Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]

Diagnoza

2.3. Kryzys planowania przestrzennego

W 2003 r. z mocy ustawy straciły ważność wszystkie plany zagospodarowania przestrzennego uchwalone przed rokiem 1995, a opracowanie nowych zależy od woli gmin, które mogą wszakże wydawać pozwolenia na budowę bez planu. W gminie Kraków, według danych z 2008 r., około 30% pozwoleń na budowę zostało wydanych w sprzeczności z zapisem dokumentu Miasta Krakowa. Większość tych pozwoleń dotyczy najbardziej wartościowego krajobrazu, tzw. klina zachodniego, chronionego zapisami wszystkich wcześniej obowiązujących powojennych planów. Obecnie zapis Studium uwarunkowań zobowiązuje jedynie ewentualnego autora planu miejscowego – jeśli plan taki zostanie zlecony do opracowania – ale to dzieje się rzadko. Dopóki nie ma planu, dopóty można budować wedle popularnej zasady „dobrego sąsiedztwa” wprowadzonej w 2003 r. Wzorzec ten został przeniesiony z prawodawstwa niemieckiego, i tam działa dobrze – jako wyjątek w obszarach w 99% zaplanowanych. U nas działa źle, bo dotyczy ponad 80% kraju zabudowywanego bez planu, gdzie ponadto:

• dla nowej budowli trudno znaleźć sąsiedztwo godne naśladowania.
• uznaniowe kryteria w analizach poprzedzających decyzje otwierają zbyt szerokie wrota dla ekspansji zabudowy.

Polski paradoks polega na tym, że to, co jest obowiązkowe (opracowanie studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego), nie ma mocy prawa lokalnego, to natomiast, co mogłoby mieć tę właściwość (miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego) – nie musi być wykonywane. Rozporządzeniem z 2 X 2007 r. w Ministerstwie Budownictwa zlikwidowano Departament Ładu Przestrzennego i Architektury. Nieco wcześniej w Ministerstwie Środowiska powstała koncepcja (na razie niezrealizowana) przekazania części uprawnień dyrekcji parków narodowych Lasom Państwowym. Najnowsze pomysły resortu infrastruktury zmierzają do tego, aby plany urbanistyczne opracowywali deweloperzy lub osoby budujące dom samodzielnie i przekazywali je gminie, która musiałaby (!) je zatwierdzać .

Jest to dotychczas ostatnie stadium przekazywania kompetencji na coraz niższe poziomy – procesu zapoczątkowanego w latach dziewięćdziesiątych. Tak lekceważące podejście parlamentu do gospodarki przestrzennej w skali kraju budzi zdumienie tych zachodnich ekspertów, którzy zapoznali się bliżej z polską praktyką . W bogatszych od Polski Niemczech obowiązuje podstawowe założenie, iż przestrzeń jest najbardziej istotnym komponentem majątku narodowego, ważniejszym niż istniejący park przemysłowy i inne zasoby finansowe. Jakość terenu jest głównym elementem przesądzającym o jakości życia. W jego kształtowaniu obowiązuje zasada rozdzielności prawa własności od prawa do zabudowy i jedynie gmina jest uprawniona do ewentualnego występowania o zmianę statusu gruntu. Ciąży na niej obowiązek opracowania planu przestrzennego w imię ochrony i pomnażania dobra publicznego.

Łatwo zauważyć, iż opór wobec inicjatyw prokrajobrazowych narasta u nas na poziomie rady gminy i niższym, czyli wśród obywateli – potencjalnych uczestników procesu zarządzania na poziomie społeczności lokalnej. Tam zaczyna się lobbing na rzecz liberalizacji przepisów. Podobnie jak wspomniana wyżej zasada „dobrego sąsiedztwa”, partycypacja społeczna upowszechniana jest w Polsce metodą naśladowania istniejących wzorów. W większości krajów dojrzałej demokracji, gdzie panują ustabilizowane relacje między scentralizowanym systemem planowania przestrzennego a wolnym rynkiem, taka partycypacja jest obowiązkowa na najniższym poziomie procedur – jako tzw. double checking – i przynosi dobre skutki.

W tym miejscu warto przypomnieć dyskusję z roku 2002 na temat przygotowywanej wówczas nowej ustawy o ochronie zabytków i trybu tworzenia „parków kulturowych”. Pogląd, że w tym zakresie należy zwiększyć raczej kompetencje administracji państwowej (na podobieństwo analogicznych regulacji w ustawie o ochronie przyrody) niż rad gmin, które oczywiście byłyby stroną w sprawie, ministerialni prawnicy potraktowali jako anachronizm i wyraz obraźliwego braku zaufania do społeczności lokalnych. Dziś wiadomo, iż był to z ich strony krótkowzroczny populizm prowadzący do promocji niekompetencji i partykularyzmu.

W ramach diagnozy należy zwrócić uwagę na obecnie obowiązujące regulacje dotyczące parku narodowego i parku krajobrazowego w zakresie ochrony dziedzictwa kultury. Park narodowy obejmuje nie tylko obszar szczególnych wartości przyrodniczych, ale i kulturowych4. Park krajobrazowy obejmuje obszar chroniony ze względu na wartości przyrodnicze, historyczne i kulturowe oraz walory krajobrazowe5. W obu przypadkach obowiązuje opracowanie planów ochrony na 20 lat – w planach znajduje się tzw. operat kulturowy. Wobec martwego zapisu o parkach kulturowych w ustawie o ochronie zabytków powstał zatem paradoks: krajobraz kulturowy trzeba chronić za pomocą ustawy o ochronie przyrody! Trzeba, ale praktyka jest inna. Z reguły bowiem projekt inwestycji planowanej w obszarze parku narodowego lub krajobrazowego zyskuje w ramach uzgodnień akceptację po spełnieniu wymogów ochrony przyrody – ochrona zabytków jest w tych procedurach traktowana marginesowo.

„Pospolite ruszenie atakuje na krajobraz” – zgodnie z demokratycznie stanowionym prawem – w atmosferze tolerancji prowadzącej do zaniku wszelkich ograniczeń. Everything goes! – to hasło mieści się w globalnym charakterze ponowoczesności. Jednak patrząc z polskiej perspektywy, trzeba pamiętać, iż dysponujemy znacznie uszczuplonym zasobem wartości odziedziczonych w porównaniu z krajami, których historia była mniej burzliwa. „Masa krytyczna” naszego dziedzictwa jest zatem znacznie mniejsza, co winno skłaniać do poglądu: „Mniej tu wolno”.

Rosnąca bezradność władzy, działającej pod naciskiem społeczeństwa, zmuszanej do rozwiązań populistycznych i chaotycznych, to sytuacja ostrzegawcza. Popularność w sondażach nie może być celem rządzenia. Krajobraz kulturowy ma ograniczoną odporność na działanie czynników degradujących, powstrzymywanie procesów niszczycielskich odbywa się więc pod presją czasu. Krajobraz kulturowy jest dobrem publicznym i należy do wszystkich obywateli. Nie jest to jednak wystarczająca gwarancja jego przetrwania i dlatego potrzebuje niekiedy ochrony „przed właścicielem”. Jest to zajęcie kłopotliwe, niemodne (!), niechętnie podejmowane – ale wykonalne i pożyteczne. Innymi słowy: Tyle władzy, ile wiedzy.





-----------------------------------------------------------------
2 Artykuł „Pomysły resortu infrastruktury na uproszczenie procesu budowlanego”, „Rzeczpospolita” z 17 XII 2007 oraz referat wiceministra Olgierda Dziekońskiego w czasie IV Ogólnopolskiego Sympozjum INSPIRE, Kraków 29–31 V 2008.
3 Raport Najwyższej Izby Kontroli o stanie planowania przestrzennego w Polsce, „Urbanista” 2007, nr 10.
4Art. 8.1 Ustawy o ochronie przyrody z 16 IV 2004.
5Art. 16.1 Ustawy o ochronie przyrody z 16 IV 2004.

 



« Kwiecień 2017 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Kultura w internecie


Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo