Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Animator kultury na podwórku?

Lato to dobry czas, żeby z działaniami dla dzieci i młodych ludzi wyjść poza mury instytucji: szkoły, parafii, klubu, czy wreszcie domu kultury. Tak naprawdę wyjście do dzieci to nie tylko pomysł na lato, ale raczej pewna filozofia, która zmusza animatora kultury do aktywnego działania. Nie każde dziecko zajrzy do domu kultury czy skorzysta z zajęć pozalekcyjnych w szkole. Oprócz oczywistych finansowych ograniczeń są także inne bariery, które mówią młodemu człowiekowi „to miejsce nie jest dla mnie”. Animator kultury wychodzi ze swoimi działaniami, do tych którym jest nie po drodze do instytucji. Z własnych doświadczeń wiem, że to najczęściej z młodych piłkarzy grających na dzikich boiskach biorą się później najgorliwsi uczestnicy warsztatów filmowych czy fotograficznych. Jak więc opuścić mury poważnych instytucji, co zaproponować dzieciakom i młodzieży z podwórek, z dużych i mniejszych miast? Zapraszam do podzielenia się pomysłami i inspiracjami.

W sumie: 6  

mbialek mbialek
(moderator)

22.07.09, 10:17

Podwórka na Tumskiej w Płocku
Pełny tekst “Podwórka” autorstwa Magdaleny Kubeckiej ukazał się w półroczniku “Dzieci w Europie” (nr 13) wydawanym przez Fundację im. Jana Amosa Komeńskiego (www.frd.org.pl):

Czy istnieje miejsce, które pełni jednocześnie funkcje domu, świetlicy, placu zabaw i boiska, teatru, galerii sztuki i kina, kawiarni, stołówki i suszarni prania? Nawet jeśli wydaje się to niemożliwe, jest takie miejsce - to podwórko przy Tumskiej 9 w Płocku.

Idąc głównym deptakiem Płocka, czyli ulicą Tumską, łączącą centrum komunikacyjne ze Starym Miastem i Wisłą, podwórko przy kamienicy numer 9 można minąć zupełnie niepostrzeżenie. Jednak nawet najmłodsi mieszkańcy miasta świetnie znają ten adres. Na ścianie kamienicy wisi tablica informująca, że mieści się tu Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki. Powodem codziennych wizyt dzieci z okolic jest szczególnie jedna konkretna pracownia, utworzona w piwnicach ośrodka trzynaście lat temu. To Farbiarnia, której projekty sprawiły, że zaczarowane zostało podwórko przy Tumskiej 9, chwilę później jego mieszkańcy, szczególnie ci najmłodsi, a potem mieszkańcy sąsiednich podwórek...
Działania na podwórku przy Tumskiej miały na samym początku wymiar przede wszystkim estetyczny. Wpisywały się w hasło „upiększania podwórek”, które przywiozła do Płocka i do powstającej Farbiarni Zofia Bisiak z Centrum Animacji Kultury w Warszawie. Dziś trudno uświadomić sobie, w którym momencie te akcyjne działania przerodziły się w ciągłą pracę i przybrały formę projektu społecznego służącego wyrównywaniu szans mieszkających tu dzieci. Stało się tak ze względu na specyfikę miejsca i na ludzi, którzy je zamieszkują. To w większości niezamożne, wielodzietne rodziny, w których dzieci prawie cały czas spędzają poza domem. Wiele z nich ma problemy w szkole, ale z ich rozwiązywaniem muszą sobie zwykle radzić sami. Dzieci mieszkające w okolicznych domach szybko przyłączyły się do pierwszych przedsięwzięć. Niezależnie od tego, czy miały 4 czy 12 lat, szybko poczuły, że podwórko - szare, brudne, bez drzew i trawy należy także do nich oraz że dzięki ich pomysłom może się tu wiele zmienić. Najpierw powstawały małe grządki z kwiatkami, potem przyszła kolej na sadzenie drzew, pojawił się pomysł ustawienia ławeczek. Dzieci stworzyły regulamin podwórkowy, w którym pisały na przykład, że „nie wolno sikać w bramie” albo, że cisza nocna obowiązuje w nowych, ustalonych przez nich porach.
I wtedy zaczęło się coś więcej niż tylko jednorazowy zryw artystów, szalona akcja, która odchodzi w niepamięć tak nagle, jak się pojawiła - mówi Beata Jaszczak, założycielka Farbiarni i organizatorka projektów artystyczno-społecznych w Płocku. - To najmłodsi mieszkańcy podwórka, zafascynowani praktycznie wszystkim, co dzieje się wokół nich, stworzyli ten projekt. Wystarczyło pokazać im, że istnieje w ogóle możliwość działania i realizowania pasji. Potem trzeba było udzielać wsparcia podczas wcielania pomysłów w życie, ale impuls i inicjatywa rodziły się po stronie młodych.
Jedno z pierwszych działań grupy dla mieszkańców okolic ulicy Tumskiej nawiązywało do stałego elementu podwórek - suszącego się prania. Polegało na tym, że kilka osób wędrowało od jednego podwórka do drugiego, od jednej kamienicy do kolejnej i u spotykanych dzieci zostawiało grube zeszyty do zapisywania i rysowania marzeń. Po paru dniach zebrali je i okazało się, że powstał pokaźny zbiór wierszyków, komentarzy, dowci*ów, przekleństw, zwierzeń i rysunków. Grupa wybrała wpisy związane z marzeniami i nadrukowała je na różnokolorowe koszulki, które potem zawisły na rozciągniętym w poprzek podwórka sznurku, przyczepione spinaczami do bielizny. Przez trzy kolejne lata przy Farbiarni organizowano kolejne, coraz oryginalniejsze wydarzenia. Wszystkie akcje opierały się na jednym podstawowym założeniu - miały być tworzone i realizowane wspólnie z dziećmi, przy ich aktywnym udziale i rzeczywistym wpływie na ich ostateczny kształt. Na warsztatach fotograficznych uczestnicy stawali się dla prowadzących przewodnikami po mieście, wybierali miejsca, które warto sfotografować i prowadzili w nie swoimi ścieżkami. Krótkie filmiki stworzone podczas warsztatów filmowych były wymyślone przez dzieci - mogły opowiedzieć o istotnych sprawach i o swoim miejscu własnym językiem i na swój sposób. Ten element samodzielnego podejmowania decyzji i realizowania własnych, nawet najbardziej szalonych pomysłów jest podczas akcji podwórkowych niezwykle istotny. Dzieci uczą się tego, czego często nie dane im było nauczyć się w domu - że ich zdanie też się liczy, że mają dobre pomysły oraz że inni chcą ich słuchać. Fakt pracy z uznanymi artystami, którzy przyjeżdżają do Płocka specjalnie na akcje podwórkowe dodaje poczucia własnej wartości. Dzięki wspólnej pracy artystów i dzieci podwórko stało się plenerową galerią sztuki. Na ścianach budynków mieszkalnych Twożywo i Galerii Rusz (znane grupy artystyczne zajmujące się sztuką w przestrzeni publicznej) stwożyły murale, szablony i bilboardy. Prace spodobały się dorosłym mieszkańcom - są wesołe i kolorowe, podobają się też dzieciom, bo są śmieszne. Na jednej ze ścian pojawił się ogromny napis „DOM”. Podwórko ożywa o różnych porach roku - czasem za sprawą koncertu plenerowego, spektaklu, czasem dzięki wspólnemu gotowaniu i jedzeniu sobotniego śniadania na świeżym powietrzu albo przy wspólnych porządkach.
Farbiarnia jest częścią rzeczywistości mieszkańców Tumskiej, wyraźnie wtopiła się w ich codzienność. Dla najmłodszych jest tu właściwie „od zawsze”. Beata Jaszczak dba, żeby u dzieci nie pojawiło się przekonanie, że miejsce żyje niezależnie od ich udziału i zaangażowania. Stara się za każdym razem podkreślać, że to jak funkcjonuje pracownia zależy od wszystkich, wszyscy są też w pewnym stopniu za nią odpowiedzialni i mają swoje małe obowiązki. Ważnym momentem przy tym podziale obowiązków i odpowiedzialności było oddanie w ręce młodych osobnego pomieszczenia na podwórku. W sercach dzieciaków zajmuje szczególną pozycję - w końcu jest „ich”.
Także dorośli nie zastanawiają się już chyba jak wyglądałoby to miejsce, gdyby nie było Beaty Jaszczak i skupionych wokół niej ludzi. A to akurat można bez trudu odgadnąć obserwując sąsiednie podwórka. Dzieciaki z Tumskiej 9 doskonale wiedzą, kto gdzie mieszka i pod którym oknem trzeba wołać, żeby wyciągnąć kolegę z klasy na piłkę. Wiedzą jakie zasady obowiązują na poszczególnych podwórkach, gdzie można zajrzeć z aparatem fotograficznym podczas warsztatów, a gdzie lepiej nie zaglądać. Jest kilka miejsc, w które szczególnie chętnie chodzą się bawić. Na pewnym etapie działań u dzieci pojawił się pomysł, by także w innych miejscach „robić takie fajne rzeczy jak przy Farbiarni”. I tu otworzyła się przestrzeń i możliwości nowych działań. Była to także oznaka pewnego sukcesu w pracy z grupą z Tumskiej - dzieci uznały, że dzieje się u nich coś na tyle cennego, że warto pokazać to innym. Poczuły się mają coś, czym mogą się pochwalić, ale chciały się też tym podzielić. Wymyślili wspólnie z opiekunami, by oprócz wszystkich akcji i codziennych inicjatyw, zorganizować także cykliczną imprezę i włączyć w nią więcej ludzi, zwrócić się do mieszkańców całego miasta. Tak powstał Festiwal Podwórkowy - odbywa się dwa razy w roku - pod koniec wakacji i w czasie ferii zimowych. Farbiarnia rozszerzyła swoje akcje na kilka podwórek w sąsiedztwie. Autorzy projektów stawiają sobie pytania o efekty działań, o zmianę, jaką one spowodowały. Widoczne efekty znajdujemy w przestrzeni miasta - na podwórkach, które stają się coraz bardziej kolorowe, na ścianach budynków, gdzie artyści tworzą świetne prace. Zwiększyło się zaangażowanie mieszkańców we wspólne inicjatywy. Powstało kilka publikacji, które mogą pomóc rozpowszechnić pomysł działań podwórkowych także w innych miejscach w Polsce. Jednak może to, co najcenniejsze wydarza się w życiu i rzeczywistości dzieci, które uczestniczą w życiu Farbiarni. Nabierają wiary w siebie. Dzięki zaangażowaniu rodziców mają okazję spędzić z nimi wyjątkowy czas i zrobić coś wspólnie. Zdobywają nowe umiejętności i zyskują przekonanie, że także innym mogą zaproponować coś cennego. W przyszłości zaowocuje to organizacją przez nich własnych przedsięwzięć i rozwijaniem istniejących działań na rzecz najmłodszych mieszkańców podwórek.

Kasia_Sawko Kasia_Sawko

30.07.09, 20:52

złomek na Pradze
Dla zespołu InfoPragi ważne były doświadczenia związane z projektem autorstwa Przemka Sendzielskiego „Złomek“. Przez całe ubiegłe lato grupa dzieci z praskich podwórek schodziła się popołudniami na teren fabryki Koneser, aby wspólnie z kilkuosobową grupą animatorów budować instalacje z metalowych odpadków. Pomysł na projekt z wykorzystaniem złomu nie był przypadkowy. Duża grupa dzieci z ul. Brzeskiej zbiera złom na sprzedaż na co dzień, dokładając się w ten sposób do domowego budżetu albo zapewniając sobie pieniądze na drobne wydatki.

Projekt rozpoczął się wspólną naradą i szacowaniem możliwości – w planach było zbudowanie wielkiego robota, który rozbudzał wyobraźnię wszystkich uczestników projektu. Miał się poruszać, świecić i zdobyć sławę w dzielnicy. Kolejnym etapem było przeszkolenie techniczne – młodsi uczestniczy uczyli się pod okiem starszych ciąć metalowe części, wyginać je i spawać. Było to dość stresujące dla opiekunów – ciężkie narzędzia w rękach małych Prażan budziły pewne obawy... Okazało się, że na wyrost. Dzieci, którym powierzono odpowiedzialne zadanie (i drogi sprzęt) oraz okazano odrobinę zaufania, poczuły się ważne i dojrzałe – nie było ani jednego incydentu związanego z niefrasobliwym korzystaniem ze sprzętu i wszystkie reguły dotyczące bezpieczeństwa były przestrzegane.

Praca okazała się żmudna i wyczerpująca fizycznie. Po kilku godzinach spawania dorośli animatorzy szukali odpoczynku na murku, z którego dosłownie nie mogli się podnieść. Dzieci cieszyły się lepszą kondycją i wytrzymałością, prawie się nie skarżyły.
Po dwóch tygodniach okazało się, że robot pozostanie w sferze marzeń. W sytuacji, w której precyzyjne wygięcie rury absorbowało trzy osoby na kilka godzin, należało zmienić plan. Dzieci uruchomiły fantazję i powstały cztery wielkie, metalowe kubiki. Jeden z nich wykonano ze starego kaloryfera, wszystkie wymagały dużo cięcia i spajania.
Dzieci były wytrwałe, przejęte i zaangażowane. Broiły, krzyczały i przeklinały zgodnie ze swoim stylem komunikacji. Jednocześnie stworzyły zespół, można było na nich polegać i cały nikt z uczestników nie miał wątpliwości, że chciałby powtórzyć doświadczenie, tym razem budując prawdziwego, gigantycznego robota ☺

Widoczny efekt projektu w postaci charakterystycznych kubików (spośród których jeden jest gigantyczną pozytywką) można nadal oglądać na dziedzińcu Konesera. Dzieciaki chętnie przyprowadzają tu swoich kolegów i bliskich.

marta2 marta2

06.08.09, 07:20

Wyzwanie Brzeska
Pewnej majowej niedzieli w 2007 roku, wraz z grupką kilku młodych osób postanowiłam wybrać się na legendarną ulicę Brzeską w Warszawie. Nie za bardzo wiedzieliśmy co nas tam czeka. Wzięliśmy ze sobą walizkę pełną kredy, cebuli do żonglowania, długą linę i jednokołowy rower. Mimo, że padał deszcz, dzieciaki, gdy tylko nas zobaczyły zaczęły wybiegać z bram. Niektóre się tylko niepewnie przypatrywały, inne szturchały kogo popadło, ktoś splunął, ktoś przeklął. „Skąd jesteście? Frajerzy!!! Eee, pokaż tę cebulę! Hehe, goń mnie, zabrałem ci telefon! Trala la la la la!” - krzyczeli.

Szybko się zorientowaliśmy, że cebule były dobrym sposobem na przyciągnięcie zainteresowania, ale do nauki żonglerki niedługo posłużyły. Wkrótce zaczęły latać na dachy kamienic, trafiać w okna okolicznych sklepów. Przyjechała policja, straż miejska, żeby nas ostrzec. Ale jak zobaczyła nasze prawdziwe intencje to odjechała. Na szczęście żadna szyba nie została wybita. Cieszyliśmy się też, że nikt nie dostał w „bańkę” (jak to mówią nasze dzieci).
Dookoła chaos, dziesięcioro dzieci mówi, skacze i szturcha na raz. Trzeba szybko reagować, żartować, jednocześnie zachęcać i pokazywać, że się ich lubi, że się chce zaprzyjaźnić. Po trzech godzinach spędzonych na ulicy dzieciaki nie chciały nas puścić do domu. Po swojemu komunikowali, że im się podobało, pytali kiedy przyjedziemy następnym razem. A za tydzień czekali na nas już od 6 rano.

Takie były początki naszego projektu Społeczny Cyrk Uliczny, który rozwinął się szybko, tak, że po połowie roku udało nam się otworzyć Klub Młodzieżowy Mierz Wysoko, zacząć pracować z rodzicami, szkołami i policją i również towarzyszyć dzieciom w rozprawach sądowych.
Nigdy jednak nie udałoby nam się pracować z dziećmi w Klubie, gdyby nie pół roczne spotkania na podwórkach i ulicy. Do naszych młodocianych osesków trzeba było wyciągnąć rękę, wejść w ich środowisko, pokazać, że chce się z nimi być, tam gdzie oni są. Nasi młodzi raczej nie wychodzą poza swoją ulicę, tam jest ich dom, tu się dobrze czują. Nie znają jednak sposobów na ciekawe spędzanie czasu. Często się nudzą. Naszym sposobem było zainteresowanie ich czymś co wygląda niesamowicie, może trochę śmiesznie, tak jak jazda na jednokołowym rowerze, czy żonglowanie. Później zaczęliśmy chodzić na szczudłach, wybieraliśmy się razem do kina, bawiliśmy się w podchody, gry miejskie, zorganizowaliśmy mały projekt społeczny. Wspólnie z dzieciakami poprosiliśmy Burmistrza Dzielnicy Praga Północ o zamknięcie na pół dnia dla nas ulicy i namalowaliśmy wielki znak „zwolnij”, tak aby samochody jeździły bezpieczniej. Innym razem pomalowaliśmy drzwi do którejś z klatek. W ten sposób młodzi zaczęli być widziani przez społeczność lokalną nie tylko jako łobuzy, ale także jako aktywne i zaradne osoby.

Okazało się, że praca z wykluczoną młodzieżą to nie lada wyzwanie, że musimy spędzać na ulicy więcej czasu, pracować z całą społecznością lokalną. Po otwarciu Klubu Młodzieżowego podzieliliśmy dzieci na małe grupy czteroosobowe, którymi opiekowało się dwóch prowadzących. W ten sposób mieliśmy trochę więcej kontroli, trochę więcej uwagi dla pojedynczego dziecka. Cała nasza praca opiera się na życzliwej uwadze, na nawiązywaniu prawdziwych relacji, indywidualnych więzi. Bez nawiązania relacji i nici zaufania nie da się współpracować. Dopiero, gdy się nić zaufania złapie, wtedy powoli zaczyna się budować wzajemny szacunek, dzieci są w stanie wysłuchać tego co się ma do powiedzenia, poświęcić uwagę przez 20 sekund, a nie tylko przez 5 sekund, tak jak było na początku.
Dobrze pracuje docenianie. Młodzież z trudnych środowisk rzadko jest chwalona, rzadko ktokolwiek jest z niej zadowolony. My staraliśmy się cieszyć razem z dziećmi jeśli udało im się wysoko podrzucić cebulę, albo przeskoczyć linię narysowaną kredą na chodniku. Potem byliśmy z nich dumni jeśli wytrzymali 1,5 godziny w kinie, jeśli podnieśli papierek od cukierka z ziemi. Małymi kroczkami do przodu.

Obecnie realizujemy autorski program zajęć oparty na socjoterapii i teorii wzajemnego pomagania. Każda grupa ma inny program zajęć dopasowany do wieku i jej zainteresowań. Często pracujemy krótkimi projektami, takimi jak przygotowanie występu cyrkowego, ugotowanie jakiejś potrawy, zrobienie wystawy zdjęć. Świetnie sprawdziły się zajęcia fotograficzne, zajęcia rowerowe (podczas których reperujemy rowery i jeździmy na wycieczki), wyjścia na basen, spacery po parku, wyjazdy weekendowe, zajęcia ceramiczne, taneczne, capoira dla maluszków, breakedance, chodzenie na szczudłach, gry miejskie, pokazy zdjęć z różnych krajów, seanse filmowe w klubie, malowanie szablonów, granie w kręgle i chodzenie na ściankę wspinaczkową. Wiele inicjatyw może się udać i być efektywne głównie dlatego, że sami prowadzący zajęcia mają wiele zainteresowań, motywacji i stają się dzięki temu autorytetami dla młodzieży. Innym sposobem jest zapraszanie znanych autorytetów takich jak np. mistrz hip hopu – Wujek Samo Zło, który zagrał dla nas koncert na podwórku.

Przez ostatnie dwa lata nauczyliśmy się też, że nie da się pracować długoterminowymi projektami, zbyt dużymi wyzwaniami. Zadania muszą być proste, nie powinny wymagać zbyt dużego zaangażowania. Trzeba pamiętać, że dzieciom, z którymi pracujemy trudno jest uwierzyć w swoje możliwości, nie pamiętają, że cokolwiek potrafią, lub że mają zdolność się czegoś nauczyć. Ich życie jest zmienne z dnia na dzień, nie ma zasad, nie ma przyczyn i skutków. Tu się trzeba nauczyć żyć z chwili na chwilę, być elastycznym, w każdym momencie być gotowym na ucieczkę, trzeba polegać tyko na sobie.

Chyba najlepszym sposobem na nawiązanie relacji jest przypatrywanie się dziecku i podążanie za nim, wchodzenie w jego zabawy, takie jak berek czy bieganie po murkach na podwórku. Pamiętam jak na samym początku ktoś obrzucił nas jajkami (dobrze, że nie kamieniami). Za parę dni przyjechaliśmy z ryzą pełną jajek, podzieliliśmy się z dziećmi i mieliśmy wojnę na jajka. Dobrze jest reagować nie standardowo i nie bać się.

mbialek mbialek
(moderator)

06.08.09, 09:11

Aniamtor na podwórku pyta
Jestem pod wielkim wrażeniem działań Marty Kaszubskiej i Stowarzyszenia Mierz Wysoko na warszawskiej Pradze. Kiedy po przeczytaniu teksu zapytałam Martę - co ją najbardziej niepokoi, nie daje spokoju - sformułowała kilka pytań:
Co zrobić jak młodzież, z którą pracujemy jest agresywna werbalnie i fizycznie?
Jak zachować psychiczny dystans przy pracy z młodzieżą wykluczoną?
W jaki sposób można nawiązać kontakt z młodzieżą na ulicy?
Jakie powinno ustalić się zasady pracy z młodzieżą wykluczoną? W jaki sposób je ustalić wraz z młodymi osobami?
Jak długo powinny trwać zajęcia?
Jak duże powinny być grupy?
Może znają Państwo odpowiedź (podpowiedź :) na te pytania?

Jinpousen Jinpousen

20.08.09, 22:37

nieanimator
mbialek: ...sformułowała kilka pytań:
Co zrobić jak młodzież, z którą pracujemy jest agresywna werbalnie i fizycznie?
Jak zachować psychiczny dystans przy pracy z młodzieżą wykluczoną?
W jaki sposób można nawiązać kontakt z młodzieżą na ulicy?
Jakie powinno ustalić się zasady pracy z młodzieżą wykluczoną? W jaki sposób je ustalić wraz z młodymi osobami?
Jak długo powinny trwać zajęcia?
Jak duże powinny być grupy?

Pokuszę się! nie pracowałam jako animator ale... doświadczenie mam!
Młodzież, z którą tworzyłam orkiestrę flażoletową była bardzo agresywna w szkole i w życiu codziennym. Podczas zajęć ustaliliśmy respektowanie zasady: zero agresji fizycznej i ta zasad była respektowana. Moje wytłumaczenie, że w żadnej orkiestrze nie ma "bicia" zostało przyjęte. Kłopot mieliśmy z wulgaryzmami - były obecne przecież w codziennym życiu. Tak rozmawiano w domach rodzinnych. A jednak czułam, że członkowie orkiestry starali się! A ja chwilami udawałam, że nie słyszę! Efekt wypracowaliśmy po trzech latach - może czas i cierpliwość jest lekarstwem?
Nie rozumiem o jakim dystansie psychicznym mówimy? Nie można być "letnim" lub wręcz "chłodnym" w kontaktach z młodzieżą. Trzeba być autentycznym - oni błyskawicznie wyczują nieszczerość. Starałam się określić granice, których nie powinni przekroczyć. Moje życie prywatne było dla nich jak na tacy - mieszkaliśmy w tej samej, małej miejscowości. Ja znałam ich "prywatność" z tego samego powodu - nigdy nie wykorzystałam tej wiedzy.
Nie umiem niestety nawiązywać kontaktów z młodzieżą na ulicy - brak mi takiej wiedzy i umiejętności. Jak można się domyślić – byłam belfrem. A orkiestra o której piszę, działała w Gminnym Ośrodku Kultury.
Co do czasu zajęć - percepcja młodych ludzi bardzo zależy od ich możliwości intelektualnych, zaangażowania w działanie. W mojej pracy sprawdzały się zmiany co 15 minut - nie zdążyli się znudzić i z zapałem podejmowali nowe zadania intelektualne. Zawsze rozmawialiśmy o celach nowych "modułów" zajęć - wiedzieli więc po co i dlaczego. Gdy wracaliśmy do "przerobionej" partii materiału muzycznego chwaliłam za każde dobrze wykonaną frazę - śmiali się ze mnie za ciągle powtarzane memento - "ćwiczenie czyni mistrza" - często powtarzali je za mnie unisono.
Liczność grup – hm, nie znam zasad pracy grup teatralnych. Nasza orkiestra liczyła "w porywach" 25 muzyków. Dzieliliśmy się na sekcje rytmiczną i melodyczną tak więc część zajęć mieliśmy oddzielnie a część prób odbywała się razem. Przypuszczam, że trzeba wypracować złoty środek, nie za mało aby obowiązki grupy były równomiernie rozłożone i nie za dużo aby praca przebiegała sprawnie.
Na koniec - zasady! Spisaliśmy je według powiedzenia - nie czyń drugiemu co tobie nie miłe! Respektowali te normy a gdy ktoś się wyłamał to ja - dyrygent - dostałam od nich prawo wyegzekwowania "kary" - najczęściej było to pozbawienie udziału w zabawie z przyjemnościami. To był nasz obyczaj - każdy miał możliwość przygotowania na zajęcia, dla wszystkich jednej przyjemności - na przykład były to koncerty z ulubionymi przebojami muzycznymi, gry, dziewczyny czasem piekły ciasto! Ten kto wyłamał się z umowy nie mógł przygotować przyjemności - to naprawdę bolało. Ja sama, za zapalenie papierosa, nie mogłam przeprowadzić szarady, nad którą pracowałam cały tydzień!
Mam nadzieję, że moje słowa przydadzą się, chociażby do przemyślenia. Wszystkim animatorom życzę dużo młodych przyjaciół! Warto o nich zabiegać!

mbialek mbialek
(moderator)

29.12.09, 09:21

Odbić się od dna - wywiad z Andrzejem Orłowskim
Polecam wywiad Agnieszki Kowalskiej z Andrzejem Orłowskim - streetworkerem ze stowarzyszenia Grupa Pedagogiki i Animacji Społecznej Praga Północ (www.gpas.org.pl). Od 10 lat pracuje z dziećmi, na Pradze od 6 lat. Agnieszce Kowalskiej opowiada o projekcie zrealizowanym razem z Pawłem Althamerem na warszawskiej Pradze.
W sumie: 6  
« Kwiecień 2020 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Marta Białek

Animatorka kultury, członek Zarządu Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę", współzałożycielka Stowarzyszenia.
10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »
Bibliografia i ciekawe linki do dyskusji

Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo