Przestrzeń muzealna poddawana jest w ostatnich latach ciekawym i zaskakującym przemianom. Z roli monumentalnego i trwałego konstruktu coraz częściej staje się obiektem oryginalnych eksperymentów. Spośród wielu możliwości, jakie dają współcześnie postmodernistyczne narzędzia w wykorzystywaniu przestrzeni muzealnej, chcę zwrócić uwagę na tzw. „nomadyzm muzeów” oraz znaczący brak polskich instytucji w ich realizowaniu.

Idea muzeum w ruchu, pozbawionego swojego stałego miejsca zakorzenienia, odwołuje się do pewnego eksperymentu, w którym samo muzeum jako takie może stać się kluczowym elementem wystawienniczym. To kompleksy muzealne (swoiste muzea w muzeach), które w całości zmieniają miejsce swojej ekspozycji. Pomijam tu szereg odniesień związanych z relacjami wobec odbiorców, konteksty przemian społecznych, estetycznych itp.

Odejście od naturalnego skojarzenia muzeum jako instytucji na rzecz mobilnej ekspozycji pozwala przełamać schematyzm myślenia i traktowania sztuki w kategoriach instytucjonalnego uwięzienia. Także w perspektywie tzw. turystyki kulturowej, o której pisałem ostatnio, daje zupełnie nowe możliwości. O ile w tradycyjnym schemacie turystyki kulturowej to odbiorca przemieszcza się w poszukiwaniu obiektów, o tyle w przypadku „mobilnych muzeów” to obiekty artystyczne niejako poszukują widza. Taki charakter prezentacji wystawy, poza unikatową ekspozycją artystyczną, jest niezwykle ciekawą formą promocji i reklamy. Poszerzają się w sposób niemal nieograniczony (przynajmniej potencjalnie) możliwości dotarcia do widza. Wszystko zależy od mobilności muzeum-ekspozycji.

Nie brak przykładów realizowania koncepcji „nomadycznych muzeów” na świecie, trzeba niestety uczciwie przyznać, że dotychczas raczej omijały one polskich odbiorców, a i sami nie stworzyliśmy jak dotąd ważnych instalacji muzealnych mogących konkurować z analogicznymi projektami. Dla przykładu tylko dwa historyczne odniesienia: Mouse Museum (muzeum na planie głowy Myszki Miki) Claesa Oldenburga z 1972 roku, czy Nomadic Museum Shigeru Bana prezentujące wystawę fotografa Gregory Colbert’a. W tym drugim przykładzie przestrzeń wystawiennicza została przygotowana z kontenerów okrętowych i odwiedziła porty w Nowym Jorku, Santa Monica i Tokio (http://www.recyclart.org/2009/08/nomadic-museum/). I jeszcze realizowany obecnie przez trzy europejskie muzea z Wiednia, Pragi i Lublany projekt Artists’ Books on Tour – Artists’ Competition and Mobile Museum.

„Nomadyczne muzea” stanowią alternatywę dla klasycznych przestrzeni muzealnych. Być może są jedynie eksperymentami, niewykluczone jednak, że staną się trwałymi formami ekspozycji sztuki, same niejako nimi będąc. Tak czy inaczej, zmieniają nasz sposób myślenia o muzeum, do którego już nie my idziemy, ale które wręcz dosłownie może do nas dotrzeć. Tylko czy polscy artyści i muzealne instytucje są gotowe włączyć się do takich projektów?