
Samodzielni czy samotni? Jak wspierać działania młodych ludzi w obszarze...
Młodzi ludzie w całej Polsce próbują realizować własne projekty w obszarze kultury. Często ich pomysły są szalone, czasem nierealistyczne, ale zawsze wypływają z pasji, ciekawości, chęci przygody. Często motywacją do działań jest prosta i smutna konstatacja: w naszej miejscowości nie ma kina, nie mam gdzie nauczyć się fotografii, nie podoba mi się szkolne kółko teatralne, chciałbym spróbować dziennikarstwa. Z tego braku rodzi się potrzeba działania – dla siebie i dla innych.
Samodzielni czy samotni? Jak wspierać działania młodych ludzi w obszarze kultury.
Jaka jest rola animatorów kultury, dorosłych, nauczycieli we wspieraniu młodych ludzi? Co zrobić, żeby pomóc młodym działać samodzielnie ale nie samotnie?
Byliśmy samotni. Byliśmy.
Coś się zmieniło. Znają nas. Jesteśmy rozpoznawalni. Wyrobiliśmy sobie markę. Mają do nas zaufanie.
A na początku było zupełnie inaczej.
Kiedy założyliśmy grupę w 2002 roku, czasy tak naprawdę były zupełnie inne. Niby nie takie odległe, ale np. „cyfrówek” nie było. Tzn. dostępnych dla „zwykłych” ludzi.
Chyba mieliśmy też więcej czasu. Nie mieliśmy swoich dzieci, nie pracowaliśmy, uczyliśmy się, albo udawaliśmy, że się uczymy.
Zanim przyjechało „ę” do Szydłowca, nie znaliśmy się. Jak się później okazało, każdy z nas chciał „coś” robić, ale nie wiedział jak.
Towarzystwo Inicjatyw Twórczych ę, nie wiadomo dlaczego, wybrało sobie Szydłowiec i przyjechało. Przyjechało w składzie dużym, ale ja poznałam Piotra i Martę i oni mieli na moje późniejsze działania największy wpływ. Przede wszystkim zaufałam.
Pamiętam jak bezgranicznie zaufałam Piotrowi, który powiedział, że jeśli chcę pojechać do Irlandii (wtedy Irlandia zdawała być się odległa, niedostępna, zielona i w sferze całkowitych marzeń), to pojadę. Mówił to w lutym, a już w październiku byłam w Mohill, małym irlandzkim miasteczku, na warsztatach fotograficzno – filmowych.
Ale to nie o tym miało być.
Ę nas zainspirowało do założenia własnej grupy.
Ponieważ czuliśmy się beznadziejni w naszym mieście, a wiedzieliśmy, że chcemy ze sobą coś zrobić, nazwaliśmy się „Młodzi, piękni i bez przyszłości?” . Znak zapytania na końcu, jest bardzo istotny i jak się teraz okazuje słuszny, bo każdy z nas znalazł swoje miejsce, albo jest na dobrej drodze.
Na początku było ciężko. Udało nam się zaistnieć dzięki dotacji z Programu MŁODZIEŻ. Zrobiliśmy fotograficzny projekt o sytuacji w Szydłowcu.
Nie mieliśmy własnego lokalu, choć Biblioteka Pedagogiczna użyczała nam swoje sale, a nawet ciemnię fotograficzną. Pukaliśmy do różnych drzwi w Szydłowcu, a za nimi zastawaliśmy urzędników, którzy nas nie znali i patrzyli na nas krzywo. Raz nawet słyszałam, jak jeden z urzędników powiedział „co ona znowu chce?”.
Szczęście, że był z nami Wiesiek. Znany szydłowiecki fotograf. On ufając w nasze działania bezgranicznie, firmował pisma do urzędów swoim nazwiskiem. Chodził z nami i namawiał władze, aby nas wsparły finansowo. Dzięki temu, mogliśmy wciąż działać.
Jednak i tak byliśmy trochę źli, że musimy wszystko sami. Że nam nikt nie pomaga pisać projektów, rozwieszać plakatów, że o każdy grosz musimy tak prosić.
Okazuje się jednak, że wyrabiając sobie markę, wykorzystując przeznaczone pieniądze w sposób należyty i zgodny z założeniami, że są efekty naszych działań, urzędnicy chcą z nami współpracować.
Ostatnio nawet mieliśmy telefon, czy będziemy potrzebować dofinansowania na przyszły rok, bo powiat musi to uwzględnić w budżecie.
No właśnie. I tu dochodzimy do pewnych wniosków. Okazuje się, że ciężko czasem układa się współpraca między samorządami a grupami nieformalnymi czy organizacjami pozarządowymi ze względu na brak wzajemnego zrozumienia. My chcemy np. coś już natychmiast, a w urzędach są odpowiednie procedury, które muszą trwać. Komisje, zarządy, budżety, pisma.
Od roku jesteśmy formalnym stowarzyszeniem. Towarzystwo Aktywnych Kulturalnie „PROJEKTORIAT”. Znów wszyscy pytają kim jesteśmy, ale ścieżki mamy już wydeptane.
Moim zdaniem:
Co może pomóc grupom nieformalnym bądź organizacjom pozarządowym (zwłaszcza młodym) współpracować z samorządami??
• Na początek znajdźcie osobę dorosłą, uznaną w środowisku, najlepiej niepolityczną. „Nasz” Wiesiek wszędzie ze mną chodził, wprowadzał mnie na „te” salony urzędnicze. Przedstawiał. Prosił o dofinansowanie. Dzwonił. Dopytywał w naszych sprawach.
• Postarajcie się dowiedzieć jak to jest z procedurami urzędniczymi. Ile mają czasu na rozpatrzenie prośby. Na odpowiedź na pismo. Kiedy zbiera się gremium, by zatwierdzić budżet na przyszły rok, tak abyście ze swoją propozycją działań mogli przyjść wcześniej. Przy czym trzeba zaznaczyć, że chodzi o działania na następny rok.
• My znaleźliśmy przecudowną panią Jadzie z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, której bardzo spodobały się nasze działania. Podpowiadała co trzeba złożyć, jakie papiery dostarczyć. Poza tym zawsze przychodziła na nasze wystawy, happeningi. Gratulowała nam. To było ważne. Poszukajcie Pani Jadzi w swoich urzędach.
• Pukajcie głównie do wydziałów edukacji, kultury, itp. Ale też do samych władz: Starosty, Burmistrza, Wójta. Jeśli ich przekonacie, oni przekonają resztę.
Co może pomóc urzędom współpracować z nami??
• Zrozumienie. Kompletnie nie mamy pojęcia o tym, że aby dostać dofinansowanie, to dobrze by było to w roku poprzedzającym wpisać w budżet gminy czy powiatu. Powiedzcie nam o tym.
• Powiedzcie, jak napisać do Was pismo, tak, aby wszystkie procedury były zachowane. My często załatwiamy różne sprawy przez telefon albo email. Po prostu rozmawiając.
• Nie zawsze potrzebujemy pieniędzy. Może pomożecie nam porozwieszać plakaty? Wydrukujecie nam zaproszenia? Udostępnicie samochód?
• Przyjdźcie czasem na wydarzenie, na które przecież wyłożyliście pieniądze. Nam będzie miło, a wy zobaczycie czy wydaliście pieniądze słusznie i jaki jest tego efekt.
• Możecie też nam pogratulować, a może zaprosić do dalszej współpracy?
• Nie patrzcie na nas jak na żebraków. Przecież dokładamy cegiełkę do edukacji kulturalnej waszych dzieci.
• Pomyślcie, że to jest też forma reklamy.
A na początku było zupełnie inaczej.
Kiedy założyliśmy grupę w 2002 roku, czasy tak naprawdę były zupełnie inne. Niby nie takie odległe, ale np. „cyfrówek” nie było. Tzn. dostępnych dla „zwykłych” ludzi.
Chyba mieliśmy też więcej czasu. Nie mieliśmy swoich dzieci, nie pracowaliśmy, uczyliśmy się, albo udawaliśmy, że się uczymy.
Zanim przyjechało „ę” do Szydłowca, nie znaliśmy się. Jak się później okazało, każdy z nas chciał „coś” robić, ale nie wiedział jak.
Towarzystwo Inicjatyw Twórczych ę, nie wiadomo dlaczego, wybrało sobie Szydłowiec i przyjechało. Przyjechało w składzie dużym, ale ja poznałam Piotra i Martę i oni mieli na moje późniejsze działania największy wpływ. Przede wszystkim zaufałam.
Pamiętam jak bezgranicznie zaufałam Piotrowi, który powiedział, że jeśli chcę pojechać do Irlandii (wtedy Irlandia zdawała być się odległa, niedostępna, zielona i w sferze całkowitych marzeń), to pojadę. Mówił to w lutym, a już w październiku byłam w Mohill, małym irlandzkim miasteczku, na warsztatach fotograficzno – filmowych.
Ale to nie o tym miało być.
Ę nas zainspirowało do założenia własnej grupy.
Ponieważ czuliśmy się beznadziejni w naszym mieście, a wiedzieliśmy, że chcemy ze sobą coś zrobić, nazwaliśmy się „Młodzi, piękni i bez przyszłości?” . Znak zapytania na końcu, jest bardzo istotny i jak się teraz okazuje słuszny, bo każdy z nas znalazł swoje miejsce, albo jest na dobrej drodze.
Na początku było ciężko. Udało nam się zaistnieć dzięki dotacji z Programu MŁODZIEŻ. Zrobiliśmy fotograficzny projekt o sytuacji w Szydłowcu.
Nie mieliśmy własnego lokalu, choć Biblioteka Pedagogiczna użyczała nam swoje sale, a nawet ciemnię fotograficzną. Pukaliśmy do różnych drzwi w Szydłowcu, a za nimi zastawaliśmy urzędników, którzy nas nie znali i patrzyli na nas krzywo. Raz nawet słyszałam, jak jeden z urzędników powiedział „co ona znowu chce?”.
Szczęście, że był z nami Wiesiek. Znany szydłowiecki fotograf. On ufając w nasze działania bezgranicznie, firmował pisma do urzędów swoim nazwiskiem. Chodził z nami i namawiał władze, aby nas wsparły finansowo. Dzięki temu, mogliśmy wciąż działać.
Jednak i tak byliśmy trochę źli, że musimy wszystko sami. Że nam nikt nie pomaga pisać projektów, rozwieszać plakatów, że o każdy grosz musimy tak prosić.
Okazuje się jednak, że wyrabiając sobie markę, wykorzystując przeznaczone pieniądze w sposób należyty i zgodny z założeniami, że są efekty naszych działań, urzędnicy chcą z nami współpracować.
Ostatnio nawet mieliśmy telefon, czy będziemy potrzebować dofinansowania na przyszły rok, bo powiat musi to uwzględnić w budżecie.
No właśnie. I tu dochodzimy do pewnych wniosków. Okazuje się, że ciężko czasem układa się współpraca między samorządami a grupami nieformalnymi czy organizacjami pozarządowymi ze względu na brak wzajemnego zrozumienia. My chcemy np. coś już natychmiast, a w urzędach są odpowiednie procedury, które muszą trwać. Komisje, zarządy, budżety, pisma.
Od roku jesteśmy formalnym stowarzyszeniem. Towarzystwo Aktywnych Kulturalnie „PROJEKTORIAT”. Znów wszyscy pytają kim jesteśmy, ale ścieżki mamy już wydeptane.
Moim zdaniem:
Co może pomóc grupom nieformalnym bądź organizacjom pozarządowym (zwłaszcza młodym) współpracować z samorządami??
• Na początek znajdźcie osobę dorosłą, uznaną w środowisku, najlepiej niepolityczną. „Nasz” Wiesiek wszędzie ze mną chodził, wprowadzał mnie na „te” salony urzędnicze. Przedstawiał. Prosił o dofinansowanie. Dzwonił. Dopytywał w naszych sprawach.
• Postarajcie się dowiedzieć jak to jest z procedurami urzędniczymi. Ile mają czasu na rozpatrzenie prośby. Na odpowiedź na pismo. Kiedy zbiera się gremium, by zatwierdzić budżet na przyszły rok, tak abyście ze swoją propozycją działań mogli przyjść wcześniej. Przy czym trzeba zaznaczyć, że chodzi o działania na następny rok.
• My znaleźliśmy przecudowną panią Jadzie z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, której bardzo spodobały się nasze działania. Podpowiadała co trzeba złożyć, jakie papiery dostarczyć. Poza tym zawsze przychodziła na nasze wystawy, happeningi. Gratulowała nam. To było ważne. Poszukajcie Pani Jadzi w swoich urzędach.
• Pukajcie głównie do wydziałów edukacji, kultury, itp. Ale też do samych władz: Starosty, Burmistrza, Wójta. Jeśli ich przekonacie, oni przekonają resztę.
Co może pomóc urzędom współpracować z nami??
• Zrozumienie. Kompletnie nie mamy pojęcia o tym, że aby dostać dofinansowanie, to dobrze by było to w roku poprzedzającym wpisać w budżet gminy czy powiatu. Powiedzcie nam o tym.
• Powiedzcie, jak napisać do Was pismo, tak, aby wszystkie procedury były zachowane. My często załatwiamy różne sprawy przez telefon albo email. Po prostu rozmawiając.
• Nie zawsze potrzebujemy pieniędzy. Może pomożecie nam porozwieszać plakaty? Wydrukujecie nam zaproszenia? Udostępnicie samochód?
• Przyjdźcie czasem na wydarzenie, na które przecież wyłożyliście pieniądze. Nam będzie miło, a wy zobaczycie czy wydaliście pieniądze słusznie i jaki jest tego efekt.
• Możecie też nam pogratulować, a może zaprosić do dalszej współpracy?
• Nie patrzcie na nas jak na żebraków. Przecież dokładamy cegiełkę do edukacji kulturalnej waszych dzieci.
• Pomyślcie, że to jest też forma reklamy.
zaczęło się w Krzakach
Dlaczego stać i patrzeć na kogoś, kto tak naprawdę nic nie robi?
Moja historia z animacją zaczęła się w 2004 roku. Nie podobało mi się, gdy w Krzakach nic się nie działo. Od czasu do czasu strażacy organizowali potańcówkę lub festyn. Z kolei Gminny Ośrodek Kultury w Brzeźniu sporadycznie przeprowadzał zabawy, akcje lub udostępniał salę do gry w tenisa stołowego. Ale i tak nie wszyscy mogli korzystać z tej „oferty” ze względu na odległość między Brzeźniem a sąsiednimi wioskami, która wynosi od kilku do kilkunastu kilometrów. Z drugiej strony czy taka oferta przyciąga młodych ludzi, którzy chcą poznać świat oraz nauczyć się czegoś nowego? W projektach realizowanych w Krzakach dzieci i młodzież uczestniczą w działaniach, nie stoją obok, lecz biorą aktywny udział.
Często spotykam się z pytaniem, czy lepiej działać samemu czy w organizacji, podporządkować się z góry określonym strukturom, zasadom? Uważam, że pracując samodzielnie, sami kreujemy nasz pomysł, dążymy do tego, aby był jedyny, niepowtarzalny w swoim rodzaju, aby przyciągnął ludzi, zachęcił innych do współpracy. Młodzi nie mogą być samotni, czasem pomoc dorosłych jest potrzebna (są to przede wszystkim rodzice, bliscy, przyjaciele). Najważniejsze jest wsparcie, podtrzymywanie na duchu i wiara, że inicjatywa zakończy się sukcesem. Z własnego doświadczenia wiem, że koordynowanie projektu jest rzeczą poważną, odpowiedzialną i pracochłonną. Nie brakowało chwil krytycznych, kiedy zamierzałem zwolnić tempo, „odstawić” projekt na bok i zająć się swoimi sprawami. Właśnie ten brak sił zmobilizował mnie do pracy, nauczył, żeby nie rezygnować z rozpoczętych działań. Pisząc projekt, układam taki harmonogram, aby dostosować się do oczekiwań młodych ludzi, nie robię czegoś, co spotka się z brakiem zainteresowania i przede wszystkim będzie uzależnione od zdania lokalnych władz lub instytucji. Moją grupę wspierała i nadal wspiera Ochotnicza Straż Pożarna z Krzaków, która użycza nam bezpłatnie lokalu i konta bankowego. Nasza współpraca układa się bezproblemowo. Może dlatego, że wszyscy dobrze się znamy? Na pewno jest łatwiej niż w dużym mieście. Choć podczas poszukiwania sponsorów przekonuję się, że dyrektorzy firm, agencji są bardziej chętni do współpracy niż lokalne samorządy. Władzom zależy na promocji gminy, powiatu czy województwa przy najmniejszych nakładach finansowych. Momentami zastanawiam się, gdzie ja tak naprawdę mieszkam? Wiem na pewno, że w Krzakach! Jak nawiązać współpracę, gdy niektórzy ograniczają się do ścian biura lub urzędu, nie wychodzą na spotkanie z młodymi ludźmi, nie przekonują ich, że warto, a nawet trzeba pielęgnować nasz region. Uważam, że władzom (nie tylko lokalnym) powinno zależeć na działających grupach młodzieży, które promują okolicę, a także „ożywiają” miejscowości, poprzez tworzenie programu wydarzeń kulturalnych umożliwiających ciekawy i interesujący odpoczynek, zabawę, oderwanie się od spraw dnia codziennego.
Jako młodzi ludzi nie pozyskaliśmy kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych dotacji, ale pokazujemy innym, że w małej wiosce i przy niewielkim wsparciu finansowym można zorganizować ciekawą inicjatywę. Ważna jest chęć i zapał do pracy. Od pewnego czasu staram się współpracować z instytucjami, organizacjami i firmami, którym naprawdę zależy na rozwoju młodych i ożywieniu regionu. Niektórzy chcą, aby w okolicy nic się nie działo, bo aktywna młodzież jest konkurencją, pewnego rodzaju zagrożeniem. Inni z kolei zastanawiają się, po co cokolwiek robić? A może lepiej usiąść przed telewizorem i oglądać kolejny odcinek serialu? Albo narzekać, że tutaj nic się nie dzieje? To nie dla mnie. Poprzez aktywne działanie poznajemy nowych ludzi, uczymy się pracy w grupie, kształtujemy swoją osobowość. Wspólnie z grupą „Rozrywkowa młodzież” zrealizowałem 5 projektów. Zorganizowaliśmy kilkanaście wystaw, festynów, konkursów. Młodzi mieszkańcy Krzaków podczas warsztatów fotografowali, rysowali, malowali, filmowali, poznawali historię miejscowości, w której mieszkają oraz najbliższą okolicę. Wydaliśmy serię dziewięciu kartek pocztowych promujących Krzaki. Co najciekawsze jesteśmy pierwszą miejscowością w gminie Brzeźnio i powiecie sieradzkim, która posiada własne pocztówki. Dzięki stronie internetowej internauci poznają nasze działania, akcje, efekty naszej pracy. Jesteśmy dumni z tego, co robimy. Nie warto rezygnować, gdy słyszymy niemiłe komentarze, narzekanie społeczeństwa, że nie można pracować za darmo. Czyżby tacy ludzie nie słyszeli o wolontariacie? Podczas realizacji projektów często zadawano mi pytania, ile zarabiam lub jakie wynagrodzenie otrzymuję za prowadzenie warsztatów. Niektórzy byli zdziwieni, że pracuję bezpłatnie. Jednak po kilku latach nastawienie mieszkańców Krzaków się zmieniło. Przed przyjazdem Telewizji Polskiej niektóre rodziny aktywnie włączyły się w organizację festynu. To było naprawdę ciekawe wydarzenie. Warto działać, warto tworzyć i przede wszystkim potrzeba czasu, aby społeczeństwo przyzwyczaiło się do zmian, do czegoś nowego. Młodzi i starsi realizujący swoje projekty nie powinni się poddawać, a każda napotkana „przeszkoda” powinna dawać siłę i energię do pracy.
Moja historia z animacją zaczęła się w 2004 roku. Nie podobało mi się, gdy w Krzakach nic się nie działo. Od czasu do czasu strażacy organizowali potańcówkę lub festyn. Z kolei Gminny Ośrodek Kultury w Brzeźniu sporadycznie przeprowadzał zabawy, akcje lub udostępniał salę do gry w tenisa stołowego. Ale i tak nie wszyscy mogli korzystać z tej „oferty” ze względu na odległość między Brzeźniem a sąsiednimi wioskami, która wynosi od kilku do kilkunastu kilometrów. Z drugiej strony czy taka oferta przyciąga młodych ludzi, którzy chcą poznać świat oraz nauczyć się czegoś nowego? W projektach realizowanych w Krzakach dzieci i młodzież uczestniczą w działaniach, nie stoją obok, lecz biorą aktywny udział.
Często spotykam się z pytaniem, czy lepiej działać samemu czy w organizacji, podporządkować się z góry określonym strukturom, zasadom? Uważam, że pracując samodzielnie, sami kreujemy nasz pomysł, dążymy do tego, aby był jedyny, niepowtarzalny w swoim rodzaju, aby przyciągnął ludzi, zachęcił innych do współpracy. Młodzi nie mogą być samotni, czasem pomoc dorosłych jest potrzebna (są to przede wszystkim rodzice, bliscy, przyjaciele). Najważniejsze jest wsparcie, podtrzymywanie na duchu i wiara, że inicjatywa zakończy się sukcesem. Z własnego doświadczenia wiem, że koordynowanie projektu jest rzeczą poważną, odpowiedzialną i pracochłonną. Nie brakowało chwil krytycznych, kiedy zamierzałem zwolnić tempo, „odstawić” projekt na bok i zająć się swoimi sprawami. Właśnie ten brak sił zmobilizował mnie do pracy, nauczył, żeby nie rezygnować z rozpoczętych działań. Pisząc projekt, układam taki harmonogram, aby dostosować się do oczekiwań młodych ludzi, nie robię czegoś, co spotka się z brakiem zainteresowania i przede wszystkim będzie uzależnione od zdania lokalnych władz lub instytucji. Moją grupę wspierała i nadal wspiera Ochotnicza Straż Pożarna z Krzaków, która użycza nam bezpłatnie lokalu i konta bankowego. Nasza współpraca układa się bezproblemowo. Może dlatego, że wszyscy dobrze się znamy? Na pewno jest łatwiej niż w dużym mieście. Choć podczas poszukiwania sponsorów przekonuję się, że dyrektorzy firm, agencji są bardziej chętni do współpracy niż lokalne samorządy. Władzom zależy na promocji gminy, powiatu czy województwa przy najmniejszych nakładach finansowych. Momentami zastanawiam się, gdzie ja tak naprawdę mieszkam? Wiem na pewno, że w Krzakach! Jak nawiązać współpracę, gdy niektórzy ograniczają się do ścian biura lub urzędu, nie wychodzą na spotkanie z młodymi ludźmi, nie przekonują ich, że warto, a nawet trzeba pielęgnować nasz region. Uważam, że władzom (nie tylko lokalnym) powinno zależeć na działających grupach młodzieży, które promują okolicę, a także „ożywiają” miejscowości, poprzez tworzenie programu wydarzeń kulturalnych umożliwiających ciekawy i interesujący odpoczynek, zabawę, oderwanie się od spraw dnia codziennego.
Jako młodzi ludzi nie pozyskaliśmy kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych dotacji, ale pokazujemy innym, że w małej wiosce i przy niewielkim wsparciu finansowym można zorganizować ciekawą inicjatywę. Ważna jest chęć i zapał do pracy. Od pewnego czasu staram się współpracować z instytucjami, organizacjami i firmami, którym naprawdę zależy na rozwoju młodych i ożywieniu regionu. Niektórzy chcą, aby w okolicy nic się nie działo, bo aktywna młodzież jest konkurencją, pewnego rodzaju zagrożeniem. Inni z kolei zastanawiają się, po co cokolwiek robić? A może lepiej usiąść przed telewizorem i oglądać kolejny odcinek serialu? Albo narzekać, że tutaj nic się nie dzieje? To nie dla mnie. Poprzez aktywne działanie poznajemy nowych ludzi, uczymy się pracy w grupie, kształtujemy swoją osobowość. Wspólnie z grupą „Rozrywkowa młodzież” zrealizowałem 5 projektów. Zorganizowaliśmy kilkanaście wystaw, festynów, konkursów. Młodzi mieszkańcy Krzaków podczas warsztatów fotografowali, rysowali, malowali, filmowali, poznawali historię miejscowości, w której mieszkają oraz najbliższą okolicę. Wydaliśmy serię dziewięciu kartek pocztowych promujących Krzaki. Co najciekawsze jesteśmy pierwszą miejscowością w gminie Brzeźnio i powiecie sieradzkim, która posiada własne pocztówki. Dzięki stronie internetowej internauci poznają nasze działania, akcje, efekty naszej pracy. Jesteśmy dumni z tego, co robimy. Nie warto rezygnować, gdy słyszymy niemiłe komentarze, narzekanie społeczeństwa, że nie można pracować za darmo. Czyżby tacy ludzie nie słyszeli o wolontariacie? Podczas realizacji projektów często zadawano mi pytania, ile zarabiam lub jakie wynagrodzenie otrzymuję za prowadzenie warsztatów. Niektórzy byli zdziwieni, że pracuję bezpłatnie. Jednak po kilku latach nastawienie mieszkańców Krzaków się zmieniło. Przed przyjazdem Telewizji Polskiej niektóre rodziny aktywnie włączyły się w organizację festynu. To było naprawdę ciekawe wydarzenie. Warto działać, warto tworzyć i przede wszystkim potrzeba czasu, aby społeczeństwo przyzwyczaiło się do zmian, do czegoś nowego. Młodzi i starsi realizujący swoje projekty nie powinni się poddawać, a każda napotkana „przeszkoda” powinna dawać siłę i energię do pracy.


Polski














