Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
kinematografia polska

Co się stało z polskimi filmami? Czy powinniśmy pogodzić się z faktem, że czasy, kiedy kino polskie liczyło się w świecie, a nasi twórcy odnosili sukcesy na światowych festiwalach, mamy już dawno za sobą...? Czy Polski Instytut Sztuki Filmowej rzeczywiście sprawia, że kino polskie wychodzi wreszcie z impasy, w jakim tkwiło przez lata?

W sumie: 5  

Jacek_Papis Jacek_Papis
(moderator)

02.06.10, 16:48

kontrowersyjny werdykt w Gdyni
Werdykt ostatniego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni skłania do powątpiewania, czy aby głoszone przed rokiem opinie o "odrodzeniu się" polskiego kina nie były czasem przedwczesne...
Oczywiście robi się u nas więcej filmów niż przed laty, ale trzeba zauważyć, że spora część z nich powstaje dzięki determinacji ich twórców, którzy po latach dobijania się o pieniądze, decydują się na pracę za śmiesznie mały budżet - byle wymarzony film ujrzał wreszcie światło dzienne (ot, taki kompromis z samym sobą...). PISF, który przypisuje sobie zasługę za "uzdrowienie" narodowej kinematografii, rozdziela pieniądze w sposób co najmniej kontrowersyjny, co i rusz ściągając na siebie podejrzenia, że w tej instytucji "kolega" daje pieniądze (na film) "koledze"; że tak naprawdę PISF powstał po to, by zaspokoić potrzeby określonej grupy / części środowiska filmowego.
Jakie zatem refleksje po kolejnym festiwalu?...
Trzeba zauważyć, że zagraniczni komentatorzy oceniają najwyżej zupełnie inne filmy, niż te, które zostają nagrodzone... A sam werdykt sprawia wrażenie "kunktatorskiego" i oportunistycznego. Bo proszę mi wytłumaczyć: jakim cudem reżyser "A" dostaje nagrodę za najlepszy scenariusz i najlepszą reżyserię, ale już najlepszy film jest zupełnie inny(ten "gorzej" wyreżyserowany i z "gorszym" scenariuszem...)?... Ba - film reżysera "A" nie jest nawet "drugi" (tzw. "srebrne lwy"...) Czy jest w tym jakaś inna logika, poza obdzieleniem po równo tak, by "ci najważniejsi" byli "mniej więcej" usatysfakcjonowani...?

P.S. Nie wspominając o "namiotowej" gali, oprawionej "okolicznościowo" wstawkami chopinowskimi w większości na poziomie... który można już tylko przemilczeć...

Jacek_Papis Jacek_Papis
(moderator)

07.07.10, 00:18

Dziwny konkurs...
Minister Kultury Bogdan Zdrojewski udzielił "Przekrojowi" bardzo krótkiego, ale co najmniej dziwnego wywiadu dotyczącego konkursu na dyrektora drugiej kadencji Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Jak wiadomo konkurs został przedłużony, bo wcześniej zgłosiła się ponoć tylko jedna kandydatka - dotychczasowa szefowa instytutu Agnieszka Odorowicz.
Po pierwsze minister wyraża opinię, że nie jest to wcale taka intratna posada: filmowcy nie chcą się o nią starać, bo musieliby przestać realizować filmy. Po drugie przyznaje, że do drugiej tury konkursu zgłosiło się wprawdzie pięciu anonimowych kandydatów ("koperty z nazwiskami są zalakowane"), ale "naturalnym faworytem" jest Agnieszka Odorowicz. Dodaje, że wprawdzie może pojawić się "kandydatura zaskakująca, która oczaruje komisję", ale z tego, co wie, "na to się nie zanosi". Właściwie skąd to wiadomo, jeśli koperty są zalakowane...?

Jacek_Papis Jacek_Papis
(moderator)

18.07.10, 14:02

PISF bez zmian
Niespodzianki nie ma. Zgodnie z przewidywaniami dyrektorem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej na kolejne pięć lat została Agnieszka Odorowicz (decyzja o jej wyborze zapadła jednogłośnie). Nowością jest jedynie, że powołane ma zostać nowe stanowisko - zastępcy dyrektora, który zajmował się będzie decyzjami artystycznymi: będzie on podejmował ostateczną decyzję, jakie filmy zyskają dofinansowanie Instytutu.

Jacek_Papis Jacek_Papis
(moderator)

19.07.10, 14:08

Kino rumunskie za wzór...?
Piotr Marecki, redaktor naczelny "Ha!artu" pisze na łamach "Przekroju", że polska kinematografia mogłaby brać przykład m.in. z kina rumuńskiego: "Tam robi się 15 filmów rocznie, a dwa zawsze przynoszą międzynarodowe nagrody. W Polsce 60, a nagród brak."
Kilkanaście lat temu kinematografia rumuńska osiągnęła dno: w ciągu jednego roku nie powstał ani jeden (!) film, a większość kin została zamknięta. "Dopiero po tym cięciu oburzeni sytuacją twórcy z nowego rozdania wzięli sprawy w swoje ręce" - pisze Marecki. Jego zdaniem w naszym kraju zabrakło "radykalnego cięcia, które rozpoczęłoby nowe rozdanie."
"Czy w Polsce mogłoby się pojawić takie myślenie, żeby na szefa największego festiwalu filmowego zaprosić kogoś z zagranicy"? (Taka sytuacja w Rumunii ma miejsce od ośmiu lat.) "Co by było, gdyby na festiwal w Gdyni nie wpuścił połowy rodzimych szyszek, bo uznałby ich filmy za skandalicznie anachroniczne?"
Tymczasem na Festiwalu Filmowym w Karlowych Warach nagrody dostali polscy aktorzy Mateusz Kościukiewicz i Filip Garbacz za film Pawła Sali "Matka Teresa od kotów": jeden z nielicznych obrazów, który przez nasze rodzime gdyńskie jury został zupełnie pominięty... A jednak polskie filmy też mogą odnosić zagraniczne sukcesy: tylko dziwnym trafem nie te, które cieszą się uznaniem na naszym sztandarowym festiwalu...

Jacek_Papis Jacek_Papis
(moderator)

17.10.10, 21:31

Kino
Tadeusz Sobolewski, zajmujący się na co dzień krytyką filmową, na łamach "Gazety Wyborczej" stawia niezbyt optymistyczną diagnozę sytuacji, w jakiej znajduje się dziś nasza kinematografia. Pisze, że mimo oparcia w PISF i funduszach publicznych jest ona "skrępowana bardziej niż w złotych czasach kina polskiego. Zależy dziś od tych producentów, którzy dbają przede wszystkim o szybki zysk. TVP przestała być partnerem filmowców. Kinu brakuje takich wydawców, jakich ma literatura, i takich kierowników literackich oraz dyrektorów, jakich mają teatry." Zdaniem Sobolewskiego kreatywnych producentów da się wymienić niemal na palcach jednej ręki.
Światełko nadziei widzi Sobolewski w zorganizowanym na początku tego miesiąca przez PISF "okrągłym stole filmowców i literatów", którego ideą był powrót do starej, sprawdzonej dawno formule zespołów filmowych. Ich praca, w której brali udział zarówno ludzie kina jak i literatury, zaowocowała powstaniem wybitnych polskich filmów, z których przeważająca część oparta była na pierwowzorach powieściowych. Inicjatywie tej kibicuje "Ha!art" na czele z Piotrem Mareckim.
Wśród dzieł czekających na sfilmowanie Sobolewski wymienia m.in. "Lubiewo" witkowskiego, "Piaskową górę" Joanny Bator, "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk i "Lód" Jacka Dukaja.
Czy filmowe adaptacje tych powieści rzeczywiście powstaną? Czy doczekamy się kooperacji na miarę Kawalerowicza i Konwickiego, Munka i Stawińskiego, Wajdy i Andrzejewskiego, Hasa i Dygata?...
W sumie: 5  
« Maj 2018 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo