawicieli środowiska odnosisz się z dystansem. Dlaczego?

GL: Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wciąż poziom debaty nad kształtem systemu jest zbyt niski, nieprofesjonalny. Artyści i społecznicy często nie odrobili pracy domowej i w debatach międzysektorowych zapominają, że czymś innym jest rozmowa środowiskowa, a czymś innym debata z urzędnikami o legislacji. Po drugie dlatego, że wielu działaczy wciąż nie rozumie, że kiedy spotykamy się na debacie publicznej, po to żeby zastanowić się nad kształtem miasta nie wypada im załatwiać własnych interesów. Nie temu to służy, nie po to to robimy. Mam wrażenie, że część z nich zmiana systemu interesuje tylko wtedy, kiedy mogą na niej coś dla siebie „zarobić”. Jesteśmy na początku drogi, ale lepiej być na początku niż nigdzie. Dojrzewanie musi potrwać.

Jak w takim razie wyobrażasz sobie siebie i Chłodną za kolejnych pięć lat?

GL: Chciałbym, żeby Chłodna była w dalszym ciągu takim miejscem spotkań. Bazą. Miejscem, gdzie wspólnie można przyjrzeć się otaczającemu światu i w razie czego zareagować. Chciałbym nadal mieć przekonanie, że przychodzący na Chłodną ludzie, to ci, którzy ciągną nasze miasto w górę, którzy samodzielnie i krytycznie przyglądają się światu. Chciałbym, żeby nadal była bezpiecznym miejscem, gdzie możesz wypłakać się i nadenerwować na świat, gdzie podejdzie do Ciebie ktoś inny i powie: To zmieńmy to! Miejscem, gdzie moc rewolucyjnego wezwania z Kantora nadal będzie obowiązywała.

A Ty? Gdzie wtedy będziesz?

GL: W Warszawie oczywiście.



Grzegorz Lewandowski – szef Klubokawiarni Chłodna 25, przewodniczący KDS ds. Kultury, miejski aktywista, menedżer kultury. Jeden z założycieli Teatru Chłodnica. Inicjator wielu imprez kulturalnych, wystaw, debat, koncertów, stand up comedy. W 2007 r. Klubokawiarnia Chłodna 25 dostała nagrodę Gazety Wyborczej w kategorii Miejsce Roku. W 2008 roku Grzegorz Lewandowski został wyróżniony w plebiscycie publiczności zdobywając Wdechę Człowieka Roku.


Dodaj komentarz:

Nick:
E-mail:
Treść:
Wpisz tekst z obrazka: CAPTCHA Image

Inny obrazek


Komentarze:

23.01.2010, 13:15

Podpisuje sie czterema rękami a najbardziej pod definicją Animatora Kultury, chociaż myślę, że jest "ich" dwóch. Jednen to ten, który działa, jest "w"środku - animuje bezpośrednio. Drugi to właśnie taki menadżer ale z duszą i wizją, który stwarza możliwości, miejsca, przestrzenie, aby ten pierwszy mógł animować. :)

Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo