Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Kliknij "Zamknij" aby zaakceptować naszą politykę.

[ Zamknij ]
Czy prawo autorskie jest w ogóle potrzebne?

Nie od dziś wiadomo, że prawo autorskie ma wielu krytyków. Niektóre głosy w dyskusji na temat przyszłości prawa autorskiego są na tyle radykalne, że uznają te instytucję za relikt przeszłości, dla którego wkrótce nie będzie miejsca. Czy jest to prawda, a jeśli tak co miałoby prawo autorskie zastąpić?

W sumie: 8  

ttargosz ttargosz
(moderator)

29.07.09, 09:59

Czy prawo autorskie jest w ogóle potrzebne?
Prawo autorskie nie ma ostatnio dobrej prasy, do czego w części przyczyniają się czasem uprawnieni egzekwując przysługujące im prawa w sposób, który nie może być społecznie dobrze odbierany (np. wszczynając proces i uzyskując milionowe odszkodowanie przeciwko samotnej, bezrobotnej matce za udostępnianie plików w sieciach p2p). Niekiedy słychać też głosy, że prawo autorskie stało się przeżytkiem na skutek rozwoju nowych technologii i jego obrona na dłuższa metę skazana jest na niepowodzenie, choćby ze względów faktycznych (łatwość kopiowania i udostępniania utworów w internecie). Inni wskazują, że prawo autorskie staje się barierą rozwoju wiedzy, utrudniając dostęp do wartościowych publikacji. Zarówno w głosach krytyki, jak i w głosach obrońców status quo trudno doszukać się spójnej wizji przyszłości. Moje osobiste zdanie na ten temat jest takie, że w związku z prawem autorskim wytworzyło się zbyt wiele fałszywych wyobrażeń oraz nieuprawnionych uogólnień, które utrudniają racjonalna wymianę poglądów. Co zatem należałoby sobie wyjaśnić?
Po pierwsze, wypada zadać pytanie, po co prawo autorskie istnieje. Odpowiedź na nie mogłaby być obszerną monografią, ale na razie poprzestańmy na tym, że istnieją dwa podstawowe wyjaśnienia, które wbrew spotykanemu często przekonaniu wcale się nie wykluczają. Zgodnie z jednym z nich utwór jest ściśle powiązany z osobą twórcy, a zatem chroniąc go chronimy także tę osobę. Dodaje się, że jest czymś naturalnym, by prawo chroniło, podobnie jak własność, wytwory ludzkiego umysłu, ponieważ nie istnieje nic bliższego człowiekowi i w związku z tym bardziej zasługującego na ochronę, niż taki wytwór. Drugie wyjaśnienie jest utylitarne. Opiera się ono na założeniu, że generalnie powinno się wspierać twórczość i kreatywność. Ponieważ dobra intelektualne mają cechy, które sprawiają, że może z nich korzystać równocześnie wiele osób (inaczej niż w przypadku rzeczy, która ze swej natury jest jedna i korzystanie z niej przez jedną osobę wyklucza korzystanie przez inne) i nie podlegają zużyciu podczas owego korzystania (chodzi o utwór, a nie przedmiot w którym jest ucieleśniony, np. papierową książkę), w braku prawnej ochrony utwór stawałby się dobrem publicznym, z którego każdy mógłby za darmo do woli korzystać. W związku z tym twórcy straciliby bodźce do tworzenia, ponieważ rezultaty ich pracy (wymagające często istotnych nakładów) nie mogłyby przynosić jakiegokolwiek przychodu.
Po drugie, nie jest wcale prawdą, że ludzie nie chcą prawa autorskiego. Dobrym argumentem na poparcie tej tezy jest praktyka stosowania tzw. licencji creative commons. Okazuje się, że większość osób, które udostępnia swe utwory na tej zasadzie godzi się by czynić to nieodpłatnie, ale tylko wtedy, gdy korzystanie nie następuje do celów komercyjnych. Innymi słowy, ludzie nie chcą, by na ich twórczości zarabiał ktoś inny. Za komercyjne wykorzystanie, tego co stworzyli większość osób oczekuje wynagrodzenia.
Po trzecie, powstaje pytanie, czym możnaby zastąpić obecnie obowiązujący model. Niektórzy starają się nas przyzwyczaić do świata, w którym dobra kultury dostępne są za darmo, a ich twórcy zarabiają w inny sposób. Tak czyni np. Chris Anderson w książce „Free” (zob. też artykuł w Wired: http://www.wired.com/techbiz/it/magazine/16-03/ff_free), pokazując liczne przykłady (np. książka może być dostępna za darmo, ale udział w spotkaniach z autorem już nie). Ostatecznie jednak sam autor dochodzi do wniosku, że nie jest to uniwersalny model i trudno się z ta konstatacją nie zgodzić. Jeśli zatem nie wszystko powinno (może) być dostępne za darmo, to jak wygląda przyszłość?
Wydaje się więc, że na pytanie, czy prawo autorskie jest potrzebne, trzeba na razie dać konserwatywną, pozytywną odpowiedź. Przynajmniej dopóki ktoś nie przedstawi realnej i rozsądnej alternatywy, to jednak jak dotąd jeszcze nie miało miejsca.

bozena22 bozena22

29.07.09, 11:24

Nowa ustawa
Prawo autorskie jest nam potrzebne, ale całkiem nowe. Świat tak bardzo się zmienił, a szczególnie sposoby komunikacji kulturalnej, że nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli działać sprawnie z tymi przepisami jakie teraz mamy. Ciągłe poprawki do ustaw nie zmieniają ducha prawa, a tu trzeba zmienić całkiem podejście do ochrony prawnoautorskiej. Nie ma np. potrzeby, żeby takie posty na forum były chronione, choćby nie wiem, jak twórcze, tylko dlatego, że dziś miałam czas i oddałam głos w debacie.

Uważam, że ochrona powinna być zapewniona tylko tym, którzy tego sobie życzą i zgłoszą utwór do ochrony.

Ochrona powinna także mniej dawać praw twórcy tam, gdzie występuje dotacja do twórczości w postaci pensji naukowca, czy stypendium ministra czy inna forma wspomagania przez podatników z pieniędzy publicznych.

Podatnik nie powinien dwa razy płacić za to samo.

ttargosz ttargosz
(moderator)

29.07.09, 13:18

re: nowa ustawa
Pomysł z powrotem do rejestracji utworów jako warunku ochrony jest dyskutowany w literaturze specjalistycznej, ale na razie jest to dyskusja czysto akademicka, ponieważ regulacje międzynarodowe, a ściślej Konwencja Berneńska, której stroną są praktycznie wszystkie liczące się państwa na świecie, wymusiła odejście od formalności jako niezbędnych przesłanek ochrony. W przeszłości w wielu krajach, np. w USA, warunkiem uzyskania ochrony była rejestracja utworu w specjalnym urzędzie (Copyright Office). Wskazuje się, że automatyczna ochrona prowadzi do sytuacji, w której nieraz chronione jest to, czego nie chce chronić nawet sam twórca, rejestracja zaś doprowadziłaby do swoistej selekcji utworów, które rzeczywiście do ochrony się nadają. Trzeba jednak też dodać, że niektórzy uznają doświadczenia z systemem rejestracyjnym za niezbyt dobre (np. prof. Jane Ginsburg, zapewne najwybitniejsza znawczyni prawa autorskiego z USA).
Jeśli chodzi o zakres praw w przypadkach, w których utwory powstają dzięki przyznaniu środków publicznych, to prawo autorskie nie stanowi wcale tak dużej przeszkody. Środki takie są przecież przyznawane na podstawie umowy, w której jednostki publiczne mogą (i myślę, że często powinny) zagwarantować dostępność wyników prac np. przez uzyskanie odpowiedniej licencji.
Na koniec pytanie - pisze Pani, że np. posty na tym forum nie powinny być chronione: co jednak Pani przez to rozumie? Czy gdyby napisała Pani obszerny post (np. taki, jak na niektórych wątkach tego forum - zob. Public Lending Right czy Utwory osierocone), a ktoś inny skopiował go, podpisał własnym nazwiskiem i umieścił lub opublikował w innym miejscu, uważałaby Pani, że takie zachowanie nie powinno być bezprawne?(prawo do autorstwa to też część prawa autorskiego).

rekrutacja rekrutacja

30.07.09, 18:21

Wyłączanie kategorii utworów spod ochrony
Prawdą jest, że nie wszystkie utwory wymagają ochrony. Digitalizacja oznacza, że społeczne procesy komunikacyjne niegdyś w ogóle nie obejmowane prawem obecnie są zapośredniczone poprzez różnego typu media i stają się przedmiotem praw autorskich. Rozmowa twarzą w twarz, czy podczas osobistego spotkania grupy osób, funkcjonalnie pełni te same społeczne role, co wypowiedzi na forum, czacie czy przez komunikator. W miarę postępów w rozwoju technologii komunikacyjnych ten problem będzie nabrzmiewał.
Jednocześnie jednak widzę spore ryzyko w pomysłach - obecnych np. w zielonej księdze - by wyłączać spod ochrony pewne kategorie utworów, np. ujmowanych jako "user generated content", bo jest to pole do potencjalnych nadużyć.
Natomiast stosunkowo prosty do rozwiązania wydaje mi się problem braku możliwości dobrowolnej rezygnacji z ochrony prawnoautorskiej przez posiadaczy praw. Taka możliwość istnieje w amerykańskim systemie prawnym. Niemożność przeniesienia utworu do domeny publicznej jest źródłem sporej ilości kłopotów dla tych, którzy chcą się ochrony świadomie zrzec w polskim systemie prawnym. Ten problem jest już dobrze zdiagnozowany, wprowadzenie możliwości zrzeczenia ochrony nie stoi w sprzeczności z umowami międzynarodowymi, a ponieważ chodzi o dobrowolne działanie nie widzę tu też żadnego potencjalnego konfliktu interesów.

Tarkowski Tarkowski

31.07.09, 00:52

prawo do autorstwa
Pisze Pan:

"Czy gdyby napisała Pani obszerny post (np. taki, jak na niektórych wątkach tego forum - zob. Public Lending Right czy Utwory osierocone), a ktoś inny skopiował go, podpisał własnym nazwiskiem i umieścił lub opublikował w innym miejscu, uważałaby Pani, że takie zachowanie nie powinno być bezprawne?(prawo do autorstwa to też część prawa autorskiego)".

Wszystkie znane mi propozycje reformy systemu praw autorskich nie dotykają praw osobistych autorskich - proponują więc, by móc "skopiować i umieścić w innym miejscu", ale zachowując nazwisko autora. Jeśli chodzi o wolę zrzeczenia się praw, z praktyki wiadomo, że w wielu wypadkach nie jest tak, że twórcy są gotowi zrzec się praw (lub części praw) jedynie do utworów nieobszernych, incydentalnych lub nie wymagających dużego nakładu pracy. Wystarczy spojrzeć na różnego rodzaju wolne oprogramowanie.

Po trzecie - i to wydaje mi się najciekawsze, jeśli chodzi o prawo autorskie jako mechanizm ochronny - istnieją dziś treści nie objęte prawami autorskimi (np. dokumenty urzędowe), w przypadku których, mimo braku ochrony prawnoautorskiej, nie dochodzi do nagminnego naruszania czyichś praw do autorstwa. To pozwala sądzić, że ryzyko nie jest więc tak duże. Zresztą plagiaryzm jest kwestią, którą można regulować inaczej niż systemem praw autorskich - np. poprzez normy, a dziś również z pomocą rozwiązań informatycznych.

Odwołując się do postawionego przez Pana pytania podstawowego - zdecydowana większość głosów reformatorskich opowiada się nie za zniesieniem systemu prawa autorskiego, tylko reformą jego kształtu. Dominujące dziś modele alternatywne, oparte na wolnym licencjonowaniu, są oparte na systemie praw autorskich - jednocześnie wyraźnie wskazując, że winien on mieć odmienny kształt.

Tezy o świecie "post-prawnoautorskim" opierają się raczej na konstatacji przemian technologicznych, które taką zmianę miałyby wymusić (wedle reguły, że "kod jest prawem"). Co ciekawe głoszą ją z jednej strony tak zwani piraci - a z drugiej zwolennicy technologicznych metod zarządzania prawami, postulujący tworzenie technicznych mechanizmów regulacji kwestii kopiowania i wykorzystania treści. Wszystkie te propozycje wywodzą się niezrealizowanych pomysłow Teda Nelsona, który wyobraził sobie system podobny do obecnej Sieci, ale rejestrujący każde wykorzystanie treści.

ttargosz ttargosz
(moderator)

03.08.09, 10:01

Re: prawo do autorstwa
Wracamy więc tak naprawdę do zagadnień dozwolonego użytku. Z dotychczasowej dyskusji wynika, że praktycznie każdy zgodziłby się na zachowanie obecnej regulacji w zakresie prawa do autorstwa, aczkolwiek trzeba dodać, że dyskusyjne jest czy rzeczywiście autorskie prawa osobiste nie rodzą kontrowersji i nie stanowią przedmiotu dyskusji nad reformą prawa autorskiego. W kilku wypowiedziach na tym forum pojawił się wątek zmiany przepisów o dozwolonym użytku, tak by ułatwić wykorzystywanie istniejących utworów jako tworzywa dla nowych utworów (tzw. transformative use), a przecież jedną z przeszkód na drodze do takiego sposobu korzystania jest prawo osobiste do integralności utworu.
Zatrzymajmy się jednak nad wyjątkiem dopuszczającym wykorzystywanie utworów na potrzeby tworzenia utworów nowych. Dyskusję taką inicjuje Komisja Europejska (http://ec.europa.eu/internal_market/copyright/docs/copyright-infso/greenpaper_en.pdf) zwracając uwagę, że trzeba koniecznie zastanowić się nad szczegółami takiego rozwiązania. Czy macie Państwo jakieś pomysły? Co w szczególności taka regulacja powinna zawierać?

ttargosz ttargosz
(moderator)

11.08.09, 12:40

Prawo autorskie a technologia
Kiedy zastanawiamy się nad pytaniem, czy prawo autorskie jest w dzisiejszych czasach w ogóle potrzebne trudno pominąć jedną z najbardziej popularnych iluzji, jaka pojawiła się w ostatnich latach w debacie o przyszłość prawa autorskiego. Co prawda teraz wydaje się ona nieco naiwna, a nawet niebezpieczna, ale zdążyła już nawet wywrzeć wpływ na obowiązujące przepisy. Chodzi tutaj w pewnym skrócie o przekonanie, że prawo autorskie może w środowisku cyfrowym zostać zastąpione rozwiązaniami czysto technologicznymi. Żeby zrozumieć to zapatrywanie trzeba zacząć od wyjaśnienia jednej z funkcji prawa autorskiego. Otóż utwór (dobro chronione) ma postać niematerialną, w wyniku czego w swej „naturalnej” postaci nie może zostać skutecznie przydzielony konkretnej osobie (np. twórcy). Rzecz materialna z uwagi na swą naturę występuje w jednej konkretnej postaci i ta sama rzecz może być w danym momencie używana przez tylko jedną osobę. Fizyczna natura rzeczy sprawia zatem, że posiadacz ma swego rodzaju monopol. Utwór niematerialny może być natomiast w jednej chwili przedmiotem korzystania nieograniczonej liczby osób – jego natura w niczym tego nie ogranicza. Funkcją prawa jest w konsekwencji „wyodrębnienie” dobra niematerialnego i jego przyporządkowanie do danej osoby tak jakby była ona jego właścicielem. Kontrola nad rzeczą przez jej posiadacza wynika z właściwości rzeczy. Kontrola nad dobrem niematerialnym jest „tworzona” przez prawo.
Wydaje się więc teoretycznie możliwe, że zastosowanie rozwiązań technologicznych pozwoliłoby zbliżyć dobra niematerialne do przedmiotów materialnych właśnie jeśli chodzi o kontrolę nad korzystaniem z nich. Nadzieje takie wiązano z narzędziami (głownie oprogramowaniem) ograniczającym dostęp i korzystanie z utworów (zabezpieczenia techniczne, DRM). Jeśli bowiem technologia pozwala na to by z utworu korzystał tylko ten, kto otrzyma zgodę uprawnionego i co więcej by korzystał z niego w sposób, jaki uprawniony sobie życzy (np. ograniczenie liczby kopii, jakie można wykonać dla celów osobistych), prawo staje się zdecydowanie mniej potrzebne ponieważ jego cele dają się osiągnąć za pomocą zastosowania odpowiedniej technologii. Założenie to okazało się jednak co najmniej przedwczesne. Złożyło się na to kilka okoliczności. Po pierwsze, zabezpieczenia techniczne nie są nawet na płaszczyźnie czysto faktycznej skuteczne – dla zaawansowanych użytkowników ich usunięcie lub obejście nie rodzi dużych problemów, a następnie dzielą się oni tymi rozwiązaniami z ogółem (np. wystarczy, że jedna osoba złamie zabezpieczenia pliku i udostępni go publicznie, a potencjalnie każdy ma już w Internecie dostęp do niezabezpieczonej kopii). Po drugie, rozwiązania ograniczające korzystanie z utworów są niechętnie przyjmowane przez konsumentów i słabo się sprzedają. Po trzecie, wymagają one ciągłej ingerencji w sferę korzystania z utworów przez użytkowników, rodząc poważne zagrożenia dla sfery prywatności. Po czwarte, ograniczenia takie słabo sprawdzają się w świecie niecyfrowych technologii, które wciąż mają duże znaczenie (np. drukowane książki czy periodyki)
Wygląda więc na to, że jeszcze przez jakiś czas prawo autorskie pozostanie niezbędne

Oxymoronkr Oxymoronkr

03.09.09, 01:11

ochrona praw aktora
Definicja: „aktor - osoba, która ukończyła studia wyższe aktorskie, jak również osoba posiadająca kwalifikacje zawodowe potwierdzone egzaminem złożonym przed komisją powołaną przez organizację zbiorowego zarządzania, której aktor jest członkiem lub Ministra Kultury i Sztuki, której została wyznaczona rola w sztuce teatralnej, produkcji filmowej lub telewizyjnej”; (z niefortunnego projektu ustawy o wykonywaniu i ochronie zawodu aktora przygotowanego przez posłów PSL)

Aktor - Świata Sztuki Obywatel.
Kto może posługiwać się tym tytułem. Ochrona praw aktora. Zastrzeżenie nazwy.
Głos w dyskusji.

Od lat Związek Artystów Scen Polskich oraz środowiska aktorów nie zrzeszonych domagają się stworzenia jakiejś formy zastrzeżenia nazwy „aktor” dla wykonawców legitymujących się co najmniej urzędowym zaświadczeniem posiadania kwalifikacji zawodowych. Dlaczego im tak na tym zależy?
Wyrazem tej determinacji była ostatnia próba stworzenia zapisów ustawy o wykonywaniu i ochronie zawodu aktora. (Osobiście popieram opinię tych, którzy uważają, że niekoniecznie takie regulacje należy robić w formie ustawy).
Jakaż desperacja doprowadziła do zgłoszenia tego projektu. Co spowodowało, że włączyli się w tę inicjatywę wybitni artyści.
Bo problem istnieje. Wiem to z autopsji.
Przed laty, gdy penetrowałem sceny i scenki (jeżdżąc z przedstawieniami edukacyjnymi po miastach i miasteczkach Polski), zdarzało mi się wysłuchiwać żali organizatorów czy przedstawicieli domów kultury, na poziom artystyczny poprzedniej grupy teatralnej, przedstawiającej się dumnie - „aktorzy scen krakowskich, czasem warszawskich czy wrocławskich.. itp.”.
„Panie” – mówił odpowiedzialny za organizację widowni –„ coś strasznego.. kiepski repertuar, marne aktorstwo, żadnej myśli artystycznej.. po prostu chałtura... mam teraz problemy ze szkołami. Nauczyciele nie chcą brać biletów.. mówią, że młodzież się burzy, nie chce oglądać kolejnej chały.. a przedstawili się, że są zawodowcami – kończył z wyrzutem.”
Kilka razy natrafiłem na owe „aktorskie grupy destrukcji artystycznej”, po której choćby potop. Zmieniały się tylko plenery za okami foyer i kolejni „nabrani na sztukę” widzowie.
Należę do tej grupy rzemieślników słowa, którym nie robi różnicy miejsce występu (wielkość miasta, Polska A, B ...lub C ) czy skład widowni. Zawsze podchodziłem do zawodu odpowiedzialnie a do widza z szacunkiem i zaangażowaniem. Zwłaszcza chętnie odwiedzałem miasta, gdzie wiedziałem, że młodzież nigdy nie była w stacjonarnym teatrze i ta świadomość czyniła mnie jeszcze bardziej odpowiedzialnym za produkt z którym pojawiałem się wśród nich. Starałem się także, dobierać do przedstawień kolegów, myślących podobnie. Mogłem, bo byłem producentem takich spektakli. A w drodze zawsze lepiej spędzać czas z osobami o podobnych zainteresowaniach. J
I dlatego było mi coraz bardziej wstyd za moich „pseudo kolegów”. Ileż razy musieliśmy „odgruzowywać” teren po takich ‘aktorach”.
Ale co było robić. Do kogo się zwrócić. Graliśmy więc jak najlepiej i mieliśmy nadzieję, że po nas - w tej miejscowości jeszcze odbędą się spektakle teatralne.
Tak jest i teraz. Telewizja i jej programy oferujące szybką popularność i natychmiastowy status „gwiazdy” pogłębiają jeszcze bardziej to zjawisko. ( a tak na marginesie: Gwiazda.. jakże to słowo jest nadużywane w naszym establishmencie – co który czy która pojawi się na szklanym ekranie już zostaje okrzyknięta/ty przez media mianem „gwiazdy”. Kędy im do tego tytułu, nie łaska na razie pozostać przy słowie „celebryta”?).
Ale wracając do naszego tematu: nadszedł czas by coś z tym zrobić. Za chwilę do grona instytucji kultury zostaną zapisane nowej podmioty artystyczne. Powstają już (na fali łatwego zdobywania taniej popularności) nieformalne grupy domorosłych ekranowych „gwiazdorów jednej emisji”. Nie żebym był zazdrosny o estradę. Prawdziwa Sztuka sama się obroni.
Ale jakim kosztem. Te pseudo aktorskie, chałturnicze grupki zepsują nam opinię i wypaczą, zamiast rozwijać artystyczny gust publiczności. Zwłaszcza tej, powtarzam - która nie odwiedza z racji odległości stacjonarnego teatru, gdzie może przynajmniej porównać poziom.
Dlatego uważam: należy spowodować zastrzeżenie używania słowa „aktor” dla zawodowców.
A ci co nie mają dyplomu szkoły artystycznej lub nie posiadający kwalifikacji zawodowych potwierdzonych egzaminem - niech nazywa się „adeptami sztuki teatralnej”, „wykonawcami” albo jeszcze inaczej (nie mam patentu na nazwę).
Przypomnijcie sobie Państwo jak oznaczano w programach i na afiszach teatralnych w IX i XX wieku osoby nie będące zawodowcami:
rolę lokaja zagra ********* .
I to wystarczało. Do czasu, aż nie zdał egzaminu przed komisją ZASP.
W sumie: 8  
« Styczeń 2018 »
PnWtŚrCzPtSbNd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
10.05.2010
Kwestia przestrzeni publicznej - czy istnieje czy nie istnieje? - wciąż jest jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji o przestrzeni miejskiej.
więcej »
10.05.2010
Czy ulica Słoneczna różni się Cmentarnej? Ulica Komarowa od Wołoskiej? Czy przemianowanie Ronda Babka na Rondo Radosława ma znaczenie? Czy obchodzi nas, że w centrum Warszawy jest rondo Dmowskiego, skoro i tak zwyczajowo wszyscy spotykają się "pod Rotundą"? Czy znaki poziomie i pionowe, które codziennie mijają niosą ze sobą jakieś znaczenie?
więcej »
26.04.2010
ZASP zbiera podpisy pod apelem w sprawie wstrzymania prac nad poprawkami do uchwały „o zmianie ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej i innych ustaw dotyczących zmian prawa kultury".
więcej »
26.04.2010
Wygląda na to, że sytuacja niezależnych grup artystycznych w naszym kraju jest dość opłakana. W niskich budżetach miast (w tym również Warszawy) przewidziano dla nich nadzwyczaj niskie dotacje.
więcej »
26.04.2010
Natura zwykle jest inspiracją dla sztuki i architektury, znacznie rzadziej projekty artystyczne uwzględniają rośliny i zwierzęta jako potencjalnych użytkowników. Zdarzają się jednak nieliczne, ale wyjątki.
więcej »
01.04.2010
The Association for Cultural Economics International organizuje w czerwcu w Kopenhadze 16. Międzynarodową Konferencję Ekonomika Kultury.
więcej »

Ryszard Markiewicz

Dyrektor Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Tomasz Targosz

Adiunkt w Instytucie Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego

Miejskie powidoki


Partner technologiczny
Orange
Partnerzy
Województwo Małopolskie Urząd Miasta Krakowa
Współorganizatorzy
Uniwersytet Krakowskie
Organizator
NCK
Pod patronatem
Ministerstwo
Partnerzy medialni
Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo Logo