Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Co należy zmienić w prawie autorskim

Zadaniem prawa autorskiego jest właściwe wyważenie interesów twórców oraz interesu publicznego w zapewnieniu odpowiedniego dostępu do utworów (dóbr kultury). Jak każda regulacja, także prawo autorskie nie zawsze dobrze spełnia swoje zadanie. Co należałoby w nim zmienić?

W sumie: 6  

markiewicz markiewicz
(moderator)

26.07.09, 10:07

Prawo autorskie i siedem podstawowych problemów wydawców
Ustawowa regulacja rynku książki napotyka na trudności ze względu na konieczność pogodzenia interesów autorów, wydawców i czytelników. Wzrosły one istotnie ze względu na rozpowszechnienie Internetu, który stanowi istotne zagrożenie dla dotychczasowej pozycji wydawców.
Wydaje się, iż należy rozpocząć od regulacji dozwolonej reprografii dla użytku osobistego. W powszechnym odczuciu wydawców szkody w tym zakresie – zwłaszcza ze względu na masowe kopiowanie podręczników w całości – są najwyższe. Z drugiej strony należy tu uwzględnić słuszne postulaty studentów związane z nadmierną ceną książek. Wydaje się jednak, ze względu na obecną skalę zjawiska rozważyć należy ustanowienie restrykcji w tej sferze co do objętości [np. rozdział książki, nie więcej niż dwa artykuły z jednego numeru czasopisma, do 50 stron tekstu] . Być może dla co najmniej ograniczonej realności tego zakazu ograniczenie powyższe powinno dotyczy jedynie bibliotek i płatnych punktów kserograficznych], a zatem należy zrezygnować z generalnej restrykcji w tej sferze.
Po drugie należy rozważyć zniesienie droit domain payant. [art. 40 pr. aut], wprowadza ona swoisty podatek przeznaczony na cele wspomagania twórczości i kultury, a polega na pobieraniu opłat od producentów lub wydawców opublikowanych w Polsce egzemplarzy różnych rodzajów utworów, które nie są już objęte ochroną majątkowych praw autorskich, a zatem m.in. od wydawania Antygony, Potopu i Pana Tadeusza. Obecnie instytucji ta uległa degeneracji. Z założenia przy krótkim okresie ochrony autorskiej miała ona zaliczkowo zabezpieczać interesy żyjących twórców. Obecnie ten quasi podatek jest w głównej mierze rozdysponowywany przez Ministerstwo Kultury na cele wydawnicze. Jeżeli uwzględnimy, iż brak równoległej regulacji w innych krajach , w tym krajkach UE to oczywiście wydaje się racjonalne usunięcie tej instytucji z polskiego porządku prawnego.
Po trzecie, wydaje się zbyt szeroko i w sposób niedostatecznie dookreślony jest ustanowiona regulacja w zakresie antologii i wypisów dla celów naukowych szkolnych.
Po czwarte, z wspomnianą problematyką wiąże się oczywisty postulat, o charakterze jednak bardziej generalnym, by systemem zatwierdzanych tabel wynagrodzeń objąć obligatoryjnie stawki z tytułu dotlonego użytku publicznego o charakterze płatnym. Obecnie twórca niezadowolony z „łaskawie” przyznanego mu przez wydawcę wynagrodzenia może jedynie wystąpić do sądu o słuszne wynagrodzenie. Dalej idącym uprawnieniem twórcy byłoby zapewnienie mu ochrony według zasad określonych dla naruszeń autorskich praw majątkowych w sytuacji gdy wydawca nie płaci stawek przewidzianych w tabelach wynagrodzeń w tego rodzaju sytuacjach.
Po piąte, należy przystąpić nad rozwiązaniem problematyki „dzieł sierocych”. Pojęcie to oznacza utwory, co do których osoba zamierzająca z nich korzystać nie może ustalić podmiotu autorskich praw majątkowych. Potencjalny użytkownik ma wówczas przed sobą alternatywę: albo rezygnację z tego zamiaru, albo świadome naruszenie prawa autorskiego. Problematyka ta jest obecnie przedmiotem różnych propozycji legislacyjnych na gruncie WIPO i UE. W Polsce jest to zadanie szczególnie pilne. Ze względu na w istocie „karny” system ochrony autorskich praw majątkowych. Chodzi tu zarówno o potencjalną odpowiedzialność karną w tego rodzaju sytuacjach, jak i możliwość domagania się wielokrotności stosowanego wynagrodzenia. Sądzimy, iż na uwagę zasługuje system oparty na udzielaniu odpłatnej licencji przez Komisję Prawa Autorskiego, po uprzednim wykazaniu przez zainteresowanego odpowiednio udokumentowanych starań w celu „odnalezienia” podmiotu prawa do danego utworu (lub innego przedmiotu praw wyłącznych).
Po szóste, należałoby złagodzić niektóre restrykcje w rozdziale dotyczącym umów autorskich. Mamy tu na myśli np. umożliwienie zawierania dłuższych niż na okresy 5-letnie niewypowiadalnych umów licencyjnych [pojawia się tu problem skuteczności licencji Creative Commons], a także zezwolenie na zawieranie na krótki okres [np. 3 lat] umów dotyczących wszystkich utworów określonego rodzaju mających powstać w przyszłości. Być może także byłoby racjonalne ustawowe uregulowanie standardowej umowy wydawniczej.
Po siódme, konieczne jest dostosowanie polskiego prawa autorskiego do wymogów wynikających z odpowiednich dyrektyw UE. Ze względu na tematykę tu omawianą chodzi przede wszystkim o ograniczenie dotychczasowej licencji z art. 28 pr. aut., umożliwiającą generalne udostępnianie książek przez biblioteki bez jakiegokolwiek wynagrodzenia dla podmiotów prawa autorskiego. Tymczasem z prawa UE wynika, iż takie wyłączenie prawa do wynagrodzenia jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy ma ono charakter ograniczony, tzn. gdy odnosi się tylko do określonych kategorii przedsiębiorstw [np. bibliotek szkolnych i uniwersyteckich], a nie do wszystkich bibliotek, które nieodpłatnie użyczają egzemplarze książek.
Wśród innych usterek polskiego prawa autorskiego, związanych z niewdrożeniem prawa UE wyliczyć należy: a/ brak należytej ochrony przed usuwaniem zabezpieczeń technicznych przed dostępem lub zwielokrotnianiem utworu, b/ cytat został zbyt szeroko w części, w której zezwala na cytat w granicach wyznaczonych „prawami gatunku twórczości”, c/ reprografia w odniesieniu do zapisów nutowych nie powinna być objęta dozwolonym użytkiem osobistym.
Pomijamy tu problematykę „Ugody Google” gdyż pisaliśmy o tym wcześniej w innym miejscu.

Janusz Barta
Ryszard Markiewicz

rekrutacja rekrutacja

27.07.09, 16:54

Przyszłość prawa autorskiego a internet
Bardzo dziękuję za ciekawy tekst. Pozwoliłem sobie spojrzeć na te propozycje z punktu widzenia osoby zajmującej się od lat udostępnianiem utworów w internecie.

Ustawowa regulacja rynku książki napotyka na trudności ze względu na konieczność pogodzenia interesów autorów, wydawców i czytelników.


Dodatkową trudnością jest, że rynek książki jest tylko jednym z wielu rynków regulowanych przez prawo autorskie, a rynki te dość znacznie się od siebie różnią. W skrajnych przypadkach może się okazać, że rozwiązanie dobre na jednym rynku może mieć fatalne skutki na innym. Informacja w formie tekstowej w świecie cyfrowym dystrybuowana i wykorzystywana jest inaczej, niż tradycyjna książka drukowana, i zapewne rozwiązania dobre na rynku książki drukowanej niekoniecznie będą wspierać produkcję i dystrybucję materiałów cyfrowych.

Wzrosły one istotnie ze względu na rozpowszechnienie Internetu, który stanowi istotne zagrożenie dla dotychczasowej pozycji wydawców.


Ta perspektywa, w której w centrum stawiane są interesy konkretnych pośredników, budzi moje zastanowienie, i zaraz wytłumaczę dlaczego. Digitalizacja powoduje, że pojawiają się zupełnie nowe typy pośredników pomiędzy nadawcą a odbiorcą komunikatu informacyjnego: operatorzy telekomunikacyjni, wyszukiwarki internetowe, operatorzy serwisów komunikacyjnych czy twórcy programów komputerowych. Ci nowi pośrednicy mają inny rodzaj władzy nad obiegiem informacji niż wydawcy, i inne interesy, ale ich pozycja wcale nie jest słabsza. Dlatego jak sądzę dobrze jest myśleć o przyszłości dystrybucji informacji w formie tekstowej w kontekście interesów jej twórców i użytkowników, a nie konkretnych kategorii pośredników, którzy właśnie się zmieniają.

W powszechnym odczuciu wydawców szkody w tym zakresie – zwłaszcza ze względu na masowe kopiowanie podręczników w całości – są najwyższe.


Sądzę, że w ciągu najbliższych kilku lat ten problem przestanie mieć praktyczne znaczenie w związku z rozpowszechnieniem wyłącznie cyfrowych form dystrybucji, które są znacznie tańsze. Na fakt zwiększania się znaczenia takiej dystrybucji (zarówno legalnej, także w ramach dozwolonego użytku, jak i nielegalnej) zwracają uwagę również autorzy raportu o rynku książki. Warto zapewne pamiętać, by niechcący nie naruszyć samej zasady prawa do robienia kopii na własny użytek.

Po drugie należy rozważyć zniesienie droit domain payant.


Bardzo dziękuję za tą uwagę. W świecie, w którym zasadą jest, że utwory które wyszły spod prawa autorskiego są na niekomercyjnych zasadach udostępniane w bibliotekach i repozytoriach cyfrowych, te opłaty chyba rzeczywiście nie mają większego sensu.

Po trzecie, wydaje się zbyt szeroko i w sposób niedostatecznie dookreślony jest ustanowiona regulacja w zakresie antologii i wypisów dla celów naukowych szkolnych.


Ja bym dodał, że ta zasada na niektórych polach eksploatacji określona jest z kolei zbyt wąsko, bo obecnie jej stosowanie w stosunku do materiałów udostępnianych nieodpłatnie przez osoby prywatne czy instytucje edukacyjne w internecie jest niemożliwe. Tymczasem np. w wielu projektach uczniowskich, których istotą jest publikacja prezentacji, filmu czy opracowania stworzonego przez uczniów w internecie, istnieje konieczność wykorzystania materiałów archiwalnych - tekstów źródłowych, zdjęć, filmów etc. Jeśli materiały te są objęte prawem autorskim, to mamy kłopot. W praktyce chyba nikt nie ściga naruszeń, które nie mają komercyjnej wartości, ale tu chodzi nie tylko o ściganie, ale też o zasadę, zwłaszcza gdy dotyczy ona dzieci.

Po czwarte, z wspomnianą problematyką wiąże się oczywisty postulat, o charakterze jednak bardziej generalnym, by systemem zatwierdzanych tabel wynagrodzeń objąć obligatoryjnie stawki z tytułu dotlonego użytku publicznego o charakterze płatnym.


To warto by chyba zrobić jednocześnie z rozszerzeniem składu Komisji Praw Autorskich o przedstawicieli użytkowników utworów. Proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale obecnie zasiadają w niej wybrani (i to poza demokratycznym procesem) przedstawiciele stowarzyszeń twórców, organizacji zbiorowego zarządzania i innych pośredników pomiędzy twórcami a użytkownikami. Tymczasem tabele te dotyczą nie tylko komercyjnych wydawców i nadawców, ale także osoby prywatne czy niekomercyjne i edukacyjne instytucje prowadzące swoje wydawnictwa, serwisy internetowe, blogi etc. Brak organizacji konsumenckich, organizacji pozarządowych zajmujących się edukacją, wolnością słowa i prawami obywatelskimi w składzie Komisji jest chyba jej dużą słabością.

Po piąte, należy przystąpić nad rozwiązaniem problematyki „dzieł sierocych”. [...] na uwagę zasługuje system oparty na udzielaniu odpłatnej licencji przez Komisję Prawa Autorskiego, po uprzednim wykazaniu przez zainteresowanego odpowiednio udokumentowanych starań w celu „odnalezienia” podmiotu prawa do danego utworu


Jak Panowie widzą kwestię rozdysponowania tych funduszy?

Po szóste, należałoby złagodzić niektóre restrykcje w rozdziale dotyczącym umów autorskich. Mamy tu na myśli np. umożliwienie zawierania dłuższych niż na okresy 5-letnie niewypowiadalnych umów licencyjnych [pojawia się tu problem skuteczności licencji Creative Commons]


Bardzo dziękuję, ta kwestia domaga się pilnego rozwiązania.

ograniczenie dotychczasowej licencji z art. 28 pr. aut., umożliwiającą generalne udostępnianie książek przez biblioteki bez jakiegokolwiek wynagrodzenia dla podmiotów prawa autorskiego.


Ten temat jest już omawiany w tym wątku: http://www.kongreskultury.pl/title,Public_Lending_Right,pid,34,oid,32,cid,2,fsid,41.html

Wśród innych usterek polskiego prawa autorskiego, związanych z niewdrożeniem prawa UE wyliczyć należy: a/ brak należytej ochrony przed usuwaniem zabezpieczeń technicznych przed dostępem lub zwielokrotnianiem utworu,


Jak Panowie wiedzą ten temat budzi wiele kontrowersji, głównie ze względu na jawną sprzeczność takich przepisów z prawami wynikającymi z przepisów o dozwolonym użytku (prawo do sporządzenia kopii na użytek własny lub bliskich osób, prawo do cytatu etc.) Bez możliwości obchodzenia zabezpieczeń te prawa stają się nieegzekwowalne. Systemy DRM (biznesowa nazwa skutecznych technicznych zabezpieczeń) poniosły z tych powodów rynkową klęską, co ostatnio przyznali nawet przedstawiciele RIAA. Wprowadzenie tych zapisów w chwili, gdy rynek właśnie się od skutecznych technicznych zabezpieczeń odwraca, wydaje się niecelowe.

b/ cytat został zbyt szeroko w części, w której zezwala na cytat w granicach wyznaczonych „prawami gatunku twórczości”,


Ponieważ żyjemy w czasach kultury remiksu możnaby rzeczywiście dojść do takiego wniosku. Z drugiej strony warto się zastanowić, czy nakładanie daleko idących restrykcji na dominujące formy ekspresji kulturowej będzie skuteczne. Może się okazać, że jedyne co w ten sposób osiągniemy, to wypchnięcie całych kategorii twórców i dziedzin sztuki poza nawias prawa, przy jednoczesnej bardzo niskiej egzekwowalności przepisów (bo ścigać setki tysięcy nastolatków wrzucających swoje remiksowane klipy wideo na serwis YouTube będzie niezmiernie ciężko, a pożytek społeczny z tego płynący będzie... umiarkowany). Dokładnie takie stanowisko prezentują autorzy "Raportu o mediach audiowizualnych", którzy piszą: "Należy doprecyzować kategorię „dozwolonego użytkowania” tak, aby dbając o interes dysponenta praw własności do utworu, nie blokować powstawania utworów zależnych, które mogą stanowić podstawę innowacyjności i konkurencyjności polskich przemysłów kultury, a równocześnie służyć do stymulowania spontanicznej, oddolnej amatorskiej aktywności twórczej. Państwo powinno też aktywniej włączyć się w promowanie otwartych licencji, takich jak Creative Commons."

c/ reprografia w odniesieniu do zapisów nutowych nie powinna być objęta dozwolonym użytkiem osobistym.


Ten wniosek jest dla mnie trochę zaskakujący. Dlaczego jeden, bardzo specyficzny rodzaj utworów, ma być wyłączony spod dozwolonego użytku? Czy nie tworzymy w ten sposób niebezpiecznego precedensu mogącego doprowadzić do likwidacji instytucji dozwolonego użytku?

ttargosz ttargosz

13.08.09, 15:20

Subiektywna lista problemów prawa autorskiego cz. 1
Kryteria ochrony. Bardzo często osoby nie będący prawnikami, prawnicy nie specjalizujący się w prawie autorskim, a nawet prawnicy specjalizujący się w prawie autorskim mogą zostać zaskoczeni tym co zdaniem niektórych sądów zasługuje na ochronę autorsko prawną. Problem utworów wykazujących jedynie bardzo nieznaczny stopień twórczości (w Niemczech określanych jako kleine Münze) jest znany od dawna. Chociaż w tekstach na temat prawa autorskiego używa się zwykle przykładów utworów literackich, dzieł plastycznych czy kompozycji muzycznych, w praktyce ochrona obejmuje lub może objąć także kompozycje kwiatowe, proste teksty o charakterze użytkowym, krótkie wypowiedzi w Internecie, slogany, czy np. zapach perfum (w tym ostatnim zakresie orzecznictwo zagraniczne jest rozbieżne – w Polsce nie zostało to jeszcze rozstrzygnięte). Co więcej, standard ochrony jest identyczny – podmiotowi prawa przysługuje zatem ten sam czas ochrony (70 lat po śmierci autora) i zasadniczo ten sam zakres wyłączności, a dodatkowo mogą się rodzić różne dziwne problemy (czy np. jeśli uznamy zapach perfum za utwór, osoba intensywnie wypachniona dokonuje jego rozpowszechnienia?) Niewątpliwie konsekwencje rozbudowanej ochrony różnego rodzaju autorskoprawnych drobiazgów może budzić sprzeciw, zwłaszcza że ochrona autorsko prawna jest szeroka, a zasady odpowiedzialności surowe. Powstaje więc pytanie, czy nie możnaby coś z tym zrobić, a jeśli można, to dlaczego się to dotąd nie udało.
Jak zwykle w prawie odpowiedź będzie się mieścić między „i tak i nie” oraz „to zależy”. Sama istota problemu jest trudna do rozwiązania, albowiem ma związek z kwestią jakości utworów, w którą prawo autorskie nie chce i nie powinno wchodzić (sąd nie jest np. kompetentny do oceny czy dane dzieło prezentuje wysoki czy niezbyt wysoki poziom artystyczny). Jednak nie jest też tak, że żadne zmiany nie są możliwe. Wydaje mi się, że istnieją zasadniczo dwa rozwiązania. Pierwsze z nich polegałoby na objęciu ochroną tylko wyraźnie wymienionych w ustawie kategorii utworów (obecnie katalog jest przykładowy). Nieujęte w katalogu przedmioty twórczości nie podlegałoby ochronie. Taki pomysł budzi jednak wątpliwości. Po pierwsze jest nieelastyczny – mogą się przecież pojawiać nowe rodzaje utworów, co do których nikt nie miałby wątpliwości o ich wysokim poziomie, ale które nie dałyby się przyporządkować do żadnej ze znanych kategorii. Po drugie, doświadczenia zagraniczne pokazują, że zachodzi wtedy tendencja do rozciągania istniejących kategorii.
Drugie rozwiązanie polegałoby na podwyższeniu przesłanek uznania danego wytworu za utwór prawa autorskiego, tj. przede wszystkim stawiania wyższych wymogów co do natężenia twórczości/indywidualności dzieła. Oczywiście zakłada to jednak dokonywanie przez Sąd ocen, ale oceny takie są nieuniknione na gruncie każdej definicji utworu. Jest to możliwe do wykonania już dziś, bez żadnych zmian ustawy.
Na dalszym etapie, tzn., kiedy już ustalimy, że coś podlega ochronie, można się zastanowić, czy obecny stan rzeczy (takie same reguły dla wszystkich utworów w formule one size fits all) nie powinien ulec zmianie, tzn. czy prawo autorskie nie powinno stać się bardziej wyspecjalizowane, w zależności od kategorii utworów. To rozwiązanie wymagałoby już istotnych ingerencji ustawowych, ale być może wartoby się zastanowić, jak mogłoby ono wyglądać.

ttargosz ttargosz

26.08.09, 22:47

Subiektywna lista problemów prawa autorskiego cz. 2
Sankcje za naruszenia. Prawo autorskie w Polsce jest niezwykle surowe dla naruszycieli praw autorskich. Przewiduje ono, że w przypadku naruszenia autorskich praw majątkowych uprawniony może żądać zapłaty sumy odpowiadającej dwukrotności stosowanego wynagrodzenia, a jeśli naruszenie było zawinione trzykrotności stosownego wynagrodzenia. W typowym przypadku naruszenia chodzi o utwory, które oferowane są do korzystania za opłatą, a zatem rzeczywista szkoda uprawnionego byłaby właśnie równa utraconemu wynagrodzeniu. Wprowadzenie obowiązku zapłaty dwu a nawet trzykrotności tej kwoty (a trzeba pamiętać, że naruszenie zawinione to nie tylko naruszenie umyślne, ale także nieumyślne, tj. sytuacja, w której, w pewnym uproszczeniu, korzystający z utworu nie wie, że czyni to bezprawnie, ale powinien o tym wiedzieć przy dochowaniu należytej staranności) nie pełni tylko funkcji kompensacyjnej (tak jak odszkodowanie w prawie cywilnym), tylko represyjną. Rozwiązanie to budzi jednak poważne wątpliwości. Po pierwsze, jest ono, jeśli porównać z innymi krajami, raczej nietypowe. Po drugie, prowadzi do trudnego do zrozumienia uprzywilejowania ochrony praw autorskich. We wszystkich innych przypadkach, np. wtedy, gdy dochodzi do naruszenia patentu, prawa do znaku towarowego czy też wreszcie „zwykłego” prawa własności (np. kradzież lub zniszczenie rzeczy) poszkodowany może jedynie otrzymać odszkodowanie nie przekraczające wysokości szkody. W prawie autorskim może natomiast dostać odszkodowanie, które wysokość szkody z założenia przekracza, 2 lub 3 razy. Po trzecie, ubocznym skutkiem takiej regulacji jest powstanie dodatkowych problemów, z których jeden posiada na tym forum odrębny wątek (utwory osierocone). Jeśli za korzystanie bez zgody uprawnionego należy uiścić stosowane wynagrodzenie, korzystanie z utworu osieroconego jest mniej ryzykowne. Jeśli wynagrodzenie ma być mnożone razy 3, sprawa wygląda oczywiście inaczej.

Opisana tu konstrukcja była przez wielu prawników krytykowana, jednak jest zachowanie mimo nowelizacji przepisów o ochronie praw autorskich zawdzięczamy przekonaniu, że w Polsce dochodzi do zbyt dużej liczby naruszeń. Zwolennicy podwyższonych sankcji argumentują, że przecież gdyby za naruszenie należało płacić równowartość stosowanego wynagrodzenia jedynym ryzykiem naruszyciela byłby obowiązek zapłaty tego co faktycznie i tak musiałby zapłacić. Jakkolwiek argument ten nie jest zupełnie bezpodstawny, to jednak moim zdaniem nie wyjaśnia on dlaczego podwyższone odszkodowanie należy się także za niezawinione naruszenia. Na liście proponowanych zmian do prawa autorskiego proponuję więc przyznawanie stosowanego wynagrodzenia w razie naruszenia niezawinionego i dwukrotnej jego wysokości w razie naruszenia zawinionego.

ttargosz ttargosz

26.08.09, 22:48

Subiektywna lista problemów prawa autorskiego cz. 3
Czas ochrony praw autorskich jest ciągle przedłużany. Co prawda ostatnio nie słychać o kolejnych próbach w tym kierunku (inaczej jest niestety w przypadku praw pokrewnych), ale z zaciekawieniem przyjdzie nam śledzić reakcję na kolejny termin wygaśnięcia praw autorskich do postaci myszki Mickey. Jeśli w USA ochrona zostanie znów wydłużona, można oczekiwać, że Komisja Europejska przedstawi swoją propozycję, argumentując, m. in., że odmowa przedłużenia ochrony postawiłaby w niekorzystnej pozycji europejski przemysł kulturalny.
Większość specjalistów z zakresu prawa autorskiego jest przeciwna przedłużaniu ochrony. Z pewnością trudno rozsądnie twierdzić, że przez cały okres życia autora + 70 lat po jego śmierci autor nie ma możliwości uzyskania korzyści z eksploatacji swych utworów. Równie absurdalne byłoby twierdzenie, że autor nie będzie miał bodźców do tworzenia, skoro prawa do jego autorów trwają „tylko” 70 lat po jego śmierci, czyli, średnio rzecz biorąc dwa pokolenia.
Na skrócenie czasu ochrony nie ma obecnie realnie oceniając sytuację szans. Należy się jednak sprzeciwiać bezmyślnym próbom dalszego przedłużania czasu ochrony, na co Polska jako członek UE może mieć naprawdę wpływ. Czytałem gdzieś, że pomysł przedłużenia ochrony praw artystów wykonawców zaczął być lansowany przez prezydenta Sarkozy’ego, po tym jako dowiedział się, że zaczynają wygasać prawa do artystycznych wykonań jego znajomego, francuskiego piosenkarza Johnny’ego Hallidaya (który z pewnością nie przymiera głodem). Z pewnością nie może to być jednak poważny argument w dyskusji.

Po to by zobaczyć problem we właściwym kontekście warto wspomnieć, że prawo z patentu np. na lek ratujący życie trwa 20 lat.

Oxymoronkr Oxymoronkr

01.09.09, 23:53

propozycja
chcialbym zaproponować zgłoszenie miasta Krakowa do zorganizowania podczas Prezydencji Polskiej Kongresu Dziedzictwa Kultury Europejskiej.
uzasadniam:
W dobie wzrostu tendencji nacjonalistycznych i rozbudzonych fanatyzmów religijnych, warto zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na wspólnotę korzeni, wartości powszechne i nieprzemijalne oraz na czerpanie z dziedzictwa cywilizacyjnego kultur tworzących Europę XXI wieku.
Niech będzie to wkład Kultury Polskiej do Dziedzictwa Europejskiego.
Kongres powinien stać się platformą wymiany myśli, doświadczeń, zdobyczy kulturowych państw tworzących Unię Europejską, ale też powinien odpowiedzieć na pytania o przyszłość i kierunki, w jakich powinna iść edukacja kulturalna narodów Europy.
Europa Narodów, jaką staje się Unia Europejska, powinna się nauczyć czerpania ze zdobyczy kulturowych Wschodu i Zachodu.
I temu może służyć zwołanie w Krakowie Kongresu zrzeszającego wybitne jednostki z wielu dziedzin Kultury i „przemysłu kulturowego”: naukowców, historyków, artystów, nauczycieli, którzy w poszczególnych panelach tematycznych porozmawialiby, jak najlepiej skorzystać z dziedzictwa minionych pokoleń Europejczyków.
Jesteśmy w przededniu Kongresu Kultury Polskiej (2009 r. Kraków) i wyniki naszego Kongresu pomogą nam dobrze zorganizować Kongres Europejski.
W sumie: 6  
« Lipiec 2018 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31
10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »

Ryszard Markiewicz

Dyrektor Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Tomasz Targosz

Adiunkt w Instytucie Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo