Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Raport o kinematografii

Dodaj komentarz:

Nick:
E-mail:
Treść:
Wpisz tekst z obrazka: CAPTCHA Image

Inny obrazek


Komentarze:

25.09.2009, 15:17

Zdjęcie obok okien wpisów pochodzi z mojej miejscowości, gdzie kino nie funkcjonuje w ogóle od 4 lat, a wcześniej prawie nie funkcjonowało.Ostatni film wyświetlany był przez Staszowski Ośrodek Kultury w ramach dofinansowania Ministerstwa Kultury. Budynek jest do sprzedania. Jestem za małymi kinami będącymi pod opieką inne instytucji kultury - nie komercyjnej.

15.09.2009, 21:19

W "Raporcie o stanie kinematografii" na stronie 5. zpowołaniem się na moja publikację, jest między innymi mowa,że "...II Rzeczpospolita słabo pomagała kinematografii: wspomaganie to - przybierajacew róznych okresach rozmaite formy: od ulg celnych i podatkowych do bezpośredniego zlecania i finansowania produkcji - było ograniczone i nie odpowiadało potrzebom branzy"(...) Po wprowadzeniu dźwięku w w latach 1929-1933 produkcja filmów spadła aż o 46% ( na świecie średnio o 33%) Uchwalona 13 marca 1934 roku ustawa o filamch i ich wyświetlaniu w wiekszości dotyczyła cenzurowania i dystrybucji oraz zasad prowadzenia kinoteatrów, a artykuły określające rezerwowanie w bużecie państwa środków wspierających rodzimą produkcję w zasadzie nie zostały wprowadzone w życie." Te wyrwane z kontekstu stwierdzenia, upraszczajac i częściowo zniekształcając obraz pomocy udzielanej przez rządy rolniczo-przemysłowej II R.P. międzywojennej twórczości filmowej, wymagają komentarza. Prawdą jest, że pomoc była słaba i branża uważała ją za niewystarczającą w porównaniu z pomocą, jaką zasobne zachodnie demokracje, jak Francja, Wielka Brytania, Włochy udzielały swoim kinematografiom, produkujacym w efekcie stokilkadziesiąt do ponad dwustu pełnoprogramowych filmów rocznie. Ta "słaba pomoc", w postaci ceł i ulg podatkowych byla jednak na tyle efektywna, że w Polsce w okresie filmu niemego odbywalo sie rocznie przecietnie 12 premier rodzimych filmów. Jednoczesnie w Grecji, Jugoslawii, Portugalii, a także w innych państwach europejskich, których rządy nie angażowałay się w popieranie krajowej twórczości filmowej bywało, że na ekranach kin całymi latami, nie pojawiał sie ani jeden krajowy tytuł. Prawdą jest również, że w pierwszych latach filmu dźwiekowego, którego koszty produkcji w stosunku do niemego poprzednika wzrosly trzykrotnie, produkcja spadla o 40%. Dotychczas stosowane ulgi podatkowe dla filmów polskich przestaly bowiem motywować właścicieli kin (głównie zeroekranowych) do pokrywania zwiekszonych nakładów na produkcję. Wladze zaniepokojone zapaścią twórczości filmowej, w 1936 roku nie korzystając z litery ustawy z 1934 roku, ale działając w jej duchu, wprowadziły nowy, bez porównania skuteczniejszy system preferowania rodzimej twórczości oparty na przewrotnie szokującym rozumowaniu. Rozumowaniu, przewidującym osiągnięcie przez pozornie, na pierwszy rzut oka, sprzeczne dzialania. Rozporzadzenie Ministra Spraw Wewnętrznych wydane w porozumieniu z Ministrem Skarbu 14 sierpnia 1936 roku "o podatku komunalnym od publicznego wyswietlania filmów" nie obciazalo importowanych filmów, a tym samym kin - co praktykowaly niektóre kraje - opłatami na popieranie krajowej produkcji. Obniżyło natomiast natomiast o 1/4 opodatkowanie ...filmów zagranicznych., co istotnie zwiększało dochody kin. Był jednak istotny warunek ich osiągnięcia; właściciel musiał się zobowiązać, iż w ciągu roku repetuar jego kinoteatru dędzie się składał co najmniej w 10% z pełnoprogramowych filmów, noszacych stampilę:"temat polski". I to był dopiero interes! Ulga podatkowa od reszty, czyli od 90% reperuaru zagranicznego, przede wszystkim decydującego o zysku. Jakby tego było mało, należny podatek mógł być jeszcze dodatkowo zredukowany o 1/5, jeżeli obrazowi zagranicznemu towarzyszył dodatek że stampilą "krótkometrażowy temat polski" To ostatnie sprawiało, że trudno było znaleść w II R.P. kino, wyświetlające film zagraniczny bez polskiego krótkiegometrażu. Ten swoisty majstersztyk motywacyjny, bez nakazów administracyjnych, skłaniający właścicieli kin do dobrowolnego kontraktowania i finansowania produkcji rodzimych filmów miał niebagatelny walor uboczny. Blokował ewentualne interwencje dyplomatyczne i restrykcje ze strony zarówno bardziej, jak i mniej zaprzyjaźnionych rządów. Spełnil takze swój cel - istotnie ożywił twórczość. W 1938 roku polskie ośrodki wyprodukowały już 26 pełnoprogrmowych filmów fabularnych, a gdyby nie wybuch II Wojny Światowej, to w 1939 roku odbyłoby się co najmniej 29 premier rodzimych obrazów. Tym samym, Polska pod względem ilościowym przewyższyłaby kinematogrfię Hiszpanii, która w tym samym roku wyprodukowała 20 tytułów, Węgier (27) i niemal dorównała Szwecji (30), która nader intensywnie wspomagala swój przemysł filmowy. Edward Zajićek

15.09.2009, 19:56

W "Raporcie o stanie kinematografii" na stronie 5. z powołąniem się na moja publikację, jest miedzy innymi

19.08.2009, 12:46

Raport profesora T. Miczki sprawia wrażenie dość chaotycznego – co może było by zaletą, gdyż przedmiot badania jest przykładem swoistego chaosu na styku wolnego rynku i państwowego mecenatu (nawiązując do tytułu znanej książki dr.E.Gębickiej) – gdyby nie błędy i usterki już na poziomie podawania podstawowych faktów. Gdy czytamy (s.49) że „W roku 2009 Stowarzyszenie Niezależnych Producentów Filmowych zrzesza ok.500 niezależnych firm producenckich(…)”, a wiadomo choćby z dostępnej informacji z KRS, że Stowarzyszenie to jest w likwidacji od 2001, zaś producenci zrzeszają się gdzie indziej i w mniejszej ilości (o czym jest zresztą mowa w innej części raportu), to także wiarygodność innych danych jest pod znakiem zapytania. Niektóre przypisy nie mają odniesienia w bibliografii (np. brak tytułu cytowanej pracy J.Wróblewskiego z 2002). Sporo tu różnych lapsusów. Autor, pisząc na zlecenie MKiDN, korzysta z opracowań pisanych wcześniej na zlecenie tegoż resortu lub PISF, znając stan faktyczny wyłącznie z drugiej ręki, co powoduje czasem efekt podobny do zabawy w głuchy telefon. Dlatego czytelnik może odnieść mylne wrażenie że kinematografia to głównie państwowe instytucje filmowe, których ilość rośnie (por. niekompatybilne zestawienie ich nazw i ilości z dwóch różnych źródeł opisujących różne zagadnienia -tabele na s. 25) zaś ich kondycja, mimo trudności, jest zupełnie niezła, skoro produkcja wzrasta, wspierana przez nowe źródła finansowania, np. PISF i fundusze regionalne (nota bene nie powstał do tej pory „Warszawski Fundusz Filmowy”, wymieniony na s.36), zaś istotnym graczem na rynku jest Polskie Wydawnictwo Audiowizualne przekształcone w bieżącym roku w Narodowy Instytut Audiowizualny. Rzeczywistość jest nieco inna, gdyż w praktyce mamy do czynienia ze zjawiskiem arcytrafnie scharakteryzowanym przez historyka gospodarki filmowej prof.Edwarda Zajićka jako „Rozwój przez likwidację” (por. „Poza ekranem” wyd.2, 2009). Myślę że lepiej dla przedmiotu raportu o kinematografii, zamiast opisywać tu m.in. telewizje, misję mediów publicznych oraz nawet perspektywy digitalizacji filmów (które to problemy można by spokojnie przenieść do innych raportów), zająć się opisem faktycznej sytuacji każdej z instytucji filmowych, ich działań w ostatnich 2 dekadach i sensowności ich utrzymywania w dłuższej perspektywie. Po kolei – studia, wytwórnie filmowe, itd. – gdyż co roku jest ich mniej. Przydałby się także – jako materiał do ew. dyskusji programowej – wykaz dotacji na wszystkie (a nie tylko wybrane) konkretne przedsięwzięcia z lat 2005-2009, jako np. załącznik nr 2 do raportu. W raporcie jest mowa o udziale środków niepublicznych w produkcji filmowej, budowie kin i multipleksów (choć w 20-leciu łączna ilość ekranów spadła o połowę) oraz o sprywatyzowanej dystrybucji - przy czym wymienia się także firmy które już m.in. wraz z odejściem VHS zniknęły z rynku, bez podania kilku nowych, kinowych firm dystrybucyjnych powstałych w ostatnich 3 latach. Nie ma zupełnie informacji o imponujących inwestycjach prywatnego biznesu, nie tylko w sferze produkowania filmów, mających związek z kinematografią. Podam tylko kilka przykładów: kompletnie wyposażona wytwórnia filmowa Alwernia Studios pod Krakowem (hale, studia dźwiękowe, kamery filmowe, najnowszy montaż, itd.); inicjatywa budowy w Wawrze nowych studiów grupy ATM, posiadających już swoją wytwórnię programów TV pod Wrocławiem; postprodukcja i studia dźwiękowe Toya Studios w Łodzi o światowym standardzie; prywatne Laboratorium w Warszawie konkurujące coraz skuteczniej z jedynym czynnym laboratorium instytucji filmowej WFDiF; nowoczesny ośrodek multimedialny powstający w Nowym Sączu. Itd. To są dowody na to że znaczenie przedsiębiorstw państwowej kinematografii, zwłaszcza usługowych instytucji filmowych, w większości przestarzałych technologicznie, raptownie spada. Autor raportu pisze o tym że państwowi producenci, Studia Filmowe (czyli kilka dawnych Zespołów Filmowych) czerpią dochody ze sprzedaży praw majątkowych do filmów polskich, ale nie wyciąga z tego dalej idących wniosków; ta sytuacja będąca kuriozum w dziedzinie spadkobrania praw do cudzej twórczości, powstała w 1989 r. za przyzwoleniem władz resortu, spowodowała że ten monopol na handel setkami filmów wyprodukowanych w l.1945-1989, bez dzielenia się z innymi podmiotami, doprowadził już do swoistej prywatyzacji tych kilku Studiów, instytucji filmowych, które co prawda „nie wymagają dotacji” ale też nie będą nigdy zainteresowane prawdziwą prywatyzacją. Raport ma swoje zalety – udokumentowaną część historyczną oraz dokładny opis Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i jego programów - i to się chwali. Co do Filmoteki Narodowej, instytucji której znaczenie moralne wobec stale zmniejszającej się ilości państwowych firm, rośnie - trudno się jednoznacznie zorientować – czy sytuacja Filmoteki, w świetle przedstawionych wielu zadań i planów, jest stabilna, skoro dotacja przyznana w 2008 pokryła zaledwie 1/3 kosztów działalności? Czy to jest prawidłowa kondycja najważniejszego archiwum państwowego które być może ma „zarabiać” a jak wszyscy wiedzą w branży, ma bieżące kłopoty z utrzymaniem 1 kina, nie jest właścicielem swojej siedziby, ponosi koszty utrzymania także cudzych archiwów, a z powodu luk prawnych i braku sprzętu nie może tych zbiorów w pełni udostępniać? Mimo usterek i przeinaczeń, które zawsze w pośpiechu się mogą przytrafić, z raportu można wyciągnąć pewne – niestety ponure – wnioski. Między wierszami widać opis skutków wieloletnich zaniedbań i indolencji resortu w następujących kwestiach: nowelizacji prawa autorskiego, braku rozporządzeń wykonawczych ułatwiających dostęp do archiwów i wyjaśnienia np. statusu utworów „osieroconych”; braku prób uporządkowania problemu nakładania się kompetencji różnych organizacji zbiorowego zarządzania na tych samych polach eksploatacji, co jest prostą konsekwencją błędnie wydanych w przeszłości koncesji przez MK, co spowodowało potężny bałagan na rynku repartycji tantiem; braku działań w dziedzinie tworzenia zachęt ekonomicznych dla koproducentów i inwestorów zagranicznych (Ministerstwo wzorowo przespało wprowadzenie VAT 22% w 2005 na produkcję filmową, co teraz się odbija potężną czkawką na niekonkurencyjności polskich ofert usługowych); braku koncepcji przekształcenia lub likwidacji instytucji filmowych, których wynik finansowy często jest nie związany z branżą (np. przychody z dowolnego wynajmu terenów i pomieszczeń w wytwórniach) - mimo że ten obowiązek przekształceń, już w 2010, wynika wprost z ustaw; braku czytelnego podziału zadań między instytucjami o pokrewnych zadaniach i strategii cyfryzacji (np. digitalizacja polskich filmów postępuje w: Filmotece Narodowej, w PWA/NInA, WFDiF, ale także w TVP, prywatnych firmach, itd.; - póki co każdy sobie rzepkę skrobie, w różnych formatach i wg różnych zasad upowszechniania). Dodam od siebie: braku inicjatyw legislacyjnych, lub choćby „inspirujących nacisków” na KIPA , PISF, SFP lub NInA, w dziedzinie norm nośników filmów dopuszczonych do eksploatacji, standardów technicznych filmów (choćby wzorem TVP), norm archiwizacyjnych, algorytmów koprodukcji z nadawcami telewizyjnymi i z zagranicą, braku norm kwalifikacji i ochrony zawodowej, nowych norm bhp, braku ubezpieczeń realizacji z kapitałem mieszanym - to co autor raportu nazywa „complishing bond” (chyba raczej: „completion bond”?) - co może ograniczyło by marnotrawstwo środków (także publicznych). Dopóki wolny rynek będzie się u nas kojarzyć z wolną amerykanką, koszty produkcji filmów nie będą przez nikogo weryfikowane, pojawiać się będą filmy niesprzedawalne z uwagi na jakość techniczną, producent będzie zarabiać w procesie produkcji a nie na eksploatacji filmu, a polska oferta dla koproducentów i inwestorów zagranicznych ograniczy się nadal do specyficznych obiektów zdjęciowych. Miejsce Polski na rynku europejskich mechanizmów wsparcia publicznymi środkami produkcji kinematografii narodowej obrazuje m.in. tabela na s.22. Piąte miejsce od końca. Groza, prawda? Przy zapowiadanej wstępnie „małej” reformie systemu dofinansowań z PISF, począwszy od końca 2009, co pewnie w warunkach ograniczeń finansowych zmniejszy wartość publicznej dotacji do produkcji w sferze ilościowej, warto pochylić się nad energicznym usprawnieniem funkcjonowania prawa i ekonomii przynajmniej w dziedzinie zachowania dorobku kinematografii. Naszego dziedzictwa. Bo już 20 lat transformacji minęło.

« Wrzesień 2017 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Miejskie powidoki


Rozmawiać o designie - dlaczego nie?


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo