Widoczna w ostatnim czasie zmiana nastawienia do sektora kultury (połączona z jego profesjonalizacją) związanym jest głównie z problemem jego finansowania ze środków publicznych w warunkach gospodarki rynkowej. Do dzisiaj udało się już wypracować wiele skutecznych metod zawodowego zarządzania kulturą, niemniej to wciąż niezwykle dynamicznie ewoluująca – dosłownie na naszych oczach – dziedzina. Zyskała nawet status naukowej kategoryzacji: ekonomika kultury. Głównym jej celem jest wypracowanie takich instrumentów polityki ekonomicznej, które pozwolą na wzrost efektywności przedsięwzięć kulturalnych (czyli: zmniejszenie kosztów przy takich samych zyskach bądź takie same koszty i większe zyski).

Polskie doświadczenie profesjonalnego zarządzania kulturą w ostatnich latach związane jest (ze względu na rozmiar) głównie z wykorzystaniem środków Unii Europejskiej. Oczywiście, fundusze europejskie to już wypracowany model, ale wart podkreślenia ze względu na skalę i zaproponowane formy realizacji. Aby skutecznie poprawić sposób zarządzania kulturą niezbędne są wieloaspektowe działania. Pojawia się zatem potrzeba między innymi odejścia od sztywnego administracyjnego biurokratyzmu i konserwatyzmu oraz otwarcie sektora kultury na rynek; wsparcie i rozwinięcie mecenatu i prywatnego finansowania (w tym m.in.: sponsoring korporacyjny, trusty i fundacje korporacyjne, indywidualne donacje odpisywane z zobowiązań podatkowych). To tylko kilka istotnych przykładów.

Czasem samo usunięcie barier administracyjnych i prawnych będzie już wystarczające. Sektor kultury jest wszak samoanimującą się strukturą, która dodatkowo rozwija się na niezwykłą skalę – liczba jednostek związanych z działalnością kulturalną w gospodarce wzrosła w latach 1992-2007 dziesięciokrotnie z niemal 7,5 tysiąca do ponad 77 tysięcy.

Mówienie dziś o „bumie na kulturę” i częste przywoływanie słów Marshalla McLuhana o tym, że „Z ery, w której biznes był nasza kulturą, znaleźliśmy się w erze, w której kultura staje się naszym biznesem” nie jest jedynie udaną figurą retoryczną. Za tą formułą kryją się przemiany społeczne, geopolityczne i gospodarcze, w których sektor kultury odgrywa istotne znaczenie.

A gdzie w tym wszystkim jest kultura? I jaką cenę trzeba za te przemiany zapłacić? Nie brakuje sceptycznych głosów, iż zabieg profesjonalizacji kultury i wtłaczanie jej w rygor ekonomicznych procedur jest procesem upraszczającym i marginalizującym samo kulturalne wydarzenie. Nie musi być jednak sprzeczności pomiędzy profesjonalnym zarządzaniem, a ideową, estetyczną warstwą projektu. Dzięki właściwemu menadżerskiemu zapleczu wzrastają możliwości i skuteczność działań kulturalnych, których efekty są często nieprzekładalne na finansowe rezultaty, jest to ta wartość „naddana”, która nie daje się jednoznacznie, materialnie oszacować. Nie ma jednak dla mnie wątpliwości, iż korzyści płynące z inwestowania i profesjonalizowania kultury są zawsze niedoszacowane.




Post scriptum, czyli jak to zrobili na przykład we Francji.

Przed paroma dniami stacja CNN wyemitowała serię programów dotyczących francuskiej kultury. Oglądając je notowałem tylko często wymawiane frazy: tożsamość narodowa, silny międzynarodowy partner, dyplomacja kulturalna itd. To doskonały i bezcenny przykład promocji nie tyle samej kultury, ile całego kraju, gospodarki… Dodajmy jednak, że udział francuskiego sektora kultury w gospodarce krajów europejskich należy do najwyższych w UE.


Poniżej zamieszczam trzy linki, które dla zainteresowanych tematyką ekonomiki kultury mogą okazać się pomocne:
http://www.culturaleconomics.org/
http://www.euronakulture.eu/
http://www.labforculture.org/