Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Czy Polacy potrafią współpracować?

Syndrom ”świętych krów”. Narodowa cecha - ”pozycjonuj się albo zgiń”! Budowanie zaufania społecznego.

W sumie: 8  

pszlachta pszlachta
(moderator)

03.06.09, 07:53

Czy Polacy potrafią współpracować?
Syndrom ”świętych krów”.

Narodowa cecha - ”pozycjonuj się albo zgiń”!

Budowanie zaufania społecznego.

levter levter

20.08.09, 10:00

współpraca w kulturze...
Na różnych konferencjach, w których brałem udział, spotkałem się z opiniami, że instytucje kultury podkradają sobie imprezy, celowo robią alternatywne wydarzenia w tym samym terminie, co "konkurencja" itd. Stąd wniosek, że branża często nie potrafi współpracować. Potwierdzają to rozmowy z uczestnikami szkoleń, które miałem przyjemność prowadzić. Jaka może być przyczyna tego stanu rzeczy? Jeśli uda się zdiagnozować przyczynę, będzie można podjąć próbę uleczenia sytuacji... :) Dotyczy to jednak instytucji publicznych. Prawdopodobnie ngosy i biznes radzą sobie w tym względzie o wiele lepiej. Mylę się?

Z drugiej strony jest wiele przykładów na udaną współpracę i to międzysektorową, więc nie można generalizować.

pszlachta pszlachta
(moderator)

25.08.09, 02:34

Powody
Czy w takim razie brak wspolpracy wynika z nieumiejetnosci osiagania kompromisow czy np. z obawy przed kradzieza pomyslu? Nie ma bowiem mozliwosci zastrzegania pomyslu na poziomie idei lecz jedynie sposob jego wykonania wiec jesli podzielimy sie pomyslem zbyt wczesnie moze on zostac skradziony niemal bez kosekwencji prawnych.

Jesli problemem jest druga opcja to owa dyskusje nalezaloby pewnie przekierowac do watku Prawo autorskie
http://www.kongreskultury.pl/title,Ekonomika_kultury,pid,34,oid,32,cid,2,fid,2.html

Jesli problemem zas jest nieumiejetnosc dochodzenia do wspolnego stanowiska, to problem nalezaloby zaczac rozwiazywac juz w przedszkolu.

Czy znane sa Panstwu inne powody?

srubka srubka

16.09.09, 18:35

Prowincjonalny determinizm
Ciągle dopędzają mnie sytuacje, które przekonują do powszechnie panującego stwierdzenia, że aby być aktywnym i zauważonym w Żywcu trzeba „mieć za sobą” kogoś z „wysokich półek”. W prezentowanych opiniach czy wręcz postawach, nie można powoływać się na własny rozsądek, własną wrażliwość, własną wiedzę czy też osobiste przemyślenia. Nie można korzystać w żadnym przypadku z własnej wiedzy, samodzielności i osobistej inicjatywy. W świadomości mieszkańców miasta funkcjonuje pogląd, że wszystko, co dzieje się wokół nas musi mieć umocowanie w lokalnych autorytetach czy koteryjnych układach. Prowincjonalny determinizm.

W świetle takich opinii, sam obywatel - zdaniem tegoż samego obywatela, nie może skutecznie wystąpić samodzielnie ze swoimi sprawami na głównym forum lokalnej społeczności – sesji Rady Miasta. Według tego sposobu postrzegania rzeczywistości, w Żywcu nie można poważnie traktować autorskich inicjatyw obywatelskich. Każda aktywność zdeterminowana musi być uczestnictwem w panujących układach.

Upowszechnione stereotypy o uzależnieniach funkcjonujących w sieci lokalnych interesów obezwładniają mentalnie najbardziej aktywnych obywateli zdolnych do samodzielnego działania. Jeśli sporadycznie, a nawet przypadkowo pojawią się przesłanki odosobnionych postaw aktywności obywatelskiej w Żywcu, są one od samego początku napiętnowane społecznie. Choćby z powodu obaw o zagrożenie własnej egzystencji czy o społeczne wykluczenie. Każda inicjatywa musi być skonsultowana i przyjęta przez choćby jedną z grup interesu lub lokalnych koterii.

Jeśli zaś, co aktywniejsi uczynią ze swych osobistych przymiotów aktywności - użytek, doznają wykluczenia społecznego i zostaną „umieszczeni” w próżni społecznej czy kulturowej. Przestają funkcjonować w oficjalnych relacjach międzyludzkich. Stają się niedookreślonym bytem. W myśl znanego w poprzednich okresach historycznych hasła, że jeśli „MY” nie dostrzegamy Ciebie i Twojej aktywności, to znaczy, że Ciebie po prostu nie ma. Tylko formalno – koteryjna akceptacja działań poszczególnych obywateli legitymizuje taką aktywność. Reszta zdana jest na wykluczenia bądź ośmieszenie. Oto jest przepis na nasze małe, lokalne piekiełko, w którym co bardziej aktywni, wynurzający się z magmy nijakości ściągani są na same dno społecznej rzeczywistości przez współplemieńców.

Uprawiający tak pojętą manipulację społeczną muszą zdawać sobie sprawę, że ośmieszając innych, wyrażają równocześnie wiarę w swoją nieomylność i przekonanie o niezaprzeczalności własnej racji. Instynkty stadne, wciąż w nas silne, sprawiają, że chcemy widzieć innych na wzór i podobieństwo nasze, a nas samych staramy się zazwyczaj dostosowywać do tego, co ogólnie przyjęte. Lękamy się własnej odmienności i nie lubimy jej u bliźnich. Lękamy się również tego, co nowe w rozstrzygnięciach społecznych, co zawiera treść i formę aktywności społeczeństwa obywatelskiego złożonego z równych sobie ludzi.

Zachowania wielu współmieszkańców graniczą często z postawami nietolerancji odnoszącej się do codziennych relacji międzyludzkich. Zjawisko kreowania określonych, negatywnych opinii o drugim człowieku wynika z lęków, jakie wywołuje jego obecność w naszym towarzystwie. Lęki te są wywołane niezrozumieniem postaw i wypowiedzi człowieka „z zewnątrz”, wykraczających często poza zakres pojęciowy słuchaczy. Skoro nie możemy zrozumieć jego postaw, jego wypowiedzi, to bez jakiejkolwiek próby dochodzenia prawdy, stwierdzamy autorytatywnie, – że właśnie to „on” się myli. Bezpieczniejszą dla kreatorów tych opinii, jest postawa unikania bezpośredniej wymiany poglądów stosując zamiennie upowszechniane w plotce informacje o niedostosowaniu społecznym kontrowersyjnego mieszkańca.

Wychowane w atmosferze konieczności ciągłego dostosowywania się do otaczającej rzeczywistości społeczeństwo, nie potrafi samodzielnie przekraczać stworzonych przez siebie barier twórczych, by samodzielnie podejmować wysiłek kreacji nowych postaw i twórczych działań. Nie potrafi również podjąć trudu porozumienia z człowiekiem prezentującym inne poglądy czy sposoby postrzegania rzeczywistości. Wymagałoby to przekroczenia zastanych przyzwyczajeń czy postaw, stawienia własnych postaw wobec wszechogarniających stereotypów. Transgresja jest obca zachowawczym postawom ludzi hołdujących powszechnie i od lat znanego hasła: „mierny, bierny, ale wierny”. Stąd też osoby niepokorne, twórcze, przekraczające bariery, traktowane są jako „obcy”, na równi z innymi, zbędnymi i wyrzuconymi poza nawias „swojskości” mieszkańcami miasta.

Wszelkie dotychczasowe działania w zakresie destrukcji życia społeczno – kulturalnego lokalnej wspólnoty przejawiające się w postawach odrzucenia, stają się niemal podstawowym zadaniem miejscowych grup nacisku. Jak mniemam, jest to metoda eliminowania ze „społecznego obiegu” aktywnych postaw twórczych kreatywnych obywateli. Działanie owo w dłuższym horyzoncie czasowym służy umacnianiu dotychczas osiągniętych pozycji oraz wzajemnych relacji pomiędzy lokalnymi grupami interesu. Stan ten powoduje u wielu ludzi pobudzenie do buntu w różnorodnych formach. Szkoda jednak, że postawy takie są jednostkowe. W braku przyzwolenia na arogancję budzi się nadzieja na unormowanie relacji społecznych w mieście i regionie. Z drugiej strony, można domniemywać, że nadzieje twórców naszej rzeczywistości w zakresie obniżania poziomu aktywności społecznej mieszkańców, będą trwałym zjawiskiem towarzyszącym mechanizmom sprawowania władzy.

Wzmożony motyw wysiłku czerpie się z wiary w wartości, które pragnie się urzeczywistnić. Zestawienie wyidealizowanego obrazu siebie z sobą faktycznym bywa silnym motywem działań. Brak spełnienia tego, na co czekamy, czego pragniemy, nie zawsze uruchamia czyny. Stan niedosytu może prowadzić do rezygnacji, a nawet depresji czy apatii. Takimi nadziejami kierowali się i czynią to do dzisiaj, twórcy mechanizmów społecznych degradujących kulturowo mieszkańców Żywca.

Zjawiskiem występującym w relacjach „twórca – władza” jest konieczność dzielenia się pomysłami ze zwierzchnikami na różnych szczeblach kierowania. Często, w oficjalnych oświadczeniach uzasadniających ten sposób postępowania, wytaczane są dziwne argumenty dotyczące sposobu finansowania działań w kulturze samorządowej: „skoro władza samorządowa finansuje takie działania, to i ona wymaga określonych przez finansującego, zachowań”. W takim sposobie myślenia zawarty jest kardynalny błąd systemowy, gdyż właścicielami środków finansowych gminy są podatnicy – mieszkańcy tego obszaru, czyli samorząd miasta. Administracja w poczuciu swej służebnej roli, w katalogu obowiązków, winna realizować powinności wynikające z zapisów o zadaniach własnych gmin i do tego celu w sposób merytoryczny wydawać niezbędne środki. Natomiast inspiratorami i odbiorcami działań w sferze kultury samorządowej są sami mieszkańcy. Beneficjantami samorządowej kultury nie mogą być jedynie uprzywilejowane grupy nacisku czy lokalne koterie. Oczywiście w tych stwierdzeniach jest dużo uogólnień i haseł. Wobec różnorodności kulturowej i społecznej konkretnych środowisk nie można również, z definicji dookreślać szczegółów realizacyjnych poszczególnych propozycji aktywności samorządowej kultury. Celem wykonania złożonych i trudnych zadań związanych z realizacją takowych oczekiwań w sposób twórczy potrzebni są ludzie twórczy, otwarci na dialog z każdym człowiekiem, wyposażeni w możliwości sprawcze wyrażające się również określonymi środkami.

Zachowawcze postawy lokalnej społeczności generują patologie zarówno wśród sprawujących władzę jak i samych mieszkańców. Przyzwolenie na postawy relatywistyczne powszechnie określane „mniejszym złem” czyni z godzących się na takie ujmowanie rzeczywistości, współwinnymi stworzonej sytuacji. Bardzo skutecznie ogranicza to rzeczywistą aktywność obywatelską w sferze kreacji nowej sytuacji społecznej. Jakże można zarówno zgadzać się na powszechnie funkcjonujące stereotypy czy wzorce i nie być równocześnie zadowolonym z negatywnych efektów funkcjonowania społeczeństwa? Przejawia się to „rozdwojeniem społecznej jaźni” lub dążeniem do określonych, degradujących zachowań w sferze kultury i wynika z niskiego poziomu wiedzy obywatelskiej. Doprowadza do ustanowienia poziomu kultury nędzy.

Socjolog amerykański, Oscar Lewis, przeprowadził badania w slumsach wśród ubogich Portorykańczyków i na tej podstawie określił kulturę nędzy, trwalszą, jak słusznie zauważył, od samej nędzy. Rozwija ona w jednostkach pewne pożądane właściwości, a przede wszystkim umiejętność życia teraźniejszością.

Ileż zbieżności ze współcześnie obserwowanym sposobem egzystencji wielu mieszkańców lokalnych społeczności naszego regionu. Wszelkie działanie kierujących życiem publicznym zmierza do „nie wzbudzania wysokich aspiracji, nie wywierania nacisku, by stawać się kimś”. Jednostka żyjąca w kulturze nędzy, co nie oznacza, że w nędzy ekonomicznej - bytowej, znajduje satysfakcję realizacji swych hedonistycznych oczekiwań. Jak można się domyśleć w tak spreparowanych warunkach nie należy wytwarzać w sobie postaw buntu, skoro ta kultura nie wywiera presji w kierunku wyzbycia się własnej indywidualności?

Człowiek nie zbuntowany, często z trudem dostosowujący się do wzorów i mentalności otoczenia, przypłaca swój wysiłek i fałsz wewnętrzny nerwicami i psychonerwicami. Szuka ucieczki w alkohol, w narkotyki. Jest słaby, zbyt słaby, by stawić czoła światu, w rezultacie słabość prowadzi do samozniszczenia. Czyż ta diagnoza nie powinna wzbudzać odruchu refleksji wobec wszechogarniających zjawisk patologii społecznych zarówno w środowisku młodych jak i dorosłych mieszkańców miasta? Czyż właśnie te zjawiska nie przyczyniają się do kreacji zachowań patologicznych?

Oczekiwania na człowieka działającego zgodnie z wewnętrzną prawdą, zaangażowanego w sprawy ogółu, a nie tylko własne, jednostkowe, ma znaczenie już w dniu dzisiejszym. A zaczynać trzeba od podstaw. Potrzebna jest silna opinia publiczna, odznaczająca się pokojowym nastawieniem i respektującą prawa człowieka. Opinia ta dawała, nieraz znać o sobie, gdy prawa te były gwałcone.

To trudne, gdyż wielu z nas poprzestaje na swoich małych prezentacjach niezgody wobec wszechogarniających nas zjawisk degradacji kulturowej. Zachęcam do przemyśleń nad osobistymi, codziennymi i tymi drobnymi uległościami stosowanymi wobec degradacji naszej osobowości. A to dla świętego spokoju, w imię przyszłości moich dzieci czy fałszywych z założenia, ale pozornie dobrosąsiedzkich stosunków. Nie namawiam do jakichkolwiek konfliktów. Apeluję do zdrowego rozsądku i dialogu z inaczej myślącymi. Namawiam do prowadzenia ciągłej rozmowy o dniu dzisiejszym, przeszłości i przyszłości nas wszystkich. Jeśli zaś braknie dobrej woli do prowadzenia dialogu należy zdawać sobie sprawę ze społecznych konsekwencji takiego zaniechania.

Równocześnie brak zgody na obserwowany fałsz, obłudę i kłamstwo, na podstęp i podłość w dążeniu do kariery i pieniędzy, na kliki zamykające drogę ludziom utalentowanym wyrażać się będzie narastającymi zjawiskami buntu. Czy tak naprawdę sami nie wiemy, kto za tym wszystkim stoi?

pszlachta pszlachta
(moderator)

22.09.09, 18:31

W dół rownaj ! ! !
Z urodzenia jestem optymistą i zakładam pozytywne scenariusze rozwoju wydarzeń. Nic nie dzieje sie bez przyczyny więc szcześciu należy pomóc, umiejętnie moderując strumień przypływających darów losu.

Czytając powyższe spostrzeżenia trudno nie ulec wrażeniu, że społeczność w której żyjemy nie jest tą "obiecnaną".

Dlaczego tak lubimy zachowywać status quo, tak obawiamy się zmian? Czy to strach przed nasza własnym lenistwem, iz w penym wieku nie mamy sił zaczynac od nowa, czy obawa przed strąceniem z piedestału?

Upośledzenie z czasów PRL-u skutkuje tworzeniem aliansów współpracy negatywnej, która wychodzi nam najlepiej.

Przychodzą mi na myśl dwa hasła: "ściąganie za nogi" i "równanie w dół". Jesli komuś sie udaje, osiąga sukces, realizuje się zawodowo czy spełnia marzenie, w naszej kulturze w przeciwieństwie np. do amerykańskiej, nie ma dążenia by mu dorównać, by stawac sie coraz lepszym, aktywniejszym, by uczyć sie przez całe zycie, by byc ciekawym świata.
Zazwyczaj ściąga się delikwenta za nogi w dół, by sie nie wybijał, nie chwalił, by było mu tak żle jak reszcie społeczności, z której wyszedł. Pojawia sie wtedy przed moimi oczami obrazek z "Sądu ostatecznego" Hansa Memlinga, przedstawiajacy katusze grzeszników, których w ogień piekielny ściągają pobratymcy Lucyfera. Brrrrrr....

Oby te obrazki pozostały jedynie ilustracjami.

Jesli mogę udzielić podpowiedzi, sugerowałbym by się nie poddawać i robic swoje.
Przy okazji tworzenia Klastra INRET wiele osób z tzw. branży mówiło, że to sie nie uda, szkoda czasu, sił, etc.
Dziś wiem, że nie mieli racji a klaster powstał, rozwija sie dynamicznie, pozyskuje Partnerów i projekty.
Satysfakcji ze spełnienia marzenia, tak dużego i skomplikowanego, nie da sie z niczym porównać ani przeliczyc na zyski. Czuje się spełniony.

Gdy napotykam opór, pojawiają sie problemy z realizacja planów, przywołuje zdanie: "kiedy wszycsy mówią, że tego nie da sie zrobić, zjawia się ktoś, kto tego nie wie i robi to".

Niech będzie ono dla Państwa drogowskazem, dającym siłe by urzeczywistniać marzenia.

pszlachta pszlachta
(moderator)

29.10.09, 00:12

Echa pokongresowe
Czy kongresowe prezentacje projektów artystycznych, omawiane jako "case studies", pokazały że współpraca jest możliwa czy nadal walczymy o wyższe sprawy w pojedynkę?

pszlachta pszlachta
(moderator)

26.11.09, 18:27

.
.

pszlachta pszlachta
(moderator)

29.12.09, 10:12

.
.
W sumie: 8  
« Listopad 2018 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

Rozmawiać o designie - dlaczego nie?


10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »

Paweł Szlachta

Absolwent Zarządzania Kulturą i Amerykanistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Prezes Zarządu Fundacji ”Klaster Przemysłów Kultury i Czasu Wolnego INRET”.
Bibliografia i ciekawe linki do dyskusji.
Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo