Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]

Organizacje pozarządowe

Organizacje pozarządowe są bardzo ważnym, choć mało docenianym „aktorem” na scenie sektora kultury. Wyniki badań pokazują, że z jednej strony działań organizacji kulturalnych nie identyfikuje trafnie społeczeństwo (organizacje szacują, że mają ok. 8 miliona odbiorów - uczestników, widzów); liczba samych odbiorców, którzy są w stanie skojarzyć pozarządową organizację kulturalną, wynosi 750 tys.). Tę ogromną rozbieżność tłumaczy się faktem, że po pierwsze Polakom organizacje mylą się z instytucjami, a po drugie odbiorcy nie wnikają, jaka jest forma prawna organizatora imprezy, gdyż liczy się dla nich sama impreza. Rozpoznawalność jest jednak kluczowa, jeśli organizacje liczą na darowizny, udział wolontariuszy czy wpłaty 1% podatku.

Organizacji nie doceniają też samorządy: pieniądze przeznaczane na kulturalne projekty pozarządowe stanowią 3,7% całej kwoty przekazywanej organizacjom i tylko 2,1% ogółu wydatków samorządu na kulturę. Chlubnym wyjątkiem jest samorząd warszawski, który na „pozarządową” kulturę przeznaczył w 2008 roku ok. 14%, czyli ok. 28 mln złotych.
Na szczeblu centralnym sytuacja NGOs nie wygląda lepiej: udział pieniędzy pochodzący z dotacji administracji centralnej (a więc głównie Ministerstwa Kultury) jest dwa razy niższy niż w budżecie przeciętnej organizacji pozarządowej. Średnia kwota dotacji jest natomiast czterokrotnie niższa niż w całym sektorze (dane za 2008 rok).

Do organizacji kulturalnych dystans mają twórcy z nurtu instytucjonalnego, co wydatnie pokazują próby zdefiniowania, kto może być uznany za twórcę (ten, kto skończył odpowiednią uczelnię artystyczną), co było wypowiadane także na Kongresie Kultury. (Jest to paradoksalne o tyle, że związki twórcze, reprezentujące interesy twórców z dyplomami mają formę prawną organizacji pozarządowych i same uważają się za część tego sektora).

A przecież znaczenie organizacji pozarządowych jest już w teorii powszechnie uznane. Dlatego tylko w wielkim skrócie przypomnijmy, że oprócz pełnienia klasycznych funkcji, jak kształtowanie postaw obywatelskich (budowanie kapitału społecznego), zaspokajanie potrzeb społecznych czy dobre odpowiadanie na lokalne potrzeby, przypisuje się im trzy bardzo ważne cechy, które dają im przewagę nad instytucjami i administracją oraz podmiotami komercyjnymi: są misyjne (gdyż są powoływane z entuzjazmu i potrzeby „serca” i działają nie dla zysku); są elastyczne (gdyż mają zwykle dość płaską strukturę i nie są skrępowane wewnętrzną biurokracją); są efektywne finansowo (ponieważ opierają się częściowo lub całkowicie na pracy społecznej, a także nieustannie konkurują o dotacje i kontrakty, co sprawia, że poszukują wciąż nowych rozwiązań oraz proponują stosunkowo niskie koszty).

Warto podkreślić też stronę ekonomiczną: organizacje są pracodawcą, a ich innowacyjne pomysły czy metody są poligonem doświadczalnym – to, co się sprawdza, bywa wykorzystywane później w innych organizacjach. Ważne jest też to, że działają one również tam, gdzie dla rynku zyski są zbyt niskie, a dla administracji problemy zbyt wąskie lub trudne, czyli w niszach, np. takich jak edukacja kulturalna w trudnych środowiskach czy działania na rzecz zwiększania akceptacji społecznej dla mniejszości. Forma prawna organizacji pozarządowej jest ponadto najłatwiejszym sposobem na „uformalnienie” kulturalnych inicjatyw oddolnych i aktywne uczestnictwo w kulturze obywateli.
Tak wygląda teoria. Obserwacje praktyczne przynoszą różnorakie refleksje.


Zacieranie się granic między sektorami
Bardzo ważnym zjawiskiem, zachodzącym dynamicznie w sektorze kultury, jest zacieranie się granic między organizacjami a instytucjami (publicznymi); organizacjami a twórcami indywidualnymi; organizacjami a podmiotami biznesowymi non-profit. Obowiązujące prawo różnicuje relacje z podmiotami sektora kultury nie ze względu na rodzaj prowadzonych przez nie działań, lecz ze względu na formę prawną, co nie zawsze skutkuje efektywnym wykorzystaniem publicznych pieniędzy i tworzeniem wartościowych zjawisk kulturalnych.

Przykładowo: prywatny teatr eksperymentalny powinien przybrać formę prawną organizacji pozarządowej, jeśli chce starać się o dofinansowanie swoich działań np. z samorządowych środków publicznych. Jak każda organizacja, teatr działa projektowo, czyli wtedy, gdy uda mu się wygrać dotację w konkursie, lub pozyskać sponsorów prywatnych (co przy eksperymencie artystycznym nie jest zbyt prawdopodobne). W takich warunkach nie ma mowy o ciągłości działania, budowaniu zespołu, długofalowym planowaniu kalendarza imprez, planowaniu wyjazdów na festiwale itd. Dlatego tak wiele teatrów marzy o tym, by stać się instytucją.
Z drugiej strony prywatny teatr rozrywkowy prowadzony w formie organizacji pozarządowej ma prawo ubiegać się o dofinansowanie, natomiast prowadzony jako przedsiębiorstwo już nie, choć merytorycznie nie ma między nimi różnicy.

Postulowanym rozwiązaniem jest zrównanie dostępu do środków dla różnych podmiotów oraz rozważenie formy udzielania wsparcia na działalność stałą, np. przez powoływanie niepublicznych instytucji kultury – lub – co byłoby mniej skomplikowane i ryzykowne – dofinansowywanie stałej oferty kulturalnej w grantach kilkuletnich.


Mecenat czy zadanie publiczne?
Publiczne środki samorządowe, które stanowią najpoważniejszą pozycję w budżetach organizacji pozarządowych (średnio niecałe 20%), są przekazywane organizacjom pozarządowym na „realizację zadań publicznych” samorządu. Definicja prawna zadania publicznego nie istnieje, nie mniej jednak każdy twórca czy animator kultury liczy się z tym, że nie realizuje on swego autorskiego projektu, lecz zadanie, które samorząd musi uznać za „własne”, by je dofinansować. Konsekwencje tego faktu są takie, że ze środków samorządowych przeznaczonych na przedsięwzięcia kulturalne dofinansowywane są zadania priorytetowe dla samorządu, a więc: edukacyjne, związane z organizacją zajęć dla np. młodzieży wykluczonej, festyny czy koncerty dla masowej publiczności, ew. koncerty młodzieżowe, obchody rocznic, świąt państwowych i kościelnych (proponuję np. prześledzić tematy konkursów dotacyjnych w dzielnicach Warszawy, największego samorządowego „mecenasa”, dostępne na stronie um.warszawa.pl/ngo). Są to więc zadania niekontrowersyjne, związane z tradycją lub polityką społeczną, a także takie, które zauważą i zapamiętają wyborcy.

Konsekwencją takiego zdefiniowania sposobu dofinansowywania przedsięwzięć kulturalnych jest również fakt, że podlegają one rygorowi finansów publicznych. Zatem ich wartość merytoryczna, prawo do poniesienia ryzyka artystycznego, wkład w rozwój kultury jest drugorzędny. Najważniejsze jest prawidłowe i zgodne z rygorem finansów publicznych opisanie poniesionych wydatków (gdyż tego zakresu dotyczą kontrole).
Jako środki publiczne pieniądze te przyporządkowane są do odpowiednich przegródek w budżecie gminy: osobno dla fundacji, osobno dla stowarzyszeń. Wyniki konkursów dotacyjnych nie zawsze pokrywają się z zaplanowanymi kwotami, niekiedy więcej dobrych ofert składają np. fundacje. Ponieważ procedura zmiany zakwalifikowania bywa skomplikowana zdarza się, że to forma prawna oferenta decyduje o wyniku konkursu, a nie jakość oferty.

Innym ważnym aspektem „realizowania zadań publicznych” samorządu, jest fakt, że niekiedy czuje się on uprawniony do cenzurowania dofinansowywanych projektów (używając groźby nierozliczenia dotacji lub nieprzyznania następnych). Sztandarowym przykładem są perypetie offowej grupy teatralnej Suka Off z Katowic. Śledzeniem takich interwencji cenzorskich zajmuje się organizacja pozarządowa Indeks 73.

Kolejną konsekwencją tego trybu jest fakt, że dofinansowywanie zadań powinno – zgodnie z ustawą o pożytku – mieć formę konkursów. Do konkursu stają zatem podmioty, których przedsięwzięcia są stałym i prestiżowym elementem oferty kulturalnej, np. Warszawska Jesień, co organizatorom utrudnia przygotowanie wielkiej imprezy, a obserwatorom daje poczucie, że konkursy są z góry ustawiane.
Z konkursami wiąże się jeszcze jedna rzecz: jeśli artysta miałby genialny pomysł, niemieszczący się w zakresie konkursu, a władze chciałyby go sfinansować, i tak muszą ogłosić konkurs. Ustawiają warunki tak, aby wygrał pomysłodawca (zakładając, że nie zrobi błędu formalnego) lub też ryzykują, że czyjś pomysł zostanie zrealizowany przez inną, zwycięską organizację.

Organizacje i władze samorządowe w pewnym stopniu starają się obejść trudne obwarowania, związane z konkursami. Przedsięwzięcia artystyczne bywają kupowane jako usługa. Ta forma finansowania ma także złe strony: urzędnik jednoosobowo podejmuje decyzję o wyborze, stając się samodzielnym kreatorem polityki kulturalnej, a jego decyzje nie są upubliczniane – jeśli nie „łapią się” w tryb przetargowy (wyniki konkursów dotacyjnych i przetargów są upubliczniane).
Nasuwa się zatem pytanie: czy forma finansowania kultury na poziomie samorządowym w przyjętym trybie realizacji zadań publicznych jest zawsze najbardziej efektywna? Czy celowe byłoby oddzielnie stałej oferty kulturalnej od projektów nowych, jednorazowych, pilotażowych? Czy konkurs jest zawsze najodpowiedniejszą formą do realizowania polityki kulturalnej (w zakresie pozainstytucjonalnym) i na każdym poziomie?

Projekty na tworzenie sztuki jako takiej, przedsięwzięcia innowacyjne, nowoczesne, związane ze sztuką współczesną, zadające pytania, przekraczające granice, krytyczne – a więc to, co zdefiniowano jako powinność artysty podczas otwarcia Kongresu Kultury – ze względu na opisane wyżej samorządowe uwarunkowania – są proponowane Ministerstwu Kultury, w ramach niektórych Programów Ministra. Muszą mieć jednak charakter co najmniej ogólnopolski, MK preferuje też projekty duże (argumentując, że małe projekty powinny być wspierane lokalnie), co siłą rzeczy eliminuje projekty niszowe i czyni to źródło niemalże niedostępnym dla 43% organizacji (ich budżety roczne wynoszą od 1 tys. do 10 tys. zł).


Innowacyjność
Bez względu na to, jakie jest źródło dofinansowania – projekty eksperymentalne, innowacyjne, będące testem czy pilotażem – nie mieszczą się w żadnych konkursach. W składanych wnioskach i rozliczeniach najważniejszy jest twardy, policzalny rezultat, wyprodukowanie czegoś konkretnego. Gubi się zatem co, co w kulturze wydaje się mieć wysoką wartość i do czego organizacje wydają się szczególnie predestynowane. Warto byłoby się zastanowić nad ścieżką dla takich działań (analogiczne założenia zostały przejęte w Inicjatywie Wspólnotowej Equal, w ramach której finansowano pilotaże i poszukiwania w dziedzinach społecznych i rynku pracy).


Trudność w znalezieniu źródeł finansowania

Ogólnie rzecz biorąc, z analizy źródeł przychodów organizacji pozarządowych (kulturalnych i całego sektora) wynika, że organizacje kulturalne rzadziej korzystają z przychodów z 1%, dochodów ze swojego majątku, wsparcia zagranicznych organizacji, z funduszy strukturalnych. Rzadziej też mogą liczyć na źródła samorządowe, rządowe i na darowizny od osób fizycznych.

Organizacje kulturalne mają generalnie dość ograniczoną paletę źródeł finansowania, korzystają z mniejszej liczby źródeł niż organizacje z dziedziny pomocy społecznej, ochrony zdrowia czy edukacji.
Przekłada się to na zamożność organizacji kulturalnych: prawie 25 % w 2007 roku miała dochody poniżej 1 tys. zł rocznie (w całym sektorze to ok. 19%). Ok. 16% miało dochody powyżej 100 tysięcy (3,7% - powyżej miliona).
Dane te potwierdzają ogólne wnioski z innych raportów i analiz: pieniędzy na kulturę jest stosunkowo mało, a większość podmiotów pozarządowych to bardzo drobni gracze.

Ekonomizacja?
Ratunkiem dla organizacji kulturalnych mogłaby być ekonomizacja czyli prowadzenie odpłatnej działalności pożytku lub działalności gospodarczej, czyli pobieranie opłat, np. w formie biletów czy sprzedawania swych produktów (koncertów, spektakli...). Jeżeli organizacja nie zmieści się w limitach, przypisanych do działalności odpłatnej – automatycznie staje się ona działalnością gospodarczą.

Nowelizacja ustawy o pożytku (styczeń 2010) rozluźniła rygory związane z działalnością odpłatną – ograniczenie związane z wynagrodzeniami zwiększono do 3-krotności średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. Pod uwagę ma być brane wynagrodzenie otrzymywane tylko w ramach działalności odpłatnej. Wskazano także sposób naliczania tego wynagrodzenia: jest to średnia z ostatnich trzech miesięcy. Biorąc pod uwagę obecną wysokość średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw limit wynosi niemal 11 tys. miesięcznie brutto dla jednej osoby (i jest to wyłącznie wynagrodzenie za pracę w ramach odpłatnej działalności). Nadal obowiązuje zasada, że opłaty za działalność danego rodzaju nie może przewyższać kosztów tej działalności (bez wyszczególniania kosztów bezpośrednich i pośrednich). Nie ma także zależności między momentem pobrania odpłatności a kalkulowaniem kosztów. Można zatem spodziewać się takiej interpretacji, że koszty i opłaty powinny bilansować się w momencie zamykania okresu obrotowego (np. na koniec roku) (Więcej: M. Dadel, cykl artykułów nt. nowelizacji: http://www.ngo.pl).

Jednakże uczestnicząc w dyskusjach, śledząc wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że wśród urzędników działalność gospodarcza jest czymś podejrzanym, choć trudno jest zrozumieć przyczynę, jako że zyski obligatoryjnie przekazywane są na działania statutowe organizacji, a ekonomia społeczna (czyli m.in. działalność gospodarcza III sektora) jest promowana przez rząd i UE. Prowadzenie działalności gospodarczej świadczy o dobrej kondycji organizacji, dobrym zorganizowaniu i profesjonalizacji. Przychody z tego tytułu mogą stanowić dla organizacji dodatkowe źródło pieniędzy, co częściowo uniezależnia ją od dotacji.

Boje o poluzowanie rygorów w tej kwestii w nowelizacji ustawy z urzędnikami i posłami toczyli przedstawiciele organizacji z Rady Działalności Pożytku Publicznego (zob. „Konstytucja sektora w nowelizacji” http://wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/486024.html).
W wielu konkursach dotacyjnych jest zakaz dofinansowywania przedmiotu działalności gospodarczej (np. w FIO, na poziomie samorządów).

Z jednej strony organizacje otrzymują komunikat, że źródła ich finansowania powinny być zdywersyfikowane, że powinny same znajdować środki na finansowanie „zakazanych” kosztów, takich jak: inwestycje (na poziomie samorządów nie są kosztem kwalifikowanym w dotacjach) oraz koszty administracyjne, niekiedy etaty (czyli tzw. koszty działalności),a także sprzęt (nie zawsze kwalifikowany koszt to zakupy do 3500 zł), a z drugiej strony podejrzliwie traktuje się próby zdobywania środków, choć utrzymanie biura czy kupno dobrego komputera nie jest możliwe ze składek członkowskich – średnio stanowią one ok. 5% budżetu organizacji (i mają je tylko stowarzyszenia).

Postawa „podejrzliwości” skutkuje niekiedy np. uznaniowymi (bo niewynikającymi z żadnych regulacji) decyzjami niedofinansowywania projektów tych, którzy dobrze sobie radzą (i mają przychody z tytułu działalności gospodarczej). Wielokrotnie byłam świadkiem dyskusji, czy organizacji, która prowadzi działalność gospodarczą w ogóle można przyznać dofinansowanie, nawet, gdy nie dotyczy ono przedmiotu tej działalności. W rezultacie okazuje się, że opłaca się być przeciętnym „producentem” kultury.

Rekomendacją byłoby wypracowanie i upowszechnianie rekomendacji co do wspierania działalności gospodarczej, uwzględniających np. zależność oceny od wkładu własnego organizacji, poziomu merytorycznego projektu, wysokości opłat ponoszonych przez odbiorców i upowszechnianie ich wśród urzędników np. w formie szkoleń.

Druga stroną byłoby zachęcanie do prowadzenia takiej działalności poprzez przyjazne regulacje prawne wobec społecznych przedsiębiorców, także tych zajmujących się kulturą. Wydaje się, że organizacje kulturalne są ku temu chętne: już teraz działalność taką prowadzi prawie 10% z nich (wśród wszystkich branż III sektora – ok. 7%).


Udział w konsultacjach
Nowelizacja ustawy o pożytku publicznym wprowadza istotny zapis: administracja centralna może tworzyć programy współpracy z organizacjami pozarządowymi. Program ma opisywać zasady współpracy, w tym także konsultacje ważnych z punktu widzenia III sektora dokumentów i regulacji. Pierwszym krokiem do wypracowania zasad może być już tworzenie programu – gdyż jego zawartość powinna być skonsultowana.

Konsultacja: Ewa Kolankiewicz, Federacja Centrum Szpitalna
Dane: Jan Herbst, Stowarzyszenie Klon/Jawor

III sektorowi w kulturze poświęcony jest nr 19 kwartalnika „Trzeci Sektor”, wyd. Instytut Spraw Publicznych (2009)

Zobacz hasło w Słowniku zarządzania kulturą


Prawo kultury i sztuki : Prawo organizacji pozarządowych
Autor : Alina Gałązka
Licencja : BY-NC-SA

Dodaj komentarz:

Nick:
E-mail:
Treść:
Wpisz tekst z obrazka: CAPTCHA Image

Inny obrazek


« Wrzesień 2017 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo