Przywrócić mieszkańcom kawałki miasta
Do głównych realizacji Marty Wójcickiej należy projekt rewitalizacji fabryki Zakładów Optycznych na Pradze tzw. PROJEKT PRAGA. Marta jest także autorką planu rewitalizacji byłego Instytutu Weterynarii i koordynatorem projektu Obiekt Grochowska 272 z ramienia Sinfoniii Varsovii i Miasta Stołecznego Warszawa.

Akcja otwierająca, w trakcie której można było wejść do zakamarków zabytkowych budynków Instytutu Weterynarii pochodzących z 1906 roku, odbyła się 13 czerwca 2009 r. Sinfonia Varsovia od 25 lat nie ma swojej siedziby. W kwietniu tego roku został podpisany akt notarialny - miasto kupiło były Instytut Weterynarii czyli Grochowską 272.

O swoich doświadczeniach przy realizacji projektów i zarządzaniu nimi, Marta Wójcicka rozmawiała z Matyldą Gadomską (Narodowe Centrum Kultury)

Matylda Gadomska: Marto jesteś współautorką pomysłu na zagospodarowanie terenu Polskich Zakładów Optycznych położonych przy ulicy Grochowskiej 316/320 i współorganizatorką Projektu Praga, który realizowałaś w latach 2006 – 2008. Opowiedz jak to się zaczęło?


Marta Wójcicka - Zaczęło się zupełnie przez przypadek, jako animator kultury działam od 1998 roku, z roku na rok moje działania nabierały rozpędu, mam dwa stowarzyszenia, jedno teatralne, drugie zajmujące się bardzo różnymi działaniami kulturalnymi - animacją kulturalną.
Po latach spotkałam na Grochowskiej mojego kolegę ze szkoły – architekta, pracującego z prof. Stanisławem Fischerem - Marcina Garbackiego. I pewnie gdyby nie to spotkanie, to do projektu by nie doszło. Weszliśmy do niesamowitej przestrzeni, gigantycznej fabryki, okazało się, że za brudną fasadą kryje się 20 000 m2, które aż się proszą, żeby je zagospodarować. I za chwilę za tym poszły konkretne koncepcje. Miejsce was zafascynowało.
Fabryka ma wspaniałą historię, jeszcze z lat dwudziestych XX wieku, która w tamtym momencie po prostu znikała, pracownicy odchodzili, dawniej było ich 6000, teraz 20. Pamiętali oni jeszcze, jak to kiedyś było - pamiętali kino zakładowe, teatr zakładowy. Potem szybko poprosiłam prezesa o spotkanie.

Na co zwróciliście właścicielowi uwagę? Dotychczas chyba nie był on świadomy jakim skarbem dysponuje?

- Wyszliśmy z koncepcją zagospodarowania terenu. Był tu potencjał stworzenia loftów, czegoś o czym się wówczas jeszcze nie mówiło.
Ja zwróciłam uwagę na potencjał przestrzeni do działań kulturalnych i szybko przekonaliśmy prywatnego (co warto podkreślić) właściciela – żeby zgodził się, nadać jej nowe życie i odmienić przez to oblicze tego niedocenianego kawałka Pragi.

Wówczas z działań kulturalnych znana była głównie Praga Północ, Ty postanowiłaś odkryć dla mieszkańców także inne części dzielnicy.


- Tak, tanio wynajmowane od Miasta lokale na pracownie artystyczne nadały nowe oblicze temu kawałkowi prawobrzeżnej Warszawy. Tam przepiękne przedwojenne kamienice aż się „proszą” by wejść do nich i działać. Praga Południe, a zwłaszcza okolice Ronda Wiatraczna mają już trudniejszy charakter. Industrialna Praga była szalenie niedoceniana przez mieszkańców. Projekt polegał na tym, żeby ją otworzyć i pokazać jej walory.

Marto, po pierwsze był to brawurowy pomysł, ponieważ przestrzeń była ogromna, tak jak mówisz nie zagospodarowana już od lat, a po drugie skąd ta siła, żeby przekonać do tak odważnego projektu prywatnego właściciela.
Skąd siła?


- Siła była zawsze, kiedy w 1998 roku na mapie kulturalnej Warszawy było kilkanaście stowarzyszeń, w tym kilka teatralnych. Impuls do założenia własnego pojawił się, kiedy byłam na pierwszym roku studiów. Wynikał z nas samych, ludzi, którzy znaleźli się w Akademii Teatralnej na Wydziale Wiedzy o Teatrze, z inicjatywy moich kolegów z Wydziału Aktorskiego.

Doskonale wiedzieliście, że swoją związaną z kulturą, przyszłość zawodową będziecie budowali samodzielnie?

- Od początku wiedzieliśmy, że chcemy robić coś więcej niż tylko siedzieć i grzać przysłowiowe krzesła, później czekać na oferty z teatrów, albo innych instytucji. My wiedzieliśmy, że instytucja to nie jest nasze miejsce, że jesteśmy już w innej Polsce, gdzie demokracja daje ogromne szanse do działania i to jest tylko kwestia mojego wyboru, pytania, czy ja chcę to robić czy nie i niczego innego.
Czyli, wracając do poprzedniego pytania, nie nazwałabym tego siłą, ale możliwością wyboru i konsekwencją. Zobacz, że działania Projektu Praga powstały w latach 2006 - 2008, trzy lata działaliśmy na tej przestrzeni, a było to po 10 latach naszej działalności, więc to się nie stało od razu. Konsekwentnie pracowaliśmy i pewność siebie wytwarzaliśmy w naszych działaniach.
W ciągu tych dziesięciu lat wiele się zmieniło na kulturalnej mapie Warszawy, młodzi animatorzy kultury sukcesywnie wyrabiali sobie markę. Mnie cieszy, że dziś kiedy idę złożyć wniosek do Urzędu Miasta na konkurs dotacyjny, prawie nikogo nie znam, bo organizacji pozarządowych jest tak dużo, kiedyś wchodziłam i widziałam te same twarze. Nie odczuwam tego specjalnie jako konkurencję, tylko właśnie jako szalony potencjał - potencjał Warszawy, potencjał naszego kraju. Uważam, że żyjemy w miejscu, w którym na naszych oczach rzeczy się zmieniają i mamy na nie szalony wpływ. Ci którzy mówią, że nie mają wpływu, są w głębokim błędzie. Więc postawa obywatelska była we mnie, po prostu. I nie potrzebowałam specjalnie innych impulsów. To że poszłam do prywatnego właściciela mówiąc otwarcie, że widzę w PZO potencjał do działań, to dlatego, że głęboko wierze, że animatorzy kultury mają bardzo wiele do zaoferowania. To nie jest tak, że my tylko bierzemy, owszem, korzystamy z sytuacji - tu wykorzystałam przestrzeń, którą dostałam za darmo, ale w zamian za to, ściągnęłam w to miejsce 3 tys. osób na każdy projekt.

No właśnie, bo jest miejsce fantastyczne, ale ono mogło pozostać niewykorzystane. To dzięki wam – animatorom kultury dzieje się to, co najważniejsze, to znaczy Wy sprawiacie, że coś zaczyna istnieć. Na sukces projektu złożyło się miejsce, wasze wielkie doświadczenie, zdrowa, dobra pewność siebie, poparta wieloletnią pracą, ciężką i konsekwentną, a wreszcie ludzie do których ten projekt był skierowany, czyli kto?


- Zaletą tego projektu było to, że byliśmy pewni, że grupa docelowa dla niego istnieje. Nie była ona limitowana. Chcieliśmy otworzyć fabrykę dla mieszkańców Warszawy i kiedy pisałam ten projekt, założyłam, że naszymi odbiorcami będą głównie ludzie pomiędzy 25 a 35 rokiem życia, a tym czasem stało się tak, że ku mojej radości, przyszli wszyscy, przyszły całe, wielopokoleniowe rodziny i to było bardzo fajne.

To chyba specyfika waszych projektów, trafiają one do bardzo szerokich grup odbiorców.

- Tak budujemy nasze projekty. Bo i wystawa „Kolekcjonerów dziwnych przedmiotów” i zebranie w jednym miejscu rzemieślników praskich, którzy świadczyli usługi dla mieszkańców i zrobienie olbrzymiej akcji teatralnej, polegającej na tym, że w każdym, przedziwnym kącie fabryki, można było przeżyć coś niezwykłego, wchodząc w interakcje z aktorem, czy „Przetwory” - akcja twórczego recyklingu, gdzie prawie każdy może przetwarzać przedmioty, a jednocześnie każdy może przyjść i podejrzeć to co jest efektem tej twórczej pracy - działania te nie są ukierunkowane na jeden typ odbiorcy.
Stworzyliśmy jedną, wielką twórczą fabrykę i myślę, że brakuje w Warszawie, takich projektów, które mają potencjał familijny. Chodzi mi o tę wielopokoleniową wymianę, otwartość, sytuację w której wszyscy mogą się cieszyć wydarzeniem kulturalnym i współuczestniczyć w nim.

Jakie dokładnie działania złożyły się na Projekt Praga, na czym one polegały?

- Na początku była koncepcja trzech wydarzeń, odbywających się w miesięcznych odstępach. Pierwszym wydarzeniem był „Magazyn przedmiotów”. Byliśmy zainspirowani fabryką, samym miejscem, chcieliśmy oddać cześć przedmiotom, które tam znaleźliśmy. Dlatego na bazie tego hasła zbudowaliśmy projekt który składał się z „Wystawy kolekcjonerów dziwnych przedmiotów”, na której znalazły się takie rzeczy jak na przykład 3000 torebek chorobowych z samolotu, z przedziwnymi grafikami, 300 myszek do komputera, grzybki do cerowania, łapki na muchy… Przedziwne kolekcje.
Drugą część projektu stanowił „Targ rzemieślników”, którzy świadczyli swoje usługi Prażanom, Warszawiakom. Zależało nam na tym, żeby pokazać zanikające zawody, pokazać zakłady które na Pradze działają wiele, wiele lat, mają swoją tradycję, o której się zapomina. Oprócz tego był także „Magazynem Przedmiotów”, tworzyli go tak zwani handmade’owcy – ci którzy ręcznie wytwarzają przedmioty. Przedmioty te można było zabrać, można było pooglądać ich pasjonatów, a także kupić nowy przedmiot, wykonany przez młodych ludzi.
Drugi projekt to „Przetwórnia dźwięku”, podczas którego odbyło się około 100 koncertów na trzech scenach. Trwały one od piątku do niedzieli non stop.
I wreszcie trzeci projekt teatralny – „Fabryka snów”, gdzie oddaliśmy przestrzeń reżyserom, scenografom, aktorom. Każda z zaproszonych do współpracy grup musiała przygotować interaktywną instalację. Widz mógł przejść wyznaczoną trasę. Wchodząc w różne dziwne zakamarki, przeżywał przygody z twórcami. Był tak zwany „Teatralny peepshow”, gdzie można było posłuchać intymnych fragmentów pikantnej prozy, czytanej przez aktora prosto do ucha. W innym miejscu interaktywna rodzina, na hasło, na żądanie widza improwizowała. Można było wreszcie pójść do „Kliniki poezji” i położyć się na szpitalnym łóżku. Piękna pielęgniarka zakładała zwiedzającym słuchawki na uszy, ze słuchawek sączyła się poezja.
Te projekty były pełne różnych impulsów. Zasadą było, aby wypełnić całkowicie przestrzeń. Myślę, że nam się to udało. Pokazaliśmy jej walory.

Jak zareagował właściciel budynków fabryki, czy zgodził się na kontynuację waszych działań?

- Mieliśmy około 3000 widzów na każdym projekcie i chcieliśmy działać dalej, a właściciel był zachwycony.

Powstały kolejne projekty?


- Tak, niektóre cykliczne, tak jak „PZOty” dla dzieci - projekt podobny do fabryki snów, ale skierowany do najmłodszego odbiorcy oraz „Przetwory”, a na koniec, jako pożegnanie z fabryką zorganizowaliśmy „Dada Kombinat” - przedziwny projekt, gdzie pokazaliśmy działania amatorów. Była osoba grająca na pile, był iluzjonista, pan który wprowadzał ciało w katalepsję, był hipnotyzer. Zbudowaliśmy więc „lynch’owski” klimat, już na zakończenie działalności w PZO.

W jaki sposób poinformowaliście swoich odbiorców o organizowanych wydarzeniach i jak ich zaprosiliście?

- To wszystko łączy się z pytaniem o finanse. Projekt Praga sam w sobie miał bardzo marny budżet. Działaliśmy głównie w oparciu o wymiany barterowe, które są czymś w co ja, jako animator kultury, głęboko wierzę. Nie zawsze pieniądz załatwia wszystko. To nie jest tak, że my musimy mieć bardzo dużo pieniędzy, żeby projekt zrealizować. Rozmaite firmy wspierały nas rzeczowo. Mieliśmy nikłą liczbę druków, druki uważam za bardzo nieefektywny sposób promocji, jesteśmy zalani reklamą wizualną w mieście. Skierowaliśmy się do patronów medialnych, którzy wiedzieliśmy, że będą dużo o nas pisać Jednym z patronów był np. Portal internetowy Onet.pl, który rozsyłał informacje, do wszystkich osób, które posiadał w swojej bazie danych, a jest ona olbrzymia.

Czyli zdecydowanie postawiliście na Internet?

- Internet to najskuteczniejszy nośnik informacji. Stworzyliśmy mobloga Projektu Praga. Czyli wyszukaliśmy tych narzędzi reklamy, które w danym momencie były modne.

Czym jest moblog?


- Moblog był inicjatywą Nokii, zaproszeniem, żeby wysyłać zdjęcia z komórki, prowadzić pamiętnik zdjęciowy w formie bloga. Wszystkie działania z projektu Praga zamieszczaliśmy na naszej stronie mobloga. Staraliśmy się promować w inny sposób, trochę inaczej dotrzeć do naszego odbiorcy, może nie w taki nachalny sposób, jak to się zazwyczaj w mieście dzieje.

A tradycyjne środki przekazu, gazety codzienne?

- Nie szukajmy desperacko jako patronów medialnych wielkich dzienników, bo one nie koniecznie dadzą nam to czego szukamy. Znajdźmy w zamian jeden portal internetowy, który roześle maila do wszystkich swoich odbiorców, będziemy mieć dużo lepszy efekt niż dałby nam artykuł w gazecie. Oczywiście dzienniki też są ważne, ale jeśli mamy dobry projekt, to te dzienniki tak czy inaczej o nas napiszą.
Jesteśmy zalani informacją i wydaje mi się, że jeśli projekt jest dobrze skonstruowany, to on się i tak sam obroni. To jest pierwszy aspekt, a drugi, to to, że mieliśmy mało pieniędzy, wszystkie nasze projekty wspierał Urząd Miasta, ale to nie były wielkie sumy i musieliśmy postarać się o pomoc u firm, które niechętnie udzielają wsparcia finansowego, ale dają się namówić na pomoc innego typu.

To znaczy? Na jaką pomoc mogliście liczyć?

- Przy odrobinie szczęścia i sile naszego przekonywania mięliśmy darmowe bilety lotnicze dla naszych wykonawców, mieliśmy dla graficiarzy i młodzieży z Pragi, która wykonywała wielki mural, farby i rusztowanie. Otrzymaliśmy klatkę schodową, którą dostawialiśmy tworząc drogi ewakuacyjne.

Marto w jaki sposób docieraliście do tych firm? Z kim rozmawialiście, bo wiadomo, że droga do osoby decyzyjnej nie jest prosta, najczęściej maile, listy, gdzieś utykają w sekretariatach… Jak sobie z tym radziliście?


- Tu trzeba mieć siłę i desperację. Rzeczywiście nie jest łatwo przebić się przez wszystkie szczeble w dużych firmach i korporacjach. Zanim dotrze list, mijają miesiące i jest już wtedy po projekcie. My zrobiliśmy istotną rzecz, przede wszystkim zwróciliśmy się do jednej z dyrektorek Agencji reklamowej G7. Współtworzyła ona radę artystyczną naszych projektów i służyła nam pomocą szczególnie w kontaktach w określonych firmach. To nam bardzo pomogło, my jako animatorzy strasznie się umniejszamy w naszej pracy, czasem nie traktujemy siebie poważnie, idziemy do sponsorów, mówiąc „my biedni animatorzy kultury, nie chcecie nam pomóc, jesteście tacy niedobrzy, a my robimy takie szlachetne rzeczy”. Nie! Dlaczego, jeżeli nie chcemy i boimy się tego kontaktu bezpośredniego, albo nie wiemy, jak go odnaleźć, a mamy dobre pomysły, to dlaczego nie zwrócić się do agencji reklamowych, które są świetnym pośrednikiem między sektorem prywatnym a nami.
Wielokrotnie same agencje reklamowe przeprowadzają kampanie firmom, w taki sposób, żeby wyglądały one jak „eventy”, projekty, to jest przecież teraz bardzo modne. Marketing nie powinien być nachalny. Powinniśmy prosić o wsparcie i pośrednictwo pomiędzy nami a firmami, albo chociaż o parę bezpośrednich kontaktów, by móc się na kogoś powołać, co jest bardzo ważne.

A kilka najważniejszych zasad? Czy mogłabyś przekazać je młodym, początkującym animatorom kultury?


- Przede wszystkim wiara we własne możliwości, konsekwencja w działaniu, dobrze skonstruowany projekt. Zanim cokolwiek się zdarzy musimy usiąść i projekt dobrze przygotować, następnie skonfrontować go z innymi. Musimy przede wszystkim myśleć o naszym odbiorcy, projekt musi być dla niego atrakcyjny.
Zwróćmy uwagę, „Przetwory” są takim przykładem projektu, który w zasadzie robimy przy żadnym nakładzie finansowym. Potrzebujemy tylko twórczych ludzi, którzy chcą przyjechać i przetwarzać śmieci i czerpać dochód z tego, że sprzedają to co wytworzą na naszym targu. My nie musimy im specjalnie płacić za ten przyjazd, oni po prostu przyjeżdżają i mają reklamę. Utrzymujemy kontakty z tymi którzy zbierają śmieci lub utylizują sprzęt biurowy. Firmy te bardzo chętnie się reklamują dzięki naszym akcjom i za darmo dają nam trzy kontenery śmieci.

Macie więc tych którzy tworzą, tych którzy dają materiał do tworzenia, potrzebujecie jeszcze miejsca. Wcześniej było to PZO, ale w tym roku, ponieważ PZO już niestety nie nadaje się do użytku i jest w stanie kompletnej dekonstrukcji, zorganizowaliście „Przetwory” gdzie indziej, gdzie?


- W byłej hali Teppichlandu, na ulicy Dobrej.

Czy hala podobnie jak PZO należała do prywatnych właścicieli?


- Nie, hala należy do Uniwersytetu Warszawskiego, który użyczył nam to miejsce za darmo. W zasadzie potrzebowaliśmy już tylko publiczności, czyli reklamy.

Jak zapraszasz artystów i jak ich wybierasz?


- Wysyłamy ogłoszenia drogą mailową na uczelnie artystyczne. Artyści przez dwa miesiące nadsyłają swoje pomysły na projekty, wybieramy naszym zdaniem najciekawsze.

-Ile osób zgłasza się do udziału w projekcie, a ile zostaje ostatecznie zaproszonych?


- W ostatniej edycji aplikacji było około 150, a wybraliśmy mniej więcej 70 osób. To także zależy od przestrzeni jaką dysponujemy.
„Przetwory” są dowodem na to, że nie trzeba mieć pieniędzy, żeby zrealizować ciekawy projekt.
Zawsze będę powtarzać, że projekt musi być mocny. Pamiętajmy, że musi być zorganizowany w dobrym miejscu, musi mieć dobrą lokalizacje.

„Przetwory” zostały wyprowadzone z przestrzeni PZO i będą kontynuowane?


- Przetwory to jest taki projekt który pozostał, z potrzeby widzów. Mięliśmy mnóstwo maili i dzięki temu projekt żyje nadal swoim życiem, zrobimy jeszcze z pewnością kilka edycji.

Chciałabym cię prosić, ażebyś opowiedziała także o całkiem nowym projekcie. Jesteś współautorką pomysłu na rewitalizację i zagospodarowanie przestrzeni terenów przy ulicy Grochowskiej 272, które do niedawna należały do SGGW. Jesteś w grupie współautorów pomysłu na przywrócenie tej przestrzeni Warszawiakom. Powiedz jak to się stało i jak ten projekt będzie wyglądał, bo jest to rzecz nowa.


- Sama koncepcja zagospodarowania tego terenu, istniała już dawno. Trudno powiedzieć, gdzie był początek. Ona pojawiła się jakiś czas temu w Urzędzie Dzielnicy Praga, gdzie burmistrz zauważył potencjał tego miejsca i o tym mówił, także dyrektor Biura Kultury Miasta st. Warszawy, ten potencjał dostrzegł.

Czyli wasze drogi niejako się zbiegły?


- Tak. Jest też Sinfonia Varsovia, która od 25 lat nie ma swojej siedziby. Była to wspaniała okazja, żeby w tę przestrzeń wejść. W piątek 24 kwietnia tego roku został podpisany akt notarialny i miasto kupiło były Instytut Weterynarii czyli Grochowską 272.
Jest to przestrzeń dwuhektarowa, zabytkowa, z pięcioma budynkami wpisanymi do rejestru zabytków, z przepięknym zabytkowym parkiem, który będzie podlegał rewitalizacji, podobnie jak budynki.
Moim zadaniem, w tym projekcie nad którym pracuję niemal rok, było przygotowanie koncepcji tego co tam może się zdarzyć poza działalnością Sinfonii Varsovii, która ma swój określony plan. Obiekt jest bardzo duży i ma wielki potencjał. Działalność kulturalną można rozpocząć tam jeszcze przed rozpoczęciem rewitalizacji, w duchu zasady PZO-wskiej, żeby nie zostawiać takich przestrzeni, żeby oddawać je animatorom, którzy zrobią z nich dobry użytek i przywrócą kawałki miasta mieszkańcom. A z drugiej strony trzeba mieć plan na przyszłość, idee tego co tam by mogło się wydarzyć.
Udało się! zrobiłam kilka prezentacji, z czego bardzo się cieszę. Teren jest kupiony, jestem oficjalnie koordynatorem do spraw programowych Grochowska 272, mam plany, które mam nadzieję będą miały szanse realizacji.
W czerwcu Sinfonia otworzy obiekt koncertami, które będą połączone z akcją przygotowującą ten teren dla Warszawiaków.
Przymierzam się do realizacji „Przetworów” w wersji openair, czyli działania z dużymi obiektami, czyli czegoś, czego u nas brak. Myślałam o tradycji parków rzeźb, obiektów, które np. w USA są powszechne. W Polsce przestrzeń publiczna pod tym względem jest szalenie zaniedbana, czasem nawet nie uruchamiamy naszej wyobraźni. Kiedy powstała Palma (Joanny Rajkowskiej, przyp. MG) na rondzie de Gaull’a, pokochaliśmy ją bardzo, ale wcześniej nie mieściłby się nam taki projekt w głowie. Ten park ma potencjał dla twórczej akcji, do której zaprosiłam znanego designera - Tomka Rygalika, działającego w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, gdzie ma swoją grupę PG13. Bardzo bym chciała, żeby przyszedł ze swoimi studentami i żeby zadziałali i stworzyli duże obiekty, ale razem z widzami, żeby widz także mógł w tym parku działać i współtworzyć obiekty. To jest jeden z planów letnich lub jesiennych.
Jest to kolejny projekt marzenie, mam nadzieję, że się rozwinie. I mam nadzieję, że on ma przyszłość, nie tak jak PZO, które mimo naszej nadziei, że będą miały kontynuację, że uda nam się na trwałe zamienić je w miejsce kulturalne, nie zostały podtrzymane decyzją zmieniających się właścicieli miejsca. Ale i tak powtarzam, że ten czas nie był zmarnowany, że to był wspaniały czas dla nas.

Czy ten Projekt Grochowska 272 będzie finansowany z pieniędzy miasta?


- Tak podejrzewam, choć jeszcze jest za wcześnie by ostatecznie to stwierdzić. Najważniejsze, że został podpisany akt notarialny. Teren został kupiony od SGGW. Cieszę się, że mogę proponować działania i że na pewno będzie to nowa przestrzeń na mapie kulturalnej dla Warszawiaków.

Kiedy dokładnie otworzycie nową przestrzeń i jak?


- 13 czerwca będzie akcja otwierająca, będzie można wejść do zakamarków tych zabytkowych budynków, które pochodzą z 1906 roku. Będzie się tam odbywała próba orkiestry Sinfonii Varsovii, która podzielona na sekcje będzie grać w 6 pomieszczeniach. Będzie tworzenie instalacji.
Chciałabym żeby to miało bardzo przyjazny wydźwięk, żeby się odwoływało do hasła związanego z koncertem który odbędzie się 14 czerwca, kiedy Sinfonia Varsovia zagra Symfonię z Nowego Świata. Nowy Świat jest dla mnie inspiracją, chciałabym żeby to było spokojne, czyste, proste miejsce, żeby instalacje nie przyćmiły piękna tego terenu, który jest oszałamiający i mam nadzieje, że wszyscy będą mogli to dostrzec.

Zatem zapraszamy na Grochowską 272!


MARTA WÓJCICKA - PREZES STOWARZYSZENIA STUDIO TEATRALNE KOŁO
  • Producentka spektakli stowarzyszenia, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie.
  • Koordynatorka wydarzeń kulturalnych EXPO 2000 w Hanowerze, stażystka Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku. Animatorka Kultury, od 2000 roku autorka i realizatorka projektów Stowarzyszenia Artanimacje (m.in. Projekt Folklor w CSW Zamek Ujazdowski). Do jej głównych realizacji należy projekt rewitalizacji fabryki Zakładów Optycznych na Pradze TZW. PROJEKT PRAGA.
  • W ramach Projektu Praga powstało 8 wydarzeń na przestrzeni lat 2005 – 2008 m.in.: wystawa kolekcjonerów, Przetwory - akcja twórczego recyklingu, Pzoty - projekt dla dzieci, Fabryka Snów - projekt teatralny. PZO otrzymało nagrodę WDECHY 2007 w kategorii MIEJSCE ROKU.
  • Współpracownica Instytutu Adama Mickiewicza, Pro Helvetii Warszawa.
  • Autorka planu rewitalizacji byłego Instytutu Weterynarii, od kwietnia 2009 będzie koordynatorem projektu z ramienia Sinfoniii Varsovii i Miasta Stołecznego Warszawa.

Odwiedź strony: http://www.projektpraga.moblog.pl/, http://www.studiokolo.com/

Dodaj komentarz:

Nick:
E-mail:
Treść:
Wpisz tekst z obrazka: CAPTCHA Image

Inny obrazek


Komentarze:

Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo